Premier Donald Tusk
Premier Donald Tusk Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

- Ile można znosić takiego typa jak ja? - żartował kiedyś Donald Tusk, zapowiadając, że w 2014 roku nie będzie kandydować na szefa Platformy. Mało kto wierzy jednak w te zapowiedzi, bo tylko premier jest w stanie utrzymać równowagę w partii rządzącej. - Tusk chce być premierem po raz trzeci - uważa Paweł Piskorski.

REKLAMA
Koniec września 2011r., najgorętszy okres kampanii parlamentarnej. Tusk na spotkaniu z przedsiębiorcami deklaruje, że jeżeli wygra wybory, będzie szefem rządu po raz ostatni. Argument jest prosty: nie da się dobrze rządzić przez 12 lat. Nawet jeżeli to deklaracja wygłoszona wyłącznie na potrzeby kampanii, to przecież rok wcześniej także zapowiadał, że w 2014 roku odejdzie.
Teraz w Platformie mało kto wierzy w te deklaracje. Paweł Piskorski, niegdyś prominentny polityk PO, twierdzi, że Tusk nie chce ubiegać się o żadną funkcję w UE. Na polityczną emeryturę też nie zamierza się wybierać. Niemieckie media spekulowały wprawdzie o stanowisku szefa Komisji Europejskiej, ale to dla Tuska ryzykowny plan. Nie wiadomo zresztą, czy EPP, frakcja, do której należą PO i PSL, będzie miała decydujący głos w tej sprawie. Poza tym kandydat z kraju spoza strefy euro jest mało prawdopodobny.
- Donald Tusk chce być premierem po raz trzeci. Musi tylko uzyskać realne przywództwo, bo dzisiaj Platforma jest rozdarta przez frakcje - mówi w rozmowie z naTemat Piskorski. Podobnego zdania jest prezydent Komorowski, który w rozmowie z "Polityką" powiedział, że po ostatnich sukcesach związanych z budżetem europejskim, lider Platformy ma szanse na jeszcze jedno zwycięstwo.
”Będę go namawiać do startu”
Prominentni politycy partii rządzącej przekonują Tuska do startu. - Należę do licznego grona osób, które będą go namawiać do walki o następną kadencję - mówił w TOK FM rzecznik rządu Paweł Graś, jeden z najbliższych współpracowników premiera. Szef rządu wysyła zresztą sygnały świadczące o tym, że do tej walki stanie. Przy okazji ogłaszania zmian w rządzie zapowiedział zwołanie wczesną wiosną rady krajowej PO, podczas której ma ogłosić swoją decyzję.
Jego ostatnie ruchy dobitnie pokazują, że premier przygotowuje sobie grunt pod wybory. Jak ustaliła Agnieszka Burzyńska z RMF FM, Tusk na radzie krajowej zaproponuje wybór przewodniczącego partii w wyborach bezpośrednich przez wszystkich członków partii. To sprytne zagranie, którego przecież nie forsowałby, gdyby zamierzał zrezygnować. Partyjne doły kochają Tuska. Przy takiej zmianie Grzegorz Schetyna, jedyny potencjalny rywal, zostaje unieszkodliwiony. Traci szanse nie tylko na zwycięstwo, ale nawet na dobry wynik. Według informacji naTemat w zeszłym roku odbył się gruntowny przegląd członków partii.
Do zmiany sposobu wyboru przewodniczącego partii trzeba zmienić statut. W ciągu kilku miesięcy musiałyby odbyć się więc dwa kongresy: jeden poświęcony zmianie statutu, drugi dotyczący wyboru nowego przewodniczącego. - W partii mówią, że wprowadzenie zasady powszechnych wyborów jest teraz mało prawdopodobne. Dla Tuska to duże ryzyko. Jeżeli przegra głosowanie, będzie to wizerunkowy cios - mówi naTemat Michał Krzymowski z "Newsweeka". Jego zdaniem bardziej prawdopodobne jest, że w przyszłym roku dojdzie do zmiany statutu, ale z odroczeniem, że powszechne wybory dopiero przy następnym rozdaniu.
Paweł Piskorski dostrzega w tym potencjalny problem, ale z drugiej strony, zablokowanie przez frakcję Grzegorza Schetyny tak radykalnie demokratycznej propozycji może być trudne. Poza tym to Tusk jest spoiwem Platformy. Niektórzy nasi rozmówcy twierdzą, że premier nie miałby problemu z przeforsowaniem swojej propozycji. Jak ostatecznie będzie? Szef klubu parlamentarnego PO Rafał Grupiński pytany przez naTemat nie chciał komentować sprawy. W RMF FM ujawnił, że we władzach statutowych nie było jeszcze rozmowy w tej sprawie.
Kwaśniewski przeszkodzi Tuskowi?
Jeżeli scena polityczna w 2015 roku będzie wyglądała mniej więcej tak jak teraz, Platforma ma szanse na zwycięstwo. Pozycja Tuska mogłaby być zachwiana, gdyby po lewej stronie powstała konkurencja, np. w postaci listy Kwaśniewskiego. - On robi dużo błędów, jego rząd jest coraz mniej popularny. Jeśli Platforma wygrałaby z centro-lewicą, dwie formacje tworzyłyby rząd na czele z premierem Tuskiem. Ale jeśli proporcje byłyby odwrotne, to Tusk na funkcję wicepremiera się nie zgodzi - mówi Paweł Piskorski.
Trudno powiedzieć, czy na lewicy powstanie nowy byt. SLD samodzielnie może myśleć co najwyżej o współrządzeniu. Wspólna lista Aleksandra Kwaśniewskiego z Januszem Palikotem wydaje się natomiast mniej prawdopodobna, niż jeszcze kilka tygodni temu.
Jarosław Kaczyński, który jest nazywany głównym rywalem Tuska, ma z kolei małe zdolności koalicyjne. Dla Tuska prawdziwą obawą jest kryzys gospodarczy. Potwierdza to powołanie spółki Inwestycje Polskie, czyli w praktyce zwiększenie roli państwa w gospodarce. Tusk nie robiłby tego, gdyby nie obawa przed załamaniem gospodarczym.
Rekonstrukcja rządu bardziej prawdopodobna
Tusk przed wyborami spróbuje uciec do przodu. Na wiosnę objedzie Polskę, chwaląc się wynegocjowanym europejskim budżetem, w którym jesteśmy beneficjentami funduszu spójności. Nawet jeżeli pieniędzy jest tyle, bo jesteśmy dużym, ale dosyć biednym krajem, to dla Tuska jest to jeden z niewielu sukcesów, którym może się pochwalić. Z uwagi na wyborczy maraton zaczynający się w 2014 roku zapowiadana na lato większa rekonstrukcja rządu jest dużo bardziej prawdopodobna.
Jeszcze tylko społeczeństwo musi zaufać mu po raz trzeci.