
Książka (zazwyczaj, bo nie zawsze) jest lepsza od filmu, a fatalne ekranizacje tylko potwierdzają tę przyjętą regułę. Są takie dzieła polskiej literatury, które albo wciąż nie doczekały się filmowego przekładu z prawdziwego zdarzenia, albo ekranizowane były wielokrotnie, lecz z różnym rezultatem. Oto siedem filmowych wersji książek, które niestety większość widzów rozczarowały. Wśród nich najwięcej... szkolnych lektur.
Siedem najgorszych ekranizacji polskich dzieł
Przy okazji rządzących w kinach "Chłopów" i hitowego "Znachora" Netfliksa pisaliśmy niedawno o najlepszych ekranizacjach klasyków polskiej literatury. Teraz przyszedł czas na te najgorsze. Zgadzacie się?
1. Stara baśń. Kiedy słońce było bogiem, reż. Jerzy Hoffman (2003)
Na podstawie: powieści "Stara baśń" Józefa Ignacego Kraszewskiego
"Stara baśń" Jerzego Hoffmana to ekranizacja powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego o tym samym tytule, która została wydana w 1876 roku, ale dzieje się w IX wieku, sto lat przed przyjęciem przez Polskę chrztu. Bohaterem jest młody wojownik Ziemowit, który bierze udział w powstaniu przeciwko okrutnemu księciu Popielowi, a przy okazji walczy o miłość.
Hoffman, autor m.in. "Trylogii" Sienkiewicza, to uznany reżyser, ale "Stara baśń. Kiedy słońce było bogiem" otrzymała więcej krytycznych uwag niż tych pozytywnych. Dlaczego? Jak to wielokrotnie bywało na początku lat 2000. kulała realizacja, a scenografia czy kostiumy przypominały teatralne dekoracje i rekwizyty. Aktorstwo również pozostawiało wiele do życzenia.
Efekt był sztuczny i niemrawy, a widzowie zarzucali również Hoffmanowi mocne odejście od książki. Niektórzy twierdzili wręcz, że film nie ma z powieścią Kraszewskiego nic wspólnego i mocno odchodzi od słowiańskiej historii Polski oraz faktów historycznych.
2. Quo Vadis, reż. Jerzy Kawalerowicz (2001)
Na podstawie: powieści "Quo Vadis" Henryka Sienkiewicza
Wydane w wersji książkowej w 1896 r. historyczne dzieło Henryka Sienkiewicza, polskiego laureata literackiego Nobla, miało już kilka zagranicznych ekranizacji, w tym hollywoodzką z 1951 roku. W 2001 roku doczekało się w końcu polskiej wersji w reżyserii Jerzego Kawalerowicza ("Faraon", "Matka Joanna od Aniołów"), ale niestety rodzime "Quo Vadis" nie jest wybitnym kinem.
Było jednak polską superprodukcją z prawdziwego zdarzenia. Budżet i rozmach filmu Jerzego Kawalerowicza (film doczekał się także wersji serialowej) robiły w tamtych czasach nad Wisłą ogromne wrażenie, a w obsadzie znalazły się polskie gwiazdy kina (Paweł Deląg, Bogusław Linda, Michał Bajor, Jerzy Trela, Danuta Stenka, Franciszek Pieczka, Krzysztof Majchrzak...). Nic dziwnego, że film Kawalerowicza był ogromnym hitem kasowym.
Dlaczego film się nie udał? Niestety leża realizacja. Scenografia jest sztuczna i sprawia wrażenie papierowej, kostiumy wyglądają jakby dopiero wyszły spod igły, a rozszarpywanie chrześcijan przez lwy na arenie zostało przedstawione tak łagodnie i bezkrwawo, że nie ma w tym żadnego dramatyzmu. Jest kiczowato i pompatycznie, a Magdalena Mielcarz (Lidia) niestety nie umie grać. Szkoda.
3. Przedwiośnie, reż. Filip Bajon (2001)
Na podstawie: powieści "Przedwiośnie" Stefana Żeromskiego
"Przedwiośnie" Filipa Bajona to kolejna ekranizacja polskiej lektury szkolnej na tej liście. Ekranizacja powieści Stefana Żeromskiego z 1924 r. to opowieść o życiu Cezarego Baryki, młodego mężczyzny urodzonego w carskiej Rosji, który pełen marzeń przybywa do niepodległej Polski.
Niestety Bajon nie dał rady Żeromskiemu i stworzył film, w którym mało co wyszło: scenariusz (ze zmianami w stosunku do książki) momentami nie trzyma się kupy, montaż jest dziwaczny, a aktorstwo słabe. Jest nudno, niemrawo i bez energii, a wielu widzów zarzucało "Przedwiośniu" całkowity brak klimatu książki.
4. W pustyni i w puszczy, reż. Gavin Hood (2001)
Na podstawie: powieści "W pustyni i w puszczy" Henryka Sienkiewicza
"W pustyni i w puszczy" w reżyserii Gavina Hooda to druga ekranizacja powieści Henryka Sienkiewicza z 1911 roku: pierwszą nakręcił Władysław Ślesicki w 1973 r. i to właśnie ta wersja wciąż uznawana jest przez wielu widzów za znacznie lepszą niż film z 2001 roku. Nie mówiąc już o tym, że produkcja Ślesickiego z Tomaszem Mędrzakiem i Monika Roscą ma już kultowy status.
Film z 2001 roku ma piękne plenery i muzykę, ale brakuje w nim najważniejszego: klimatu. Realizacja pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak scenariusz (w którym aż prosi się o skrócenie niektórych scen) i aktorstwo głównych aktorów dziecięcych: Adama Fidusiewicza i Karoliny Sawki. Niestety współczesne "W pustyni i w puszczy" sprawia wrażenie filmu, który jest zwykłym skokiem na kasę oraz wabikiem dla szkół i... nic więcej.
5. Syzyfowe prace, reż. Paweł Komorowski (2000)
Na podstawie: powieści "Syzyfowe prace" Stefana Żeromskiego
"Syzyfowe prace" Stefana Żeromskiego z 1897 roku to szkolna lektura, która przez kolejne pokolenia uczniów jest niestety uznawana za jedną z najnudniejszych. To oczywiście kwestia gustu i preferencji (oraz uprzedzeń), ale nie ma wątpliwości, że powieść o rusyfikacji uczniów w szkołach na terenie zaboru rosyjskiego to ważna pozycja w polskiej literaturze, którą po prostu warto znać.
Niestety ekranizacja Pawła Komorowskiego nie zmieniła zbytnio uczniowskiego podejścia do "Syzyfowych prac". Film nie tylko jest nudnawy i rozwlekły, ale w scenariuszu dokonano sporo zmian, co nie pomogło tym dzieciakom, które nie przebrnęły przez książkę i chcą ratować się ekranizacją. Wyszło papierowo i bez polotu, chociaż nie brakuje dobrych momentów, w tym znakomitej sceny recytacji "Reduty Ordona" Adama Mickiewicza.
6. Śluby panieńskie, reż. Filip Bajon (2010)
Na podstawie: komedii dramatycznej "Śluby panieńskie, czyli Magnetyzm serca" Aleksandra Fredry
Eksperymentowanie jest w porządku, ale nie każdy eksperyment popłaca. Udowodniły to "Śluby panieńskie" w reżyserii Filipa Bajona, czyli filmowa wersja scenicznej komedii Aleksandra Fredry z 1832 r., której głównym tematem jest miłość. Kiedy dwie młode panny zawierają pakt, że nigdy nie wyjdą za mąż, a na ich drodze pojawia się dwóch kawalerów... nietrudno domyślić się zakończenia.
Bajon postanowił poeksperymentować z formą i uwspółcześnić Fredrę. Jak? Poprzez meta wstawki z planu filmowego i ahistoryczne elementy w scenerii polskiego dworku, które niestety nie mają zbytnio sensu. "Romeo i Julia" Baza Luhrmanna to niestety nie jest, a szkoda. Oprócz tego język jest archaiczny i sztuczny, aktorzy się męczą (w obsadzie: Marta Żmuda Trzebiatowska, Anna Cieślak, Maciej Stuhr, Borys Szyc, Robert Więckiewicz) i jest po prostu niemiłosiernie nudno. Słowem: miało być noś nowego, a wyszła kolejna tragiczna polska komedia romantyczna.
7. Wiedźmin, reż. Marek Brodzki (2001)
Na podstawie: opowiadań z serii "Wiedźmin" Andrzeja Sapkowskiego
Tak, amerykańsko-polski serial "Wiedźmin" Netflixa również nie jest udaną ekranizacją powieści i opowiadań Andrzeja Sapkowskiego. Twórcy dokonali tylu znaczących zmian, że fani łapią się za głowę, a i realizacja pozostawia nieco do życzenia. Jednak produkcja z Henrym Cavillem – który odszedł z produkcji po trzech sezonach – w wielu aspektach bije na głowę film "Wiedźmin" w reżyserii Marka Brodzkiego.
"Wiedźmin" z 2001 roku, który doczekał się także wersji serialowej, jest tak koszmarnie zrealizowany, że dzisiaj funkcjonuje już jako mem (szczególnie komiczny komputerowy smok). Leżą scenografia i kostiumy, aktorstwo i scenariusz, bo scenarzysta Michał Szczerbic chyba nie zrozumiał, o czym tak naprawdę jest kultowa powieść fantasy. Nie wspominając już o zmianach, o których pisał w naTemat Bartosz Godziński. "Karygodnym grzechem twórców jest nie tylko dodawanie swoich, naciąganych wątków (jak dzieciństwo Geralta) czy postaci (wiedźminka Adela), ale nagminne odchodzenie od książkowego pierwowzoru. Okrojenie i spłycenie tak doskonałej i "adaptowalnej" historii jak ta z Dudu (...) jest niezrozumiałe" – stwierdził.
