
Zapowiadał się świetny wieczór. W miejscowości Wardomy (woj.warmińsko-mazurskie) nieopodal Bartoszyc, troje kolegów wybrało się na spotkanie do znajomego z sąsiedniej wioski. Nim jednak tam doszli, wydarzyła się tragedia. Jeden z nastolatków, Mateusz, został potrącony przez busa. 17-nie żyje, choć jak wynika z ustaleń policji chłopcy szli po właściwej stronie drogi.
To miało być miłe towarzyskie spotkanie, ale zanim do niego doszło, wydarzył się dramat. 5 listopada około godz. 20 troje kolegów wybrało się w odwiedziny do znajomego z pobliskiej wsi. Szli poboczem z Łabędnika w kierunku wsi Kinkajmy.
Szedł po właściwej stronie drogi
Nagle w 17-letniego Mateusza B. uderzył osobowy bus, który wyprzedzał w tym momencie samochód osobowy. Chłopak zginął na miejscu. Pozostałym dwóm kolegom nic się nie stało. Według policjantów, koledzy szli po właściwej stronie drogi.
– Ze wstępnych ustaleń policjantów pracujących na miejscu zdarzenia wynika, że nastolatkowe szli właściwą stroną drogi. Chłopaka potrącił bus, który był w trakcie wyprzedzania osobówki, jadącej w kierunku Bartoszyc – przekazała asp. Marta Kabelis z bartoszyckiej policji.
Zobacz także
Kierowca twierdzi, że ich nie zauważył
– Do potrącenia doszło w czasie, gdy kierowca opla zjechał na lewy pas ruchu, aby wyprzedzić jadącą przed nim osobówkę. Kierowca tej osobówki odjechał z miejsca wypadku, dlatego policjanci apelują, aby zgłosił się do Komendy Powiatowej Policji w Bartoszycach – tłumaczyła policjantka. Jak poinformowała asp. Kabelis, kierujący busem tłumaczył, że nie widział pieszych, a gdy już ich zauważył, nie zdołał wyhamować.
Potrąconego nastolatka próbowali reanimować funkcjonariusze Służby Więziennej, którzy nadjechali chwilę po wypadku. Potem walkę o życie chłopca przejęli policjanci, strażacy i zespół ratowników medycznych. Niestety, bez powodzenia. Mateusz zmarł na miejscu.
Z informacji, do których dotarł "Super Express" wynika, że 48-letni kierowca opla był trzeźwy, tak jak pozostali uczestnicy tego wypadku. Policjanci kryminalni pod nadzorem prokuratora wykonali oględziny miejsca wypadku. Zabezpieczono też opla. Wiadomo, że w sprawie ma ruszyć śledztwo, którego zadaniem będzie wyjaśnienie okoliczności tragicznego wypadku.
Koledzy przeżyli traumę
Według sąsiada zmarłego nastolatka, jego koledzy przeżyli straszliwą traumę i są teraz na lekach uspokajających. Mają przed sobą całe życie. Mateusz dopiero kończył liceum mundurowe, marzył o przyszłości w wojsku.
– Oni szli, jak trzeba, po właściwej stronie jezdni. Nie mieli kamizelek odblaskowych, tylko smartfon z włączoną latarką. Chłopak miał całe życie przed sobą, był w ostatniej klasie liceum mundurowego imienia Polskich Spadochroniarzy w Kętrzynie. Swoją przyszłość zamierzał związać z wojskiem – opisywał w rozmowie z "Faktem".
Tragedia pod Warszawą. Nie żyje dziecko
Niedawno informowaliśmy też w naTemat o innym, śmiertelnym wypadku, do którego doszło 11 listopada w okolicach Warszawy. Wszystko wydarzyło się na S8 pod Mszczonowem. Przed godziną 19 zderzyły się tam aż cztery samochody. Według TVN Warszawa, "śmigłowce ratunkowe nie mogły lądować na miejscu przez złe warunki pogodowe".
– Zderzyły się cztery samochody osobowe. Reanimowane było dziecko, niestety nie udało się go uratować. Sześć osób jest w szpitalu – wyjaśniała Patrycja Sochacka z żyrardowskiej policji. Dziecko było w wieku około 10 lat. Trwa wyjaśnianie okoliczności zdarzenia. Wypadek spowodował duże utrudnienia w ruchu, zablokowana była jezdnia w kierunku Warszawy.
