Właściciele polskich klubów piłkarskich: były cinkciarz, profesor, król bon motów, dziennikarz sportowy i dobry tata

Właściciel Wisły Kraków Bogusław Cupiał słucha swojej mamy i... kierowcy
Właściciel Wisły Kraków Bogusław Cupiał słucha swojej mamy i... kierowcy Fot. Krzysztof Karolczyk/AG
Na opublikowanej niedawno liście najbogatszych Polaków wg "Forbesa" znalazło się pięciu biznesmenów związanych z polską piłką. Co człowiek - to historia. Jeden słucha tylko mamy i kierowcy, pana Miecia, drugi wyrzucił nas z biura po kilku sekundach, inny nie chce udzielać wywiadów, choć dba o zdrowie dziennikarzy. Poznajcie kolorowych właścicieli klubów T-Mobile Ekstraklasy.



Pierwszy to były cinkciarz, którego kable leżą na stadionie Wembley i lotnisku Heathrow. Drugi wybudował już prawie 20 tys. mieszkań, a niedawno wyrzucił nas ze swojego biura po 15 sekundach rozmowy. Kolejny to profesor, który swojej żonie kupił w Krakowie za kilka milionów dolarów restaurację. Następny też ma gest, bo synowi sprezentował… klub, chociaż do dziś zalega pieniądze kilkuset czytelnikom swojej upadłej gazety. Ostatni przez 25 lat był dziennikarzem i członkiem PZPR, a dziś kieruje fundacją charytatywną.

Majątek tej wesołej piątki: Bogusława Cupiała, Józefa Wojciechowskiego, Janusza Filipiaka, Sylwestra Cacka i Mariusza Waltera szacowany jest na 3,5 miliarda złotych. Właściciele polskich klubów: Wisły Kraków, Polonii Warszawa, Cracovii, Widzewa Łódź i Legii Warszawa znaleźli się w najnowszym rankingu najbogatszych Polaków wg magazynu "Forbes". Zobaczcie, jacy oryginałowie rządzą polską piłką klubową.

W zestawieniu Forbesa jest także drugi na liście Zygmunt Solorz-Żak, którego spółka posiada udziały w mistrzu Polski Śląsku Wrocław, jednak właściciel Polsatu w ogóle nie angażuje się w klub, stąd nie poświęcamy mu więcej miejsca w naszym materiale.

Ma miliardy i słucha się kierowcy

W biznesie niezwykle ważną rolę pełnią doradcy. To oni podpowiadają, które wyjście jest lepsze, podsuwają ciekawe pomysły i odciągają znad przepaści. Często to doradcy pozwalają zarobić miliony, ale także te same miliony stracić. Drogę swojską wybrał Bogusław Cupiał, właściciel Wisły Kraków, którego majątek wyceniany jest na 2 mld zł. Myślenicki potentat kablowy najbardziej ufa… swojemu osobistemu kierowcy, panu Mieciowi – Mieczysławowi Szotowi. To on od lat dba o bezpieczeństwo szefa, on jest także szarą eminencją krakowskiego klubu.


Drugim kluczowym doradcą Cupiała jest jego mama. Jej ulubieńcem jest Franciszek Smuda, którego upodobał sobie także właściciel Wisły. Tylko dwaj trenerzy – oprócz wspomnianego Smudy także Henryk Kasperczak – mieli wstęp do domu Cupiała, który liczy sobie ponad 2500 metrów kwadratowych. Z resztą szkoleniowców miliarder nie tylko nie popijał dobrej whisky, ale spotkał się z nimi rzadko i wyłącznie w swoim biurze.

Cupiała od lat zna Paweł Zarzeczny, publicysta „Polski The Times”, „Uważam Rze” i „Orange Sport”. – Przed laty byliśmy w Monte Carlo. Prezes zaprosił mnie tam na tygodniowe wakacje, byliśmy na jakimś meczu Barcelony. Muszę powiedzieć, że to uroczy człowiek, towarzyski. Bardzo zorientowany w europejskim futbolu. I… faktycznie słucha wyłącznie mamy i pana Miecia – mówi nam Zarzeczny.

Na opcję rodzinną zdecydował się także posiadający Widzew Łódź Sylwester Cacek. Klub oddał pod rządy swojego syna Mateusza. Skończyło się jednak jak w powiedzeniu, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu: Widzew popadł w finansowe tarapaty, Mateusz, jak się okazało, bardziej niż do prowadzenia klubu nadawał się do pracy w innej firmie taty – restauracji Sphinx. Mimo ponad trzystu milionów złotych na koncie Cacek senior odsunął syna od rządzenia i oddał drużynę w rękę specjalistów.

Profesjonalnego doradztwa spróbował eksprezes Józef Wojciechowski, który przez kilka lat obecności na Konwiktorskiej zdążył przerobić opcje: holenderską (Tony Slot i Jan de Zeeuw), belgijską (Włodzimierz Lubański i Kazimierz Jagiełło), angielską (Daniel Purzycki), hiszpańską (Jose Maria Bakero) i oczywiście polską.


Jego osobistymi doradcami byli też m.in. były prezes PZPN Michał Listkiewicz, były premier RP Józef Oleksy i dziennikarka „Przeglądu Sportowego” Iza Koprowiak. Jak to się skończyło, wszyscy wiemy. Z pół miliardowego majątku Wojciechowskiego wyparowało sporo gotówki i ostatecznie największy polski deweloper oddał klub za grosze innemu biznesmenowi Ireneuszowi Królowi.

Wywiadu panu nie dam, ale szaliczek to pan zawiąże

Z piątki milionerów najbardziej medialny był Józef Wojciechowski. Niedawny właściciel Polonii nie tylko chętnie odbierał telefony od dziennikarzy, ale także… chciał przyznać jednemu z nich zniżkę na zakup mieszkania JW. Kiedy Wojciechowski otwierał usta, zazwyczaj wypowiadał się przaśnie i zabawnie. Bon motów w jego dossier mamy pod dostatkiem. Pytany o transfer Ireneusza Jelenia zapewniał, że „Jeleni w drużynie mu nie brakuje”, a kiedy jeden z jego piłkarzy miał problemy z uzębieniem szybko wyjaśnił, że „jego ostatni raz ząb bolał w 1979 roku!”. Cesara Cortesa nazywał „Louisem Vuittonem z Chile”, a Tamasa Kulcsara „durnym Węgrem”.

Z Wojciechowskim chcieliśmy się spotkać przed dwoma tygodniami. Prezes JW zaprosił nas na rozmowę do siedziby swojej firmy w Ząbkach, ale gdy się pojawiliśmy, oświadczył, że ma tylko 5 minut. Dobre byłoby i to, bo ostatecznie okazało się, że z 5 minut dostaliśmy… 15 sekund. Tyle dokładnie minęło od zadanego, pierwszego pytania, do trzaśnięcia drzwi.
- Panie prezesie, czy jest pan uzależniony…
- Jak pan jeszcze raz zapyta, to ja pana uzależnię!
- Ale chodzi mi o futbol, czy futbol pana…
- Jak Pan może pytać człowieka o tak ugruntowanej pozycji… Pan się lepiej nauczy swojego zawodu!
- Ale mówimy o piłce nożnej!
- Nie będę tak rozmawiał. Wychodzę!
I tyle z wywiadu było.

Po przeciwnej stronie barykady od zawsze był Cupiał. Boss Wisły bardzo rzadko pojawia się na stadionie przy ul. Reymonta, zazwyczaj gości tam tylko podczas kluczowych meczów „Białej Gwiazdy” w europejskich pucharach. A że ostatnio Wiśle idzie kiepsko, to jego kontakt z drużyną jest ograniczony. Podobnie z dziennikarzami. Cupiał mediów unika jak ognia. Po kilkuletnim milczeniu udzielił w końcu wywiadu Stefanowi Szczepłkowi z „Rzeczypospolitej”. Wcześniej rozmawiał z Januszem Basałajem z „Przeglądu Sportowego” i Michałem Białońskim z „Gazety Wyborczej”, ale wszystkie wywiady, których Cupiał udzielił w ciągu ostatniej dekady, można policzyć na palcach jednej ręki.

Zobacz to: Komentator Canal+ stracił nogę. Piłkarze T-Mobile Ekstraklasy i reprezentacji Polski wspierają Przemysława Pełkę

Media świetnie rozumie właściciel Legii Warszawa Mariusz Walter. W ostatnich latach raczej unikał dziennikarzy, ale kiedy dochodziło do rozmów z nimi, potrafił oczarować. Walter na dziennikarstwie zna się przecież jak mało kto, pracował w mediach przez ponad ćwierćwiecze. Zaczynał jako dziennikarz sportowy w katowickim oddziale TVP, następnie przeniósł się do Warszawy, gdzie przez lata szefował legendarnemu „Studiu 2”.


Kiedy przed kilkoma laty Walter (były junior Wisły Kraków) odwiedził piłkarzy Legii Warszawa w Hiszpanii podczas zgrupowania zespołu, praktycznie żaden z dziennikarzy nie odważył się podejść do prezesa z prośbą o wywiad. Pracownicy oficjalnej strony internetowej Legii, kiedy Walter podszedł się z nimi przywitać, nie wstali nawet z miejsc!
– Proszę pana, pan sobie lepiej szaliczek zawiąże, bo się pan jeszcze przeziębi – ojcowskim tonem instruował Walter jedynego reportera, który odważył się do niego podejść.
– To może wywiad panie prezesie?
– Oj, nie. Może dziś nie, co?
– Chociaż kilka pytań.
– Chętnie, bardzo chętnie, ale nie dziś, dobrze? O! Jak ładnie grają…
Uproszony Walter wyraził jednak kilka swoich opinii, które przez kilka kolejnych dni hulały w mediach.

Zobacz to: 34-letni Danijel Ljuboja prowadzi Legię do mistrzostwa. Kłóci się, baluje i strzela piękne bramki

Znacznie bardziej bezpośredni potrafił być w rozmowie z dziennikarzem Janusz Filipiak. Markowi Wawrzynowskiemu z „PS” powiedział: "Dlatego właśnie ja jestem milionerem, a pan dziennikarzem. Pan ma być sceptyczny, a ja mam wierzyć w przedsięwzięcie, aby osiągnąć cele”.


Fałszowanie podpisów, bieganie po schodach i zaplombowana redakcja

Biznesmeni wielokrotnie zaskakiwali nieszablonowymi posunięciami, z których kilka przeszło do kanonu polskiego futbolu. Tak było na przykład z „Klubem Kokosa” prezesa Wojciechowskiego. O co chodzi? Właściciel Polonii podpisał latem 2009 roku kontrakt z Danielem Kokosińskim, który, jak się okazało, całkowicie nie nadawał się do grania na ekstraklasowym poziomie. Piłkarz kasował co miesiąc 20 tys. zł i nie godził się na rozwiązanie umowy, wiedząc, że lepszej w życiu już nie podpisze. Wojciechowski nakazał więc Kokosińskiemu biegać po schodach, trenować w parku i przychodzić do klubu na 7 rano, aby złamać piłkarza. Później do „Klubu Kokosa” dołączali kolejni niepokorni, m.in. Euzebiusz Smolarek. Dziś takimi obozami karnymi może pochwalić się większość klubów T-Mobile Ekstraklasy.

Głośno było także o sporze Filipiaka z Pawłem Drumlakiem, który twierdził, że podpisy na jego kontrakcie zostały sfałszowane. W kwietniu 2008 roku Filipiak został nawet zatrzymany przez policję. Kilka dni później sam minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski przepraszał właściciela Cracovii. Obie strony przez kilka lat szarpały się w zawiłym sporze, w którym tylko świetnie zorientowani wiedzieli, o co chodzi. Ani Drumlak, który czuł się wykorzystywany przez klub, ani Filipiak, dla którego piłkarz był zwykłym oszustem nie chcieli odpuścić. W największym skrócie Drumlak twierdził, że ktoś sfałszował jego podpis na aneksie do umowy z Cracovią, w którym zawodnik zgadzał się na obniżenie pensji. Mówiło się także o oszukiwaniu urzędu skarbowego i łamanie praw pracowniczych.

Czytaj to: Według UEFA Polacy to biedacy. W sezonie 2013/2014 europejska federacja może wyrzucić nasze kluby z pucharów

Przed laty mawiano, że „nikt ci tyle nie zapłaci, ile Widzew obieca”. Cacek chyba mocno wziął to sobie do serca, bo od kilkunastu miesięcy regularnie zalega swoim piłkarzom z wypłatami. Na przykład Marcin Robak, który został za 800 tys. euro sprzedany do tureckiego Konyasporu, przez długi czas musiał walczyć o swoje należności. Co tam piłkarze! Cacek do dziś ma problem z… kilkoma setkami prenumeratorów „Magazynu Futbol”, którego właściciel Widzewa był właścicielem. Gazeta, podobnie jak wcześniej dziennik „Futbol News”, upadła i nie rozliczyła się z ludźmi, którzy z góry zapłacili za prenumeratę. Skończyło się oplombowaniem przez syndyk masy upadłościowej redakcji „MF”. Sprawa wciąż jest w sądzie.

O pieniądze kłócił się także Cupiał, który zwolnił przed laty trenera Wisły Henryka Kasperczaka, ale nie rozwiązał z nim umowy. „Henry” postanowił nie zrzekać się należnych mu pieniędzy i przez kolejne miesiące wojował z właścicielem Wisły o grube tysiące. Ostatecznie boss musiał przełknąć gorycz porażki i wypłacił Kasperczakowi kilkaset tysięcy (niektórzy twierdza, że milion!) złotych. Litości Cupiał nie miał także dla Kalu Uche, który chciał odejść do holenderskiego Ajaxu Amsterdam. Cupiał się zdenerwował i stwierdził, że jeżeli Nigeryjczyk nie chce grać w Krakowie, to nie zagra nigdzie. I Kalu na pół roku zawiesił. Kiedy innym razem jeden z prezesów Wisły nie chciał zapłacić piłkarzowi oczekiwanej przez niego kwoty, Cupiał miał powiedzieć: „Daj mu. Lubię go”.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Renault 0 0Łatwiejsza jazda. W tym modelu kierowca poczuje, co to znaczy prawdziwe wsparcie
INNPoland 0 0Wielka awaria w popularnym banku. Niektórym klientom wyzerowało konta
Żółty Tydzień 0 0Jeden organ, 500 funkcji. Taka jest wątroba. Jakie choroby mogą ją zniszczyć?
0 0Chorujesz na jaskrę i uwielbiasz jogę? To połączenie może nie być dobre dla oczu
WYWIAD 0 0"Zachowanie Klarenbacha było chamskie". Posłanka Wiosny wyjaśnia, dlaczego uparcie chodzi do TVP
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nie chcemy nudy, chcemy DRAMY. Ten odcinek "Rolnik szuka żony" zaspokoił odwieczną ludzką potrzebę
RECENZJA 0 0Bez coming outu Elsy, ale wciąż "ma tę moc". O "Krainie lodu 2" znów będzie głośno