
Donald Tusk ogłosił, że raz jeszcze powalczy o stanowisko szefa swojej partii. I nic nie wskazuje, że wewnątrzpartyjne wybory skończą się inaczej. Z Tuskiem mało kto chce się zmierzyć, bo i sami potencjalni przeciwnicy są mali. Jacek Żakowski w swoim felietonie na łamach "Gazety Wyborczej" nazywa premiera "typowym politycznym olbrzymem", który po prostu – nawet gdyby chciał – nie może doczekać się równie wielkiego następcy.
Jacek Żakowski uważa, że Donald Tusk zapowiadając trzy lata temu, że jest to jego ostatnia kadencja na czele PO mógł liczyć na to, że "mistrz młodszej generacji wyłoni się z cienia". Niestety się nie wyłonił. Zdaniem dziennikarza dzięki temu zabiegowi poznaliśmy kilku wybitnych polityków średniego pokolenia, ale to wciąż za mało. Jest wśród nich Schetyna, Zdrojewski, Sikorski, Grupiński, Kidawa-Błońska, czy Kwiatkowski. Niestety nikt nie jest politycznym olbrzymem, który może zostać następcą Tuska i utrzymać w ryzach Platformę. Zobacz: Donald Tusk będzie premierem trzeci raz? "Chce, ale Kwaśniewski może mu zaszkodzić"
Publicysta zauważa, że przed Tuskiem widniała stosunkowo świetlana przyszłość. Ma mocną pozycję w Europie i mógł zacząć międzynarodową karierę. Premier postanowił jednak odłożyć to na później.
Ostatnie ruchy premiera wyraźnie pokazują, że przygotowywał sobie grunt pod przyszłe wybory. Jak ustaliła Agnieszka Burzyńska z RMF FM, Tusk na radzie krajowej zaproponuje wybór przewodniczącego partii w wyborach bezpośrednich przez wszystkich członków partii – pisaliśmy już w naTemat. To sprytne zagranie, którego przecież nie forsowałby, gdyby zamierzał zrezygnować. Partyjne doły kochają Tuska. Przy takiej zmianie Grzegorz Schetyna, jedyny potencjalny rywal, zostaje unieszkodliwiony. Traci szanse nie tylko na zwycięstwo, ale nawet na dobry wynik.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
