
Afery wokół Ilony Klejnowskiej z biura prasowego PiS i domniemanego romansu europosła Solidarnej Polski Jacka Kurskiego to dowód na to, że dla konserwatystów afery obyczajowe są szczególnie trudne, a przy tym źle rozgrywane w mediach – czytamy w dzisiejszej "Rzeczpospolitej".
REKLAMA
"Problemy z seksem na prawicy" – brzmi tytuł jednego z tekstów w weekendowej "Rzeczpospolitej". Za tym stwierdzeniem kryje się m.in. ostatnia sprawa Ilony Klejnowskiego, młodej działaczki PiS nazywanej "aniołkiem Kaczyńskiego", która miała "omotać" byłego pracownika biura prasowego Solidarnej Polski i wydobywać od niego informację. "Składam pozew przeciwko politykom Solidarnej Polski, którzy w odniesieniu do mojej osoby mówili o ubeckich metodach prosto z szafy Lesiaka" – zapowiada Klejnowska w rozmowie z dziennikiem.
Czytaj także: Ilona Klejnowska: Oskarżenia o szpiegowanie są tak kuriozalne, że trudno nawet je komentować
"Rz" przypomina również kłopoty Jacka Kurskiego, jakie pojawiły się po tym jak europoseł chciał zablokować artykuł w "Nie" o swoim rzekomym romansie. Uzyskał jednak efekt odwrotny od zamierzonego, bo sprawa nabrała jeszcze większego rozgłosu.
Wniosek?
Sprawy Klejnowskiej i Kurskiego świadczą o tym, że kłopoty natury obyczajowej są dla polityków prawicy wyjątkowo bolesne. – Wyznając konserwatywne poglądy dotyczące m.in. wartości rodziny, sami siebie rysują w dziewiczych barwach. Gdy okazuje się, że dziewicami nie są, mają duży problem – tłumaczy były premier Józef Oleksy z SLD. CZYTAJ WIĘCEJ
Jak mówi dr Norbert Maliszewski, specjalista ds. marketingu politycznego, problem tkwi także w tym, że prawicowi polityce nie potrafią skutecznie zarządzać takim kryzysem. "Trudno uwierzyć, że taki szkolny błąd popełnił człowiek swego czasu przez media ogłoszony mistrzem public relations" – potwierdza dr Wojciech Jabłoński, ekspert od wizerunku politycznego.
Romans w polityce to motyw dobrze znany i wielokrotnie sprawdzony. To przez łóżkowe perypetie niemal odwołano prezydenta USA Billa Clintona, a Silvio Berlusconi już nigdy nie będzie uznawany za poważnego polityka - pisaliśmy w naTemat.
Źródło: "Rzeczpospolita"

