
"Gdy mówię żonie, że jej nie rozumiem, odpowiada: 'trudno, dzieli nas za duża różnica płci'. Zapewne nie ma innego wyjścia niż sobie tę różnicę uświadomić (…). To znaczy, innym wyjściem jest feminizm, produkujący potwory, chłopo-baby. Nie życzyłbym swoim córkom, żeby cywilizacja poszła dalej w tym kierunku" – pisze Rafał Ziemkiewicz, publicysta tygodnika "Do Rzeczy".
Czytaj także: Nowa polska obelga. "Feministka zastąpiła Żyda, pedała i komunistę"
Nie chce pisać recenzji płyty ani spektaklu. Nie zamierzam też traktować ich jako pretekstu do tekstu okolicznościowego na tzw. święto kobiet, tym bardziej, że, po pierwsze, od lat konsekwentnie tego „święta” nie zauważam, a po drugie, gdybym je miał zauważyć, to wczoraj. Zastanowiło mnie tylko przy tej okazji, dlaczego coś tak odmiennego, jak kobiecość, staje dziś na głowie, żeby się za wszelką cenę upodobnić i wszystkie swoje fascynujące odmienności zatracić?
Dalej publicysta snuje przypuszczenia, że chęć "zatracenia odmienności" wynika z wiecznego kompleksu.
Czy ktoś wyobraża sobie mężczyznę podczytującego ukradkiem poradnik, dajmy na to, „jak być duszą towarzystwa"? (…) Kobiety te wszystkie kretyńskie poradniki wykupują. Nawet jak wiedzą, że o tym, jak mieć szczęśliwe małżeństwo i dobrze wychować dzieci poucza je wielokrotna rozwódka i matka kryminalisty (a co z tego, grunt, że z Ameryki) - kupują. CZYTAJ WIĘCEJ
Ziemkiewicz stwierdza, że są dwa wyjścia: zaakceptować odmienności i różnice między kobietami i mężczyznami albo skierować się w stronę feminizmu, który, jego zdaniem, produkuje "potwory".

