Fot. KIRILL KUDRYAVTSEV / AFP / East News

W 2023 roku partia AfD obchodziła 10. rocznicę powstania i miała nieustanne powody do świętowania – poparcie dla populistów rosło z miesiąca na miesiąc. Tak bardzo, że w Berlinie zaczęto pisać scenariusze na wypadek, gdyby to właśnie Alice Weidel i Tino Chrupalla zwyciężyli w kolejnych wyborach federalnych. Aż przyszedł nowy rok, a wraz z nim masowe protesty przeciwko skrajnej prawicy. Dziś kolejne sondaże zdają się wskazywać, że wielu Niemców dzięki temu przejrzało na oczy.

REKLAMA

Powstała w lutym 2013 roku Alternative für Deutschland wielokrotnie przedstawiana była jako partia, która zaraz "wywróci stolik". Swojego złotego okresu doczekała się jednak dopiero, gdy rządy po Angeli Merkel objął Olaf Scholz i wybuchł kryzys wynikający z wojny w Ukrainie.

Renesans AfD w Niemczech. Rekordowe poparcie prezentem na 10-lecie

Szczególnie dobry dla ekipy pod wodzą Alice Weidel i Tino Chrupalli był ubiegły, jubileuszowy dla nich rok. AfD wchodziła w niego z poparciem rzędu 10-12 proc., a zakończyła jako druga siła polityczna, na którą oddanie głosu deklarowało prawie ćwierć Niemiec.

Jak wielokrotnie wyjaśnialiśmy w naTemat.pl, nawet przy tak dobrych wynikach politycy AfD nie mieli realnych szans na przejęcie władzy w RFN. Wszystkie pozostałe formacje – chadecka CDU/CSU, socjaldemokraci z SPD, liberalna FDP i radykalnie lewicowa Die Linke – otaczają populistów "zaporą ogniową".

Sytuacja – przynajmniej wizerunkowo – skomplikowałaby się jednak, gdyby Alternatywa dla Niemiec w wyborach zajęła pierwsze miejsce. A taki scenariusz zaczął być brany pod uwagę, gdy elektorat AfD zwiększał się z każdym kolejnym miesiącem.

"Pier... nazistów", czyli jak Niemcy zacisnęli AfD hamulec bezpieczeństwa

Coś jednak zmieniło się z nadejściem nowego roku. W RFN przebudziło się społeczeństwo obywatelskie. W ostatnich tygodniach nie tylko przez największe i słynące z liberalnych poglądów aglomeracje, ale i miasteczka dawnego NRD przewinęły się masowe protesty przeciwko prawicowemu ekstremizmowi.

"Strzeż demokracji!", "Pier... nazistów!", "AfD to rok 1933", "Milczenie już nie wystarczy – zacznij działać", czy "Delegalizacja AfD natychmiast!" – to hasła, z którymi setki tysięcy Niemców wychodzą na ulice w obawie o przyszłość swojej ojczyzny. – Nasza demokracja jest bardziej stabilna niż ta sprzed 100 lat, ale nie bądźmy tego zbyt pewni – przestrzegał na demonstracji w Kilonii burmistrz tego miasta Ulf Kämpfer.

logo
Przez całe Niemcy przetoczyły się masowe protesty przeciwko AfD i prawicowemu ekstremizmowi. Fot. INA FASSBENDER / AFP / East News

– Demokracja nie jest dana raz na zawsze przez Boga. Jest dziełem człowieka. Jest silna, gdy ją wspieramy. I potrzebuje nas, gdy jest atakowana – stwierdził sam kanclerz Olaf Scholz w wystąpieniu, podczas którego podziękował obywatelom uczestniczącym w protestach przeciw skrajnej prawicy.

I wygląda na to, że część niemieckich wyborców po tych wydarzeniach zrozumiała, kogo zamierzała poprzeć. Z całej serii najnowszych sondaży politycznych wynika, iż poparcie dla AfD powoli topnieje. Od dłuższego czasu właściwie nie było badania, w którym prawicowi populiści mieliby więcej niż 20 proc.

Opublikowane na początku lutego sondaże pracowni Forsa, Infratest dimap, Forschungsgruppe Wahlen oraz GMS pokazują, że trend spadkowy jest nawet wyraźniejszy i AfD-owcy dziś mogliby liczyć już "tylko" na 18-19 proc. głosów. To wciąż dużo, ale wyraźniejsza staje się przewaga chadeków (CDU/CSU cieszy się poparciem rzędu 30-32 proc.) i kontakt z populistami zaczynają ponownie łapać współtworzące aktualną koalicję rządząca SPD (15-16 proc.) oraz Die Grünen (12-14 proc.).

"Prawdziwym sondażem są wybory". Alternatywę dla Niemiec czeka w tym roku kilka sprawdzianów

W odpowiedzi na takie zmiany w badaniach Alice Weidel i Tino Chrupalla powtarzają znane hasło, że "prawdziwym sondażem są wybory". Pierwszą okazją, aby sprawdzić realną siłę AfD będzie zatem czerwcowa walka o miejsca w Parlamencie Europejskim.

Jak wspominała w naTemat.pl Katarzyna Zuchowicz, dotąd spodziewano się, że niemieccy populiści zdobędą wiele mandatów dla szerokiego sojuszu proputinowskich eurosceptyków, który żywi nadzieje na przejęcie kontroli nad PE – a przynajmniej uprzykrzenie życia demokratom. Być może plany te uda się jednak nieco pokrzyżować.

Natomiast drugi "prawdziwy sondaż" to zaplanowane na wrzesień wybory w landach Saksonia, Turyngia i Brandenburgia. Wszystkie trzy uchodzą za bastiony populistycznej prawicy, ale szczególnie ważne będzie rozstrzygnięcie walki o władzę w Erfurcie. Wszakże w Turyngii najlepiej ma się radykalne skrzydło AfD, które coraz śmielej odwołuje się do III Rzeszy.

logo
Björn Höcke widziany oczami niemieckich satyryków podczas karnawałowej parady w Düsseldorfie. Fot. AP / Associated Press / East News

Strukturze tej przewodzi Björn Höcke. Od lat jest na liście prawicowych ekstremistów monitorowanych przez Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) i przed sądem mierzy się z zarzutami działalności antypaństwowej oraz używania haseł nazistowskich.

Ryzykując nawet tak poważne konsekwencje, Höcke świadomie podgrzewał emocje z nadzieją, że w Turyngii będzie triumfował jak żaden inny polityk AfD wcześniej. Teraz może się jednak okazać, że ten "genialny" plan na lokalną kampanię był strzałem w stopę w większej skali.

Czytaj także: