
60 Mb, 100 Mb, 120 Mb – takie prędkości internetu nie są już niczym zaskakującym. Zaskakująca jest czasami jednak ich realna prędkość, która w rzeczywistości potrafi być niższa niż deklarowana w umowie. Przekonał się o tym jedne z klientów UPC, któremu bardzo nie spodobał się taki stan rzeczy. Nie spodobał mu się do tego stopnia, że złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.
REKLAMA
Z roku na rok dostawcy internetu prześcigają się w oferowanych prędkościach. Coś, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia, teraz jest na porządku dziennym. Kilkadziesiąt megabitów to już norma. Coraz więcej osób decyduje się także na – astronomiczną dawniej – "setkę". Tak zrobił jeden z wieloletnich klientów UPC, który podpisał umowę z prędkością dostępu do internetu 120 MB/s.
To, co ładnie wyglądało na papierze, nie było już takie ładne w rzeczywistości. Jak relacjonuje klient, realna prędkość wynosiła 30-40 Mb/s – trzy razy mniej niż wynikało z umowy. W tej sprawie złożył do UPC reklamację, a w odpowiedzi dowiedział się, że UPC jedynie "dokłada starań, by transfer był zbliżony, a nie zapewnia usługi o takich parametrach" – opisuje historię Gazeta.pl.
Klient zdenerwował się nie na żarty i złożył w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Uzasadnienie? Jego zdaniem dostawca specjalnie wprowadza klientów w błąd, mając świadomość, że nie jest w stanie zapewnić takiej prędkości internetu. Rzecznika UPC odpiera zarzuty, mówiąc że ostateczna prędkość zależy od wielu czynników technicznych, a jej wysokość podawana w umowie jest maksymalna, nie minimalna. Poza tym testy prędkości przeprowadzone w mieszkaniu klienta nie pokrywają się z jego oskarżeniami.
źródło: Gazeta.pl
