
Medialne zamieszanie wokół 800 tysięcy niedożywionych dzieci w Polsce zmieniło kierunek. Teraz pod lupę została wzięta Fundacja "Maciuś", która o domniemanym problemie poinformowała media. Postanowiła odpowiedzieć na zarzuty, jakoby małą część swoich przychodów przeznaczała na faktyczną pomoc dzieciom, a resztę pompowała w szwajcarską spółkę.
Dziennikarze "Rzeczpospolitej" prześwietlając finanse "Fundacji Maciuś" dotarli do interesujących wniosków. Ta organizacja non-profit, założona w 2006 roku z powodu nieprawidłowości w sprawozdaniach finansowych ma zakaz prowadzenia zbiórek publicznych. Dodatkowo kilkumilionowym przychodem organizacji już w pierwszych latach jej działalności zainteresował się Urząd Kontroli Skarbowej.
Dziennikarze "Rz" poinformowali, że fundacja pozyskuje pieniądze za pomocą pośrednika - szwajcarskiej firmy SAZ Dialog AG Europe. Dodatkowo fundacja przeznacza małą część swoich dochodów na dożywianie dzieci. Reszta (ok. 3,3 milionów złotych) powędrowała do szwajcarskiej firmy.
Fundacja "Maciuś"
Fundacja w odpowiedzi na zarzuty nadesłała wyjaśnienie całej sprawy. Wynika z niego, że doniesienia "RP" nie mijają się z prawdą. Jednak pieniędzy, jakie wędrują do Szwajcarii, organizacja nie uważa za stracone, gdyż traktuje to jako inwestycję. To dzięki szwajcarskiej spółce fundacja weszła w posiadanie bazy kontaktów, od których płyną darowizny na dożywianie polskich dzieci. Darowizny te są jednocześnie głównym źródłem działalności fundacji, bo, jak zapewniają jej przedstawiciele, nie była w żaden sposób wspomagana przez budżet państwa, samorząd czy fundusze unijne. Przedstawiciele Fundacji "Maciuś" przyznali też, że większość swoich pieniędzy przechowuje się na lokatach bankowych.
Fundacja "Maciuś"
w odpowiedzi na artykuł "Rz"
Wynika z tego, że SAZ Dialog AG Europe jest dla Fundacji "Maciuś" nie tylko pośrednikiem, ale i odpowiednikiem Poczty Polskiej. Jej przedstawiciele przekonują, że sami nigdy nie byliby w stanie pozyskać tylu darowizn. Powołując się na opinię stosownego ministerstwa przedstawiciele fundacji przekonują, że wysyłanie listów do potencjalnych darczyńców nie jest zbiórką publiczną.
Fundacja "Maciuś"
w odpowiedzi na artykuł "Rz"