Członkowie Polskiej Partii Piratów z przedstawicielką nowo tworzącego się Ruchu Pirackiego na Białorusi – Swietłaną Ermakowicz.
Członkowie Polskiej Partii Piratów z przedstawicielką nowo tworzącego się Ruchu Pirackiego na Białorusi – Swietłaną Ermakowicz. Fot. Polska Partia Piratów

Większość z nich jest przed trzydziestką. Protestowali przeciwko ACTA i tłumaczyli, dlaczego Hirek Wrona kłamie. Chcą zmieniać polskie i europejskie prawo, zapewniając obywatelom szeroki dostęp do dóbr kultury. Mają dość politycznych igrzysk w polskim Sejmie. To Polska Partia Piratów. Rozmawiamy z jej prezesem, Radosławem Pietroniem.

REKLAMA
15 marca media doniosły, że Sąd Okręgowy w Warszawie zarejestrował Polską Partię Piratów. Kim są, o co walczą, dokąd zmierza ich okręt? O tym wszystkim rozmawiamy z Radosławem Pietroniem, prezesem ugrupowania.
Kto zebrał się pod waszą piracką banderą? Kim jesteście?
Radosław Pietroń: Większość z nas to ludzie młodzi, przed trzydziestką, ewentualnie kilka lat starsi. W dużej części jesteśmy związani z branżą IT, nowymi technologiami, edukacją, mediami. Sporo osób ma też za sobą doświadczenia pracy w różnych NGO-sach. Także dziś współpracujemy m.in. z Fundacją Nowoczesna Polska czy Fundacją Wolnego i Otwartego Oprogramowania, ISOC Polska, Centrum Cyfrowym.
Niedawno Polska Partia Piratów została zarejestrowana. Co było dla was impulsem do rozpoczęcia działalności?
Działaliśmy już wcześniej. W latach 2006-2009 jako Partia Piratów, później nieformalnie. Po wykreśleniu nas z rejestru partii z powodów formalnych część osób straciła motywację, jednak ruch przetrwał. Wzięliśmy między innymi udział w protestach przeciwko ACTA. Ostatnio nasze starania o ponowną rejestrację przyniosły wreszcie efekt. Znów działamy oficjalnie, tym razem pod nazwą Polska Partia Piratów.

Jaki jest wasz program?
Prace nad nim wciąż trwają. Bardzo zależy nam, aby powstał w wyniku konsensusu wszystkich członków partii. Chcemy uniknąć sytuacji, w której kilkuosobowy zarząd przegłosuje jakiś dokument, z którego zapisami szeregowi członkowie ugrupowania nie będą mieli zbyt wiele wspólnego.
Punktem wyjścia są dla nas trzy, ogólnie zarysowane punkty: ochrona prywatności, zagrożonej przez rozwój nowoczesnych technologii, reforma systemu patentowego i praw związanych z korzystaniem z dóbr kultury oraz stworzenie nowoczesnej, przejrzystej i otwartej na obywatela administracji państwowej. Chcemy też unowocześnić system edukacji, wprowadzając darmowe i ogólnodostępne rozwiązania. Przykładem tego, o co nam chodzi, może być realizowany przez Fundację Nowoczesna Polska projekt „Wolne Podręczniki”.
logo
Radek Pietroń i Rick Falkvinge – założyciel ruchu pirackiego Fot. Polska Partia Piratów

A sprawy światopoglądowe?
Odrzucamy je. Nie chcemy zajmować się tym, jaką religię ktoś wyznaje, ani jakiej jest orientacji seksualnej. Spory o kwestie obyczajowe w dzisiejszej polityce przybierają formę igrzysk. Być może fajnie to wygląda w telewizji, ale my chcemy zająć się czym innym. Gospodarka, edukacja, podatki, polepszenie i uproszczenie prawa, otwarcie administracji – w tych obszarach będziemy zajmować wyraźne stanowisko.
Czy jako partia rozważacie już udział w wyborach?
Tak, ale na tym etapie myślimy przede wszystkim o Parlamencie Europejskim.
Mierzycie wysoko.
Wierzymy, że zmiany na poziomie paneuropejskim są ważniejsze, niż działanie tylko na polskim podwórku. W ten sposób można więcej osiągnąć. Mocno angażujemy się w ramach Europejskiej Partii Piratów. Trwają konsultacje wokół powołania takiego właśnie, międzynarodowego ugrupowania. Za trzy miesiące w Warszawie organizujemy konwencję statutową PP-EU. Przybędą do nas “piraci” z 30 krajów Europy.
logo
Logo PPP Fot. Polska Partia Piratów

Dlaczego nazywacie się właśnie “piratami”? Przecież pirat to negatywny bohater zbiorowej wyobraźni: ktoś, kto kradnie cudzą własność intelektualną. Albo tak przynajmniej próbuje się go przedstawiać.
Dla nas pirat to nie przestępca, tylko ktoś walczy o wolność i prawo, a dokładnie rzecz ujmując, o zmianę prawa. Chcemy, aby tak nas postrzegano. Nie jesteśmy złodziejami i wcale nie uważamy, co często się nam zarzuca, że w kulturze “wszystko powinno być za darmo”. Zależy nam na takim modelu, w którym twórcy zarabiają, ale z twórczości mogą czerpać wszyscy.
A jak jest dzisiaj?
Dziś na “obrocie kulturą” zarabiają przede wszystkim pośrednicy. Weźmy płytę CD, kosztującą w Polsce 60-80 zł. Muzyk z jednej sprzedanej sztuki dostaje jakieś 4 zł. O wiele więcej zgarniają właśnie pośrednicy.
Ponad rok temu wszyscy mówili o ACTA. A co dzisiaj dzieje się na froncie waszej walki o wolny dostęp do dóbr kultury?
O zniesienie ACTA walczyliśmy do lipca, gdy zostało ono odrzucone na szczeblu europejskim. Wiele osób uznało to za sukces, ale przecież tak naprawdę był to tylko powrót do status quo. Jest wiele do zrobienia. Powołane przez nas zespoły ekspertów pracują m.in. nad zmianami prawa patentowego. Chcemy, aby patenty obowiązywały przez krótszy czas. A codzienność przynosi coraz to nowe przykłady tego, jak absurdalny jest system ochrony dóbr kultury.
Na przykład?
Niedawno Bielska Wytwórnia Filmowa pozwała internautę, który wrzucił na YouTube’a dwa dwuminutowe filmiki z Koziołkiem Matołkiem! Temu człowiekowi grozi do pięciu lat więzienia, a w jego ściganie zaanagażowały się służby dwóch państw, bo pliki umieszczone były na serwerach amerykańskich. W ruch puszczono całą ogromną machinę. To absurd, ale tak właśnie działa prawo, które jest niedostosowane do współczesnych realiów.
logo
Walny zjazd Pirate Party International. Praga 2012 rok. Fot. Polska Partia Piratów

Wiele osób powiedziałoby pewnie, że wytwórnia miała pełne prawo pójść do sądu, bo Koziołek jest jej własnością i towarem jak każdy inny.
Problem w tym, że sam film został zrealizowany za publiczne podatki, czyli z pieniędzy nas wszystkich, a potem, w latach sześćdziesiątych, wytwórnia nabyła do niego prawa. Poza tym, dobra kultury nie są towarem, choć czasem trzeba za nie płacić. Ale proszę zauważyć, że coraz częściej twórcy udostępniają swoje dzieła za darmo. Dotyczy to zarówno programów komputerowych, jak i muzyki. W ten sposób postąpili m.in. muzycy z Coldplay, Nine Ich Nails, lub Moby. Zyski czerpią z działalności dodatkowej, z koncertów. Dzięki temu zarabia artysta, a nie pośrednicy.
Jakie są wasze plany na najbliższy czas?
Zanim zaczniemy zmieniać prawo, najpierw chcemy zmienić społeczną świadomość. Dlatego prowadzimy różne działania edukacyjne. Kiedy Hirek Wrona jeździł po Polsce ze skierowaną przeciwko piractwu akcją “Bądź świadomy, my wystartowaliśmy z witryną "Bądź bardziej świadomy", tłumacząc ludziom, że to, co mówi Wrona, to nieprawda. Kopiowanie płyt lub książek na użytek swój, albo swoich bliskich, jest bowiem legalne. Takich działań będzie więcej.