
Londyńskie władze straciły cierpliwość do bezdomnych. Aż 40 proc. z nich to Polacy. Koniec z finansowaniem emigrantów bez dachu nad głową. Mają się tym zająć rządy krajów, z których pochodzą.
Bezdomnych Polaków na Wyspach Brytyjskich wciąż przybywa. Śpią gdzie tylko mogą – na ulicy, w squatach, ośrodkach socjalnych. Jak podaje portal wp.pl, powołując się na wypowiedź Ewy Sadowskiej, prezes londyńskiej fundacji "Barka" wspomagającej tych, którym w życiu nie wyszło, władze miasta nie chcą dłużej wspierać bezdomnych imigrantów. Prym wśród nich wiodą niestety Polacy, dopiero za nimi plasują się Rumuni i Litwini.
Funkcjonowanie, do niedawna całkiem dobrze prosperującej, fundacji jest niepewne. Głównym powodem jest brak pieniędzy. W dobie kryzysu londyńskie władze wolą wspierać rodzime organizacje. Samorządy poszczególnych dzielnic płacą mniej niż dotychczas, lub nie płacą wcale. Tylko dzięki dzielnicy Hammersmith and Fulham fundacja jeszcze działa.
Ewa Sadowska
prezes londyńskiej fundacji "Barka" w rozmowie z portalem wp.pl
Jak podaje wp.pl, przyczyny zjawiska bezdomności wśród Polaków są różne – utrata pracy, długi, załamanie nerwowe. Wielu z tych Polaków, nie miało takich problemów w Polsce. Nie pomaga londyńska policja, która każe okupującemu dany kawałek chodnika bezdomnemu przenieść się w inne miejsce. Dodatkowo ich legowiska są niszczone.
Zobacz również: Zmywak czy kariera? Dwie twarze Polaka w Wielkiej Brytanii