
Od rana trwa na Śląsku pierwszy od ponad 30 lat strajk generalny. Strajkują pracownicy komunikacji miejskiej, górnicy, nauczyciele, pracownicy służby zdrowia i dyspozytorzy ruchu kolejowego. Choć zapał u nich spory, gorzej ze znajomością postulatów. Najczęściej pada kwestia zarobków, choć oficjalnie nie jest ona przedmiotem protestu.
Nawet 100 tysięcy związkowców z 600 zakładów protestuje od rana na Śląsku. To pierwszy od 30 lat strajk generalny. Nie jeździ komunikacja miejska i pociągi, w szkołach odwołano część lekcji, a w przychodniach i szpitalach prowadzi się strajk włoski. Jednak protestujący nie wiedzą zbytnio o co walczą.
Podobnie reagują inni kierowcy autobusów przepytywani przez dziennikarzy "Gazety Wyborczej". Jak powody strajku podają złą sytuację kraju, sprzeciw wobec rządów Donalda Tuska lub po prostu wolę większości.
O strajku zdecydowano dwa tygodnie temu, po fiasku rozmów ze stroną rządową. Protest ma potrwać do godz. 10.00. Związkowcy będą domagali się ograniczenia umów śmieciowych i likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia. Wezmą w nim udział kolejarze, pracownicy komunikacji miejskiej, hut i zakładów ciepłowniczych.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
