James Cameron o "Avatarze 3".
James Cameron o "Avatarze 3". Fot. Berzane Nasser/ABACA/Abaca/East News // Fot. kadr z "Avatara"
Reklama.

W połowie sierpnia poznaliśmy pełną nazwę trzeciej części kultowej produkcji science fiction w reżyserii Jamesa Camerona. "Avatar: Fire and Ash" ma trafić do kin 19 grudnia 2025 roku.

Tymczasem twórca w wywiadzie z Entertainment Weekly postanowił rozwijać wszelkie wątpliwości na temat obsady. Okazało się, że nagrodzona Oscarem za "Wszystko wszędzie naraz" Michelle Yeoh nie pojawia się w tej odsłonie cyklu.

– Michelle Yeoh nie ma w trójce. Jest w czwórce i piątce. Wcześniej poinformowano o tym błędnie. Przyjeżdża niedługo, by zagrać swoją rolę. To interesująca, fajna postać – powiedział Cameron. Yeoh wystąpi jako doktor Karina Mogue.

– Cała seria była planowana przez lata. Scenariusze – aż do części piątej – zostały napisane lata temu. Nad fragmentami czwórki pracowaliśmy z dużym wyprzedzeniem, bo mamy młodą obsadę. Musieliśmy nakręcić materiał, póki byli młodzi – zdradzał.

Z kolei podczas panelu D23 Cameron zapowiadał: – Zobaczycie więcej Pandory niż kiedykolwiek wcześniej. Nowy film nie jest tym, czego się spodziewacie, ale na pewno tym, czego chcecie.

"Avatar 4" ma pojawić się na dużych ekranach w grudniu 2029 roku. Natomiast piąta wersja słynnego filmu ma się ukazać w 2031 roku.

Wcześniejsze odsłony "Avatara"

"Avatar" z 2009 r. uchodzi za dzieło, które zrewolucjonizowało sposób, w jaki twórcy filmów i seriali podchodzą do CGI. Tytuł sci-fi Jamesa Camerona doczekał się trzech Oscarów w 2010 roku (za najlepszą scenografię, efekty specjalne i zdjęcia). Film zarobił 2,9 mld dolarów na całym świecie, zaś jego budżet wyniósł 237 milionów dolarów.

Po ponad dekadzie twórca "Titanica" wrócił na ekrany z drugą częścią przygód mieszkańców egzoksiężyca Pandory, która zebrała w większości pozytywne recenzje.

"Zajęło to 13 lat, ale było warto. James Cameron i jego ekipa znowu to zrobili, a raczej przeszli samych siebie, bo "Avatar: Istota wody" to zapierające dech w piersiach, spektakularne widowisko. Ogląda się to fantastycznie (szczególnie w 3D!), a opowieść o dalszych losach Jake'a Sully'ego i Neytiri satysfakcjonuje i wciąga. Jest jednak jeden szkopuł: to historia przewidywalna do bólu i prosta jak konstrukcja cepa" – pisała w swojej recenzji Ola Gersz.

Jak dobrze znasz "Harry'ego Pottera"? Tylko największy potterhead jest w stanie odpowiedzieć na 100 proc. pytań [QUIZ]

logo
Quiz

1 / 21 Jak nazywała się miejscowość w hrabstwie Devon, w której mieszkała rodzina Weasleyów?

Fot. kadr z filmu "Harry Potter"

Dział kultura redakcji naTemat.pl zauważył jednak, że choć "Avatar" z 2009 roku jest jedną z najbardziej kasowych produkcji w historii kina, nie doczekał się takiego grona oddanych fanów, jak chociażby "Gwiezdne wojny". Jedna z hipotez dotyczy tego, że pierwszy film z serii, podobnie jak jego sequel, nie miał najlepszej historii.

"Po pierwsze, fabuła. Kiedy odrzemy 'Avatara' z jego niesamowitych efektów specjalnych i technicznych cudów... nie zostanie nic ciekawego. Historia Jake'a i Neytiri to tak naprawdę kosmiczna 'Pocahontas' i jedna z wielu kolonialnych opowieści, które świetnie już znamy" – tłumaczyła Gersz. O tym, czy "trójka" "Avatara" będzie miała ciekawszą historię, przekonamy się zimą 2025 roku.