Polscy Husarze bijący się na pięciu kontynentach? Szansa dla naszego boksu

Polscy bokserzy z Hussars Poland walczyli na pięciu kontynentach
Polscy bokserzy z Hussars Poland walczyli na pięciu kontynentach hussarspoland.com
W tym sezonie w światowej Lidze Mistrzów boksu amatorskiego wystartowali reprezentanci polski z Hussars Poland, którzy walczyli z drużynami z Argentyny, Algierii, Azerbejdżanu, Meksyku i Rosji. Tak ciekawego projektu w polskim boksie nie było już dawno.



World Series of Boxing to światowa liga boksu organizowana przez AIBA, czyli Międzynarodowe Stowarzyszenie Boksu, od roku 2010. Zawody serii WSB różnią się od klasycznego boksu amatorskiego, a zawodnicy mogą poczuć się jak zawodowcy: walczą z nagim torsem, a na głowach nie noszą kasków ochronnych. Mimo to walki klasyfikowane są jak amatorskie, dzięki czemu pięściarze mogą liczyć na ewentualną kwalifikację na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro w 2016 roku.

– To właściwie są zawodowcy, bo otrzymują za walki pieniądze, ale format jest taki, że zawodnicy są traktowani jako amatorzy. Ich poziom jest wyższy niż większości polskich bokserów. Niektóre walki finału mistrzostw Polski to dno i trzy metry mułu. My mamy naprawdę czołówkę bokserów i to sprawia, że nasze walki są atrakcyjne – mówi dyrektor zarządzający drużyną Hussars Poland Jarosław Kołkowski.


Zasady ligi są proste. Każda drużyna rozgrywa dwa mecze z każdym rywalem grupowym – spotkanie domowe i rewanż wyjazdowy. Odbywa się pięć walk, każda w innej kategorii (kogucia, lekka, średnia, półciężka i ciężka), wygraną jest jeden punkt za zwycięską walkę. Punkty się sumują, aby na koniec rozgrywek grupowych do ćwierćfinału awansowało osiem ekip – po cztery z każdej grupy. Te w systemie pucharowym eliminują się aż do finału. W ostatnim sezonie Polakom udało awansować się z czwartego miejsca w grupie, ale w ćwierćfinale pokonali ich zawodnicy Dolce&Gabbana Italia Thunder (triumfatorzy poprzedniej edycji zawodów), którzy dwukrotnie wygrali w stosunki 4:1.


Zobacz to: Ostatnia próba Adamka, Szpilka melodią przyszłości. Czy nadchodzą chude lata polskiego boksu zawodowego?

– Kontakt z ligą złapaliśmy dzięki Michałowi Olasiowi, który walczył dla Italia Thunder. Uznaliśmy, że w kontekście braku sukcesów polskiego boksu amatorskiego, to pomysł, który może doprowadzić najlepszych zawodników do możliwości zdobywania laurów – wspomina Kołkowski. Tegoroczny występ Polaków w World Series of Boxing był jednocześnie ich debiutem. Drużyna została nazwana Hussars, czyli Husarze, o czym zdecydowali kibice, którzy w internetowym głosowaniu odrzucili dwie inne propozycje: Orły i Mściciele. – I całe szczęście, bo mogło dojść do sytuacji, że nazywalibyśmy się polskie Orły, a w drugiej grupie byłby zespół… niemieckie Orły – żartowali zawodnicy.


Polacy zadebiutowali więc w rozgrywkach, które śmiało można nazwać Ligą Mistrzów boksu amatorskiego. Co ciekawe – nie europejską, a światową. W rozgrywkach biorą udział drużyny z całego globu. Jeżeli wśród polskich bokserów byli miłośnicy podróży, to losowanie w Lozannie na pewno poprawiło ich humory. W fazie grupowej Polacy walczyli aż na… pięciu kontynentach: w Europie z Russia Boxing Team, w Azji z Azerbejdżan Baku Fires, w Afryce z Algieria Desert Hawks, w Ameryce Północnej z Mexico Guerreros i Południowej z Argentyna Condors. W grupie B znalazły się cztery ekipy europejskie: z Niemiec, Włoch, Ukrainy i Wielkiej Brytanii, a także zespoły z USA i Kazachstanu.

Czytaj również: Dariusz "Tiger" Michalczewski, legenda polskiego boksu: Andrzeja Gołotę wpisałbym do Księgi Guinnessa [wywiad]


Trenerem polskiego zespołu został były bokser, zdobywca Pucharu Polski i ex-zawodnik Gwardii Warszawa Hubert Migaczew, który jednocześnie jest także selekcjonerem reprezentacji Polski. 33-latek w zespole Husarzy znalazł miejsce dla dwóch Polaków, którzy mieli doświadczenie z poprzedniego turnieju WSB. Wspomniany Olaś rok temu jako reprezentant Italia Thunder wygrał całą serię, natomiast Tomasz Jabłoński wystąpił w jednym meczu hinduskiej drużyny Mumbai Fighters. Paradoksalnie jednak to tych dwóch zawodników… zostało oskarżonych o przyjmowanie niedozwolonych substancji dopingujących.

Zobacz również: Izu Ugonoh, mistrz świata i Europy w kick-boxingu: W Polsce bili mnie, bo byłem czarny

– W sprawie Olasia wydaliśmy specjalne oświadczenie i na jego temat więcej się nie wypowiadamy. Aktualnie chłopak jest zawieszony i tyle – mówi menadżer zespołu Jarosław Kołkowski i dodaje: – Zupełnie inaczej wygląda natomiast przypadek Jabłońskiego. Jego wynik wyszedł atypowy. Wykryto hormon, który świadczy albo o przyjmowaniu dopingu, albo o chorobie. Było nawet podejrzenie nowotworu, ale na szczęście udało się to wykluczyć. Problem pojawił się kiedy Marek Matela, zamiast zgodnie z procedurami zatrzymać wiadomość dla siebie, poleciał do mediów i o wszystkim opowiedział – wyjaśnia Kołkowski. Co ciekawe Jabłoński sam poprosił o badanie wariografem, które potwierdziło jego słowa. – Zakładając, że Tomek nie jest agentem Mossadu albo CIA, który potrafi oszukać wariograf, to powiedział prawdę – dodaje Kołkowski.


Co ciekawe, a pewnie i zadziwiające, udział w lidze to… żaden biznes. Na startach w WSB nie tylko nie można zarobić, ale nawet wyjść na zero. Jedyną nagrodą, która jest do wygrania to bonus za zwycięstwo w całej lidze – pół miliona dolarów. Budżet Hussars na ubiegły sezon wynosił… 650 tys. euro. Natomiast Włosi mieli do dyspozycji 2 mln. euro. – Bardzo duże są opłaty franczyzowe. Pieniądze mamy od sponsorów, od naszych przyjaciół, część to nasze środki własne. Na samej lidze wiele zarobić się nie da, nie jest to dobry biznes – mówi Kołkowski.

Wciąż nieznana jest przyszłość Husarzy. W przyszłym sezonie liga WSB przejdzie duże zmiany, wciąż ustalany jest nowy regulamin. – Nasz start w przyszłym sezonie nie jest jeszcze pewny. Liga się zmienia i już dziś mamy nowy regulamin, który… i tak pewnie się zmieni. Po tym jak zobaczyłem jak to wygląda od środka, bardzo chciałbym spróbować jeszcze raz. Zobaczymy, czy wpasujemy się w nowy format. Mam nadzieję, że tak, bo start w WSB to wielka szansa dla polskiego boksu amatorskiego, który jest w kryzysie – kończy Kołkowski.

Blog szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego
Twitter szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nie chcemy nudy, chcemy DRAMY. Ten odcinek "Rolnik szuka żony" zaspokoił odwieczną ludzką potrzebę
RECENZJA 0 0Bez coming outu Elsy, ale wciąż "ma tę moc". O "Krainie lodu 2" znów będzie głośno
POLECAMY 0 0Nigdy się nie poddawaj – tego uczy kino. 10 tytułów, które powinien zobaczyć każdy mężczyzna
Volvo 0 0W mieście Volvo ci więcej. Kompaktowy XC40 to SUV gotowy na (prawie) wszystko
0 0Modest Amaro otwiera kolejną restaurację. “To będzie coś unikalnego”
INNPoland 0 0Lodowe księżyce i wiatr słoneczny. Człowiek w kosmosie to nic przy tych misjach
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Twardy zawodnik" rezygnuje z prawyborów w PO. Kidawa-Błońska nie ma już rywali
0 0Co tak naprawdę obiecał Morawiecki? Rząd dzielnie zajmie się problemami, które sam stworzył
DADHERO.PL 0 0"Dziwne spojrzenia, złośliwe komentarze..." Tak wygląda życie ojców samotnie wychowujących dzieci
0 0Przez dwa miesiące byłam streamerką gier. Oto, czego się nauczyłam
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
0 0Negatywne komentarze na Allegro się opłacają. Za ich usunięcie płacą nawet 80 zł
TYLKO W NATEMAT 0 0"Żenujące". Były sołtys Rytla nie ukrywa, co myśli o reportażu Superwizjera o Beacie Szydło
0 0Afera podkarpacka. Zatrzymano byłych funkcjonariuszy CBŚP i CBA