
Historia Kopciuszka pozbawiona fragmentu z królewiczem. Tak historię pewnej młodej imigrantki z Ekwadoru opisuje niemiecka prasa. Rosa-Maria przez kilkanaście miesięcy była dla pary bogaczy z Hamburga zwykłym niewolnikiem.
REKLAMA
Swoją rodzinną wioskę w Ameryce Południowej dziewczyna opuściła tuż po 18. urodzinach. Lepszego życia szukając w Europie. Gdy trafiła pod skrzydła zamożnego małżeństwa Niemców, byłą przekonana, że właśnie stanęła na jego starcie. Dla pochodzącej z ekwadorskiej prowincji dziewczyny 800 euro miesięcznie musiało być wizją spełnienia marzeń. W zamian miała jedynie wykonywać podstawowe porządki i doglądać dzieci zamożnej pary.
Ta okazałą się tymczasem wręcz niemoralnie "zaradna". By na taniej sile roboczej zarobić jeszcze bardziej, już pierwszego dnia pozbawili niezaradną i nieznającą niemieckiego dziewczynę paszportu. Następnie zamknęli ją w swojej rezydencji i zabronili wszelkich kontaktów ze światem zewnętrznym. Zacznie wydłużyła się też lista jej obowiązków. Tak, że musiała pracować po 14 godzin dziennie, bez ani jednego dnia wolnego.
Motywowana godziwym wynagrodzeniem starała się jednak sprostać wszystkim wymaganiom. Ono jednak nie wpływało. Gdy zapytała się, dlaczego wciąż pracuje za darmo, małżeństwo 40-latków odpowiedziało, że nie ma szans na miesięczną pensję, bo podpisała 2-letni kontakt. O pieniądzach będą więc rozmawiali dopiero, gdy go wypełni. - Czułam się, jak niewolnik - powiedziała Rosa-Maria dziennikowi "Hamburger Morgenpost", który nagłośnił jej historię.
Nic dziwnego, skoro w żaden sposób nie miała prawa uczestniczyć w życiu rodziny. Dla niej było na przykład inne, gorsze jedzenie. Które i tak mogła zjeść tylko wówczas, gdy nie przeszkadzała domownikom. - Wymykałam się nocą z domu i siedziałam w lesie płacząc - zdradziła 21-latka niemieckim dziennikarzom. Ci nazywają ją "współczesnym Kopciuszkiem". Od bajkowej postaci odróżnia ją jednak to, że księcia zastąpiła sympatyczna imigrantka z Kolumbii, którą dziewczyna poznała w supermarkecie, gdzie pracodawcy co sobotę zabierali ją na zakupy.
Tam na kasie pracowała tymczasem doświadczona Kolumbijka, z którą Rosa-Maria zaprzyjaźniła się. Gdy pewnej nocy kolejny raz nie mogła znieść tego, jak traktują ją milionerzy, uciekła nie do lasu, a właśnie do sklepu, gdzie pracowała jej znajoma. Dopiero wówczas na spokojnie mogła opowiedzieć, jak wygląda jej praca w Niemczech. Znacznie lepiej zaaklimatyzowana koleżanka natychmiast pomogła jej, między innymi zawiadamiając hamburską prokuraturę.
Ta wkrótce postanowiła przeszukać luksusową willę na przedmieściach i sprawdzić w jakich warunkach musiała żyć i pracować Ekwadorka. Małżeństwo przyznało, że nie była ona traktowana najlepiej. Kiedy sąd zaproponował, by zatem wypłacili jej 20 tys. euro odszkodowania, zaczęli się jednak targować, że wystarczającym wynagrodzeniem krzywd będzie tylko 15 tys. euro.
- Moja klientka zasługuje, aby uzyskać cztery razy tyle - odpowiedział jednak pełnomocnik Rosy-Marii, który będzie ją reprezentował podczas kolejnej rozprawy, którą sąd zaplanował na czerwie, po tym gdy niemieckie małżeństwo odrzuciło pierwszą propozycję.
