
Długiej zimy wszyscy mieliśmy dosyć, ale najbardziej chyba rolnicy. Śnieg i mrozy bardzo zaszkodziły polskim uprawom warzyw i owoców. Problemy się nie skończyły, bo na wielu polach śnieg nadal leży. A jak już spłynął, to zamienił się w wielkie rozlewiska. Sezon w rolnictwie rozpocznie się ze sporym opóźnieniem. To kłopot nie tylko dla rolników, ale i dla nas, konsumentów – bo i my na tym solidnie ucierpimy, jak mówi nam poseł Jan Krzysztof Ardanowski, wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi.
REKLAMA
Śnieg na polskich ulicach zalegał prawie pół roku, na polach leży do dzisiaj. Z powodu wyjątkowo długiej zimy cierpieliśmy wszyscy, ale rolnicy szczególnie – opóźniło to i znacznie utrudniło ich pracę. Skutki tego będziemy odczuwać również my, konsumenci. Jakie – wyjaśnia poseł Prawa i Sprawiedliwości Jan Ardanowski, były wiceminister rolnictwa, były doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. wsi i rolnictwa, obecnie wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi.
Długa zima dopiekła wszystkim, ale wyjątkowo rolnikom. Teraz mamy porządne roztopy. Polskie warzywa i owoce pojawią się później, niż tego wszyscy oczekują?
Jan Krzysztof Ardanowski: Na pewno polskie nowalijki będą bardzo opóźnione. Niestety, opóźnienie może wynosić nawet około miesiąca, to zależy od rejonu Polski. W niektórych miejscach na północy wciąż leży śnieg, więc opóźnienie będzie większe. Przedłużająca się zima będzie miała wiele skutków negatywnych dla polskich warzyw i owoców.
Ze względu na długą zimę rolnicy opóźnili też wysiew pod osłonami, czyli tych roślin, które są wrażliwe na niskie temperatury i muszą być chronione np. w szklarni: ogórków,
pomidorów, papryki. Dłuższa zima to dla nich większe koszty, chociażby za ogrzewanie i opał tych sadzonek pod osłonami.
Będzie drożej?
Dużo drożej, co zresztą jest logiczne: duże opóźnienie, mniejsze zbiory, większe koszty. Do tego wielu rolników zrezygnowało z uprawy, więc tych polskich nowalijek może być po prostu mało.
Również wysiew gruntowych warzyw będzie u nas opóźniony, np. marchew, pietruszka, niektóre odmiany ogórków. Te mogą być później nawet o miesiąc. To na pewno będzie miało negatywny wpływ na kieszenie konsumentów przez mniejszy wybór i wyższe ceny.
I nawet sprzyjająca pogoda w maju czy czerwcu tego nie naprawi?
Układ pogody może zniwelować te straty, ale trudno przewidzieć, jakie będą kolejne miesiące. Na pewno należy liczyć się z tym, że straty będą, na przykład wśród roślin jarych, czyli tych, które nie potrzebują do kwitnienia niskich temperatur, bo zostaną później zasiane. Wśród nich czekają nas gorsze zbiory. Istnieje ryzyko suszy w maju, a jeśli ona nastąpi, to problem będzie z plonami zbóż. W rolnictwie coraz mniej roślin nadaje się do uprawy późnej. Należy spodziewać się większej ilości kukurydzy na rynku, ale nie dlatego, że nagle chcemy ją spożywać, tylko dlatego, że rolnicy nie będą mieli co innego wysiewać.
Zaleją nas importowane warzywa i owoce, przez wiele osób oceniane po prostu jako gorsze od polskich?
Istnieje takie niebezpieczeństwo, konsumenci będą uzależnieni od importu warzyw. Ci, którzy żyją z handlu, nie przejmują się producentami żywności, rolnikami. Ich interesuje sprzedaż i
zysk. Sieci handlowe na pewno będą importowały warzywa i owoce z południowej Europy i północnej Afryki. I to zjawisko może w tym roku przybrać bardzo duży rozmiar.
Dotyczy to wszystkich produktów?
W zasadzie tak, jeśli chodzi o problem dostępności i cen. Przy czym trudno tutaj wyrokować, jak będzie w przypadku owoców – jak zareagują sady jabłkowe czy śliwkowe, trudno przewidzieć. Tutaj pogoda może zmienić wszystko, jeśli dobrze się ułoży, to karta może się odwrócić.
A truskawki? Te importowane to chyba nasza największą bolączka, często można spotkać się z opiniami, że sprowadzane nie mają smaku ani zapachu, tylko kolor i wielkość.
To prawda, nasze produkty nie tylko nie ustępują tym z innych krajów UE, ale są po prostu lepsze – pod względem smaku, zapachu i jakości. Na przykład kaszubskie truskawki są bezkonkurencyjne, i dziwi mnie, że np. Donald Tusk zachwycał się chorwackimi truskawkami, chociaż sam pochodzi z Kaszub i powinien wiedzieć, że to tam są one najlepsze.
Niewątpliwie jeśli chodzi o truskawki, to zbiory też będą opóźnione i będzie to miało przełożenie na wyższe ceny.
Ale wciąż będą to te pachnące i smakowite truskawki? Długa zima nie spowoduje spadku jakości?
Nie, to akurat nie wpływa na jakość warzyw i owoców, jedynie powoduje ich opóźnienie. To genetyka rośliny decyduje o tym, jaki będzie finalny produkt: duży, mały, pachnący, smaczny.
W lokalnych wiadomościach często można spotkać się z doniesieniami o tym, że dzisiaj handlowcy sprowadzają warzywa, a potem wkładają je do "naszych" skrzynek i sprzedają jako polskie. Sądzi Pan, że w związku z trudniejszymi zbiorami taki proceder się rozszerzy?
Takie działanie to przestępstwo i powinno być ścigane oraz surowo karane. To zresztą szerszy problem nadzoru nad żywnością w Polsce, ostatnio przecież mieliśmy doniesienia o złym mięsie. A na rozmaite inspekcje: handlowe, sanitarne, weterynaryjne, jakości artykułów rolno-spożywczych, wydajemy rocznie setki milionów złotych. To te instytucje muszą pilnować, by nie dochodziło do takich fałszerstw.
Niestety, długa zima może się przyczynić do wzrostu liczby takich przestępstw. Tutaj państwo musi działać sprawnie, zwiększyć liczbę kontroli, a z kolei konsumentów trzeba uczulać, by szukali polskich produktów i dociekali, czy aby na pewno to, co reklamowane jest jako polskie, pochodzi z naszych upraw.
