
Jak podało CNN, amerykańska armia użyła bombowców B-52, myśliwców F-15 i samolotów A-10. Informację o nalotach w środkowej Syrii przekazał amerykański urzędnik.
– Naloty zostały przeprowadzone w ramach trwającej misji mającej na celu zakłócenie działania, degradację i pokonanie ISIS, aby uniemożliwić tej grupie terrorystycznej prowadzenie operacji zewnętrznych i zapewnić, że nie będzie ona próbowała wykorzystać obecnej sytuacji do odtworzenia się w środkowej Syrii – powiedział urzędnik, cytowany przez CNN.
Jak dodał, "trwa ocena zniszczeń" i obecnie "nic nie wskazuje na ofiary wśród ludności cywilnej". Amerykańskie media podają też, że kontynuowanie operacji zapowiedział prezydent Joe Biden.
Tymczasem jak pisaliśmy wcześniej w naTemat.pl, w niedzielę pojawiły się doniesienia, że samolot z uciekającym z kraju Baszarem al-Asadem zniknął z radarów i mógł zostać zestrzelony. Później rosyjskie media – w tym agencja TASS – podały, że syryjski dyktator żyje i przyleciał do Moskwy. Ukraiński wywiad wskazywał, że w ten sposób Rosja chciała ukryć operację ratowania al-Asada i jego rodziny, którzy otrzymali już polityczny azyl. Wcześniej rosyjskie władze informowały, że al-Asad opuścił kraj.
Baszszar al-Asad jednak żyje? Syryjski dyktator ma być w Moskwie
"Asad po rozmowach z szeregiem uczestników syryjskiego konfliktu opuścił stanowisko prezydenta i Syrię. Rozkazał, by w sposób pokojowy przekazać władzę" – podało w niedzielę MSZ Rosji.
Dodano, że Kreml nie uczestniczył w rozmowach na temat przekazania władzy w Syrii. Rosyjskie MSZ poinformowało ponadto, że ich bazy wojskowe w tym kraju są w stanie podwyższonej gotowości. Jak czytamy w komunikacie, nie ma "poważnego zagrożenia dla bezpieczeństwa".
Wcześniejsze doniesienia mówiły o tym, że syryjski dyktator rozdzielił swoich bliskich i wysłał ich w różne części świata. Potem zrobiło się głośno o tym, że samolot z Baszszarem al-Asadem na pokładzie rozbił się, następne doniesienia mówiły z kolei o tym, że maszyna została zestrzelona.
Przypomnijmy, że stan wyjątkowy w Syrii trwa od 1963 roku. Wcześniej krajem rządził Hafiz al-Asad, władzę autorytarną sprawował w latach 1971-2020. Po jego śmierci pospiesznie zmieniono konstytucję kraju, obniżając minimalny wiek prezydenta z 40 do 34 lat. "Zupełnym przypadkiem" właśnie wtedy 34 lata miał syn Hafiza, Baszszar al-Asad, który został kolejnym dyktatorem Syrii.
I tak było do soboty, chociaż problemy al-Asada zaczęły się już wcześniej. W 2011 roku w Syrii wybuchła wojna domowa. Zaczęło się od antyrządowych demonstracji, które były coraz bardziej brutalnie tłumione przez służby reżimu Asada. Siły bezpieczeństwa przekroczyły w końcu cienką czerwoną linię, a protestujący nie pozostali dłużni. Doszło do w końcu do tego, że armia al-Asada zaczęła atakować syryjskie miasta. Jego reżim był hojnie wspierany przez Rosję i Iran.
Rebelianci zdołali rozbudować swoje siły do postaci kilku armii. Kilku, bo to różne grupy, mające różne cele. Są wśród nich również islamiści, są i znienawidzeni przez Turcję Kurdowie. Nalotów na Syrię dokonuje też Izrael, wykorzystujący sytuację do pozbycia się szczególnie groźnych islamistów.
Sytuacja polityczna w Syrii jest niezwykle skomplikowana. Wielu obserwatorów obawia się teraz kolejnych walk o władzę. Nie wiadomo też, komu będzie służyć armia. W ostatnich dniach przestała atakować rebeliantów i po prostu przepuściła ich przez kraj.
Zobacz także