
Jeden z popularnych amerykańskich helikopterów Black Hawk rozbił się niedaleko granicy z Koreą Północną – podają agencje informacyjne w Korei Południowej. Wypadek wprowadza nerwową atmosferę po kolejnych groźbach z Korei Północnej. Pjongjang znów ostrzega, że zaatakuje Południe bez ostrzeżenia, jeśli w Seulu nie ustaną protesty przeciwko Północy.
REKLAMA
Helikopter UH-60 Black Hawk, model znany za sprawą filmu "Black Hawk Down", rozbił się w prowincji Cheolwon w Korei Południowej, niedaleko granicy z północą – podaje agencja Yonhap. Nieznana jest jeszcze przyczyna wypadku, ale wiadomo, że helikopter brał udział we wspólnych ćwiczeniach militarnych Korei Południowej i USA. Jak podaje Yonhap, 12-osobowa załoga przeżyła wypadek.
Niewykluczone jednak, że obecność amerykańskiego helikoptera tak blisko Korei Północnej rozsierdzi władze w Pjongjangu, które dzisiaj rano znowu groziły Południowi. – Jeśli w Seulu nie ustaną protesty przeciw władzom Korei Północnej, zostanie przeprowadzona akcja zbrojna bez uprzedzenia – podała agencja KCNA.
To reakcja Korei Północnej na poniedziałkową manifestację w Seulu, podczas której koreańczycy z Południa palili portrety Kim Ir Sena (założyciela Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej), a także Kim Dzong Ila i obecnie panującego na Północy Kim Dzong Una. To najwyraźniej rozjuszyło Pjongjang, gdzie w poniedziałek świętowano 101. rocznicę urodzin Kim Ir Sena.
Korea Południowa wyraziła "ubolewanie" z powodu postawienia takiego ultimatum przez Koreę Północną. Jednocześnie Południe zadeklarowało, że podejmie "surowe i zdecydowane" kroki, jeśli Północ dopuści się jakichkolwiek prowokacji, niezależnie od ich przyczyny. Warto jednak zaznaczyć, że pomimo wielu gróźb i wzajemnych oskarżeń, konflikt między oboma krajami nie eskalował jeszcze do wojny.
Zobacz też: 10 rzeczy o Korei Płn., których nie wiedziałeś, a powinieneś nawet jeśli nie wybuchnie wojna
Źródło: Interia.pl; BuzzFeed
