Czy porażka nowego programu Wojciecha Manna to kres pewnej epoki w polskich mediach?
Czy porażka nowego programu Wojciecha Manna to kres pewnej epoki w polskich mediach? Fot. Maciej Zienkiewicz / AG

Wojciech Mann jest w świecie polskich mediów klasą samą w sobie. Mistrz wyrafinowanego humoru, autor kultowych dialogów z programu "MdM", wieloletni dziennikarz radiowej "Trójki" i prowadzący "Szansy na sukces" od lat budzi powszechną sympatię. Jednak jego autorski program w TVP 2 okazał się klapą, przegrywając walkę o widzów ze wszystkimi konkurencyjnymi stacjami. Czy to koniec pewnej epoki?

REKLAMA
Gdy w 2012 roku po 19 latach zrezygnował z prowadzenia “Szansy na sukces”, wszyscy chcieli poznać przyczyny tej decyzji. – Jako oficjalny powód, który można przyjąć albo nie, podałem to, że we śnie ukazał mi się Jan Paweł Woronicz i powiedział do mnie: "Już czas" i ja go posłuchałem – tłumaczył w swoim klasycznym stylu Wojciech Mann.
Znany dziennikarz muzyczny, współtwórca satyrycznych programów “MdM” i “Za chwilę dalszy ciąg programu”. Wraz z Krzysztofem Materną, Grzegorzem Wasowskim, Sławomirem Szczęśniakiem i Arkadiuszem Stegenką stworzył jedyny w swoim rodzaju wzór absurdalnego, wyrafinowanego humoru, który stał się jego znakiem rozpoznawczym.

– To był i jest dowcip niełatwy w odbiorze, nieoczywisty, czasem wymagający pewnego namysłu. Myślę, że blisko mu do poczucia humoru rodem ze skeczy Monty Pythona lub Kabaretu Starszych Panów – ocenia Damian Muszyński, medioznawca i bloger naTemat. Przyznaje, że Mannowski typ żartów nie każdemu może przypaść do gustu. – Zwłaszcza dzisiaj, w erze kabaretów opartych na prostym, podanym na talerzu dowcipie – mówi.
"Formuła straciła na świeżości"
– W większości autorzy uważają, że jak bohater nie używa bluzgów albo nie stanie mu się coś kompletnie beznadziejnego, np. nie wpadnie głowa w szambo, to nie jest dla ludzi śmieszne. Odbieram to jako rozpaczliwe próby sięgania po ekstrema – mówił Mann w wywiadzie dla “Gali” w 2012 roku, opowiadając o współczesnych polskich komediach. Mówił też o swoim nowym programie w TVP 2 zatytułowanym “Kocham to, co lubię”.

Zobacz także:
"Szansa na sukces" ponosi klęskę. Wojciech Mann odchodzi
Ta kulturalno-satyryczna produkcja z elementami talk-showu zadebiutowała na antenie we wrześniu 2012, kilka miesięcy po odejściu Manna z “Szansy na sukces”. Pomysł na program był mocno osadzony w tradycji dawnych hitów Manna, operując monologami, rozmowami i para-fabularnymi scenkami. – Ani we mnie, ani w całej ekipie nie ma chęci epatowania nowoczesnością, w rodzaju: jeszcze bardziej się będzie błyskało, jeszcze bardziej rozebrane będą kobiety – zapowiadał w “Gali” Mann.
– Formuła wypracowana w latach dziewięćdziesiątych wyraźnie straciła już na świeżości – ocenia “Kocham to, co lubię” Agnieszka Morzy, medioznawca, doktorantka w Zakładzie Retoryki i Mediów przy Instytucie Polonistyki Stosowanej UW, blogerka naTemat.

15-20 lat, które minęło od czasów MdM to cała epoka. Dziś widz ma zupełnie inne oczekiwania. Rządzi skrót, dynamika, impresja. Najnowszy program Wojciecha Manna nie nadążał za tymi przemianami.


Koniec epoki?
Ocena Agnieszki Morzy znalazła niestety swoje odbicie w słupkach oglądalności drugiego sezonu programu. „Kocham to, co lubię” przegrał w swoim paśmie nadawanie ze wszystkimi konkurencyjnymi stacjami. Jak podają Wirtualne Media, z udziałem 2,4 proc. w medialnym torcie, program Manna znalazł się daleko za „Teleexpressem”, „Surowymi rodzicami”, Bitwą o dom” i powtórkami programu “Tylko muzyka”.
– Byłem przekonany, że to nie wypali, zwłaszcza w tym czasie antenowym. Sobotnie popołudnie to nie jest czas, kiedy ludzie poszukują w telewizji wyrafinowanej rozrywki. W dobie szybkiej konferansjerki i łopatologicznego przekazu Mann był na straconej pozycji – ocenia Damian Muszyński.
Czy to oznacza, że kończy się pewna epoka? – Być może, choć na pewno nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że Mann stał się medialnym dinozaurem. Jego humor, klasa, uprzejmość i styl, sprawiają, że jest kompletną telewizyjną osobowością. Wciąż cieszy się zaufaniem i estymą – ocenia Morzy.
– Byłoby ideałem, gdyby miał wypreparowaną grupę znających mnie widzów, dla której produkuje wcielenia swojej antenowej obecności. Ale widownia się zmienia. Telewizja też ponosi ryzyko. Nie wiadomo, czy mój program się spodoba, czy jest zgodny z duchem czasu. Licho wie – mówił w zeszłym roku w wywiadzie udzielonym “GW” Mann.

Dodawał też, że jego publiczność “ma bardzo przyzwoite zbiorowe poczucie humoru i świetne wyczucie”. Dlaczego więc się nie udało? Czyżbyśmy wszyscy gremialnie stracili poczucie humoru, akceptując tylko dosłowną i wulgarną tandetę? Czy to Mann się zestarzał, czy my zgłupieliśmy?
Radio i internet zamiast telewizji?
– Pamiętajmy, że w soboty po południu przed telewizorami zasiada masowa widownia o przeciętnie wyrafinowanym guście – mówi Damian Muszyński.
– Wydaje mi się, że producenci programu nie wzięli pod uwagę, do kogo mówią – ocenia z kolei Agnieszka Morzy.
Być może więc nie jest jeszcze z nami tak źle. Można zakładać, że postać Wojciecha Manna i typ humoru, który się z nim nierozerwalnie wiąże, wciąż ma swoich fanów, tyle tylko, że niekoniecznie spędzają oni czas przed telewizorem.
Wojciech Mann
dla "Gali"

Chyba widać, że nie pcham się na bankiety ani pod kamery. Nie lubię takich spędów i gadania o niczym. Wolę w tym czasie obejrzeć film albo poczytać.


Agnieszka Morzy podkreśla, że wieloletni prowadzący “Szansę na sukces” stale obecny jest w radiowej “Trójce”. – Na jego piątkowe programy czekają ludzie w bardzo różnym wieku. Być może radio jest miejscem, gdzie Mann może się w pełni realizować? – spekuluje Morzy. Medioznawczyni dodaje też, że w ostatnim czasie Mann odnosi też sukcesy na polu literackim. W 2010 roku wydał "RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą”, rok później wraz z Materną “Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami".
Damian Muszyński ma również wiele racji mówiąc, że nagrania ze skeczami Manna i Materny mają przecież rzesze fanów na YouTube'ie, gdzie osiągnęły status kultowych. Czyżby więc internet? Niestety, trudno sobie wyobrazić, żeby tak pełnokrwista osobowość telewizyjna, jaką jest Wojciech Mann, odważyła się w wieku 65 lat zaryzykować przenosiny do świata wirtualnego. A może jednak?