Slackline, czyli taśma rozpięta między dwoma drzewami. Podbije miasta w majówkę? Na zdjęciu Szymon Wieczorek, slackliner.
Slackline, czyli taśma rozpięta między dwoma drzewami. Podbije miasta w majówkę? Na zdjęciu Szymon Wieczorek, slackliner. Łukasz Ogrodowczyk / Agencja Gazeta

Jedni chodzą na taśmie rozpiętej między krańcami przepaści. Inni – między blokami. Jeszcze inni – nad jeziorami. Tak naprawdę jednak spróbować może każdy. Bo jeśli slackline zawiesi się niżej, między dwoma drzewami w parku, z chodzeniem po taśmie poradzi sobie nawet dziecko. Czy to kolejny sport, który podbije serca mieszczuchów?

REKLAMA
Niedziela, stołczeny Park Skaryszewski. Między drzewami rozpięte kilka taśm, na nich młodzi ludzie wykonują niebywałe ewolucje: biegają, skaczą, kręcą salta. Chwilę później inni próbują swoich sił – niektórzy robią tylko kilka niepewnych kroków, inni od razu tracą równowagę. Slackline, do niedawna zarezerwowany dla alpinistów, którzy bawili się na nim w przerwach od wspinania, wychodzi do ludzi. Dziś proste zestawy można już kupić nawet w niektórych sieciówkach sportowych.

(Nie)tylko dla wspinaczy
Slackline to, najkrócej mówiąc, chodzenie po taśmie zawieszonej między dwoma solidnymi punktami. Zaczęło się od kilku amerykańskich wspinaczy, którzy skończyli wyprawę w Yosemite i czekając na autobus, który zabierze ich do domu, zaczęli chodzić po łańcuchu łączącym dwa pachołki parkingowe. Później wspinacze wymyślili, że równie dobrze chodzić można po taśmie, której normalnie używa się do budowy stanowisk wspinaczkowych. Chwyciło. Niebawem na taśmach chodzili już wszyscy w dolinie.
Slackline ma mniej więcej czterdzieści lat. Od chwili powstania, trochę się sprofesjonalizował i rozwinął: wzwyż, wzdłuż, w ekstremalność. Po rozciągniętych linach chodzi się już na dużych wysokościach – między blokami i urwiskami (highline), nad rzekami (waterline), a także na ogromnych długościach (longline) – rekord wynosi ponad 60 m.
A coś dla zwykłych ludzi? Pytam Adama Potejuka, z teamu dwadrzewa.pl. – Wystarczy zawiesić taśmę trochę niżej, na wysokości 40 centymetrów nad ziemią i już mamy sport rodzinny, który mogą uprawiać zarówno dzieci, jak i dorośli, którzy nigdy wcześniej nie mieli z nim do czynienia – mówi i dodaje, że w USA slackline to sport towarzyszący ogromnej części wyjazdów. – Nie ma pola namiotowego, na którym nie byłoby rozwieszonego slackline.

Nieograniczone
– Ta forma rekreacji jest uzależniająca, człowiek oddaje się jej cały. Zaczyna się od tego, że nie można ustać. Później ludzie zaczynają robić pierwsze kroki. Działa tu psychika: szybko stajesz się coraz lepszy, zaczynasz wierzyć we własne możliwości i umiejętności – mówi Potejuk.
Możliwości rozwijania umiejętności na slackline są niemal nieograniczone. Jeśli opanujemy już chodzenie, później można próbować coraz większych odległości, lub – jak niektórzy – prostych tricków (trickline). Zaczyna się od różnych sposobów wchodzenia na taśmę: z dołu, hacząc jedną nogę (mantle start), siedząc (seated mount), przytrzymując taśmę ręką (seated mount). Później, w miarę upływu czasu, możliwości stają się coraz szersze.
Jak przekonuje Potejuk, każdy może wnieść do katalogu tricków coś swojego. – Komuś wyjdzie coś przez przypadek, potem to opanuje tak, by stało się powtarzalne i to wchodzi do kanonu – mówi. Przegląd tricków można znaleźć na stronie slackline.pl.
W sieci
Do niedawna slackline można było kupić jedynie przez internet. Teraz gotowe zestawy zaczynają pojawiać się nawet w sportowych sieciówkach. Podstawowy zestaw kosztuje od 100 do 300 zł, w zależności od tego, jak szeroką ma taśmę i jakie elementy dodatkowe (np. osłonę na drzewa).
Jak wybrać dobrą taśmę na początek? – Dla początkujących lepsze są taśmy o szerokości 5 cm. Łatwiej postawić na nich nogę. Trzeba sprawdzić też ich elastyczność. Taśmy do tricków mają specjalne włókna, które sprawiają, że działają jak trampolina. Zestawy dla początkujących nie mają takiej dynamiki, żeby powodować jak najmniej kontuzji – mówi Potejuk.
Slackline popularyzują przede wszystkim grupy, które same zajmują się tym sportem. Duże zasługi ma także… Lublin. Już w 2009 roku zaprosił slacklinerów na miejski festiwal.

W trakcie „Urban Highline Festival” rozwieszony został urban-highline* pomiędzy budynkami Urzędu Miasta. Taśma zawisła 50m po nad miastem i miała długość 60m dorównując ówczesnemu rekordowi świata w długości. CZYTAJ WIĘCEJ


Od tego czasu pasjonatów slacka przybywa. Może i ty zabierzesz go na majówkę?