
"Oni będą rządzić jesienią" – hasło reklamowe serialu "Ekipa" wydaje się doskonale pasować do sytuacji posłów PO Andrzeja Biernata i Ireneusza Rasia. W partii mają ogromne wpływy, a Donald Tusk będzie ich potrzebował, by wygrać wybory na szefa partii. Dlatego to właśnie jeden z nich ma zastąpić Joannę Muchę na stanowisku ministra sportu. Niezależnie który to będzie, nadal będą rządzić wspólnie. Tak jak w partii.
Dawny nauczyciel wf i były polityk PiS to dziś jedni z najbardziej wpływowych polityków Platformy Obywatelskiej. Andrzej Biernat może wkrótce zostać następcą Joanny Muchy – przekonują politycy i obserwatorzy. Nie zaszkodzi mu nawet słabo nagłośniony przez media wpadka, kiedy zaczepiony w Sejmie przez dziennikarkę TVN wydawał się być wyraźnie nie w formie. Wydaje się, że od alkoholu nie stroni również Ireneusz Raś. Podczas sesji do "Newsweeka", kiedy fotograf poprosił o rekwizyt, zaprzyjaźniony poseł bez namysłu rzucił: "Flaszka!".
W zapowiedzianej na lipiec rekonstrukcji rządu to właśnie jeden z "Biernatów" (tak mówią na nich w partii) ma zostać ministrem sportu. Ale rządzić i tak będą razem. Łączy ich podobna droga polityczna – przekonują, że wszystko osiągnęli sami, bez znajomości i układów. Biernat zaczynał jako nauczyciel wf, później został kierownikiem miejskiego basenu w Konstantynowie Łódzkim. Raś z kolei zaczynał w radzie dzielnicy w Nowej Hucie. Teraz marzy mu się fotel prezydenta Krakowa.
Czytaj też: Ireneusz Raś z PO o Wałęsie: Czy przeholował? Nie sądzę. Wiele osób w Polsce też pewnie tak uważa
Wydaje się jednak, że nad ministerstwem sportu ciąży polityczne fatum. "Ładna, elegancka, ociepli wizerunek. Ale na sporcie to ona się nie zna" - z taką opinią od miesięcy mierzy się Joanna Mucha. Po kompromitacji z dachem jej posada była zagrożona. Ale Donald Tusk nie przyjął dymisji. To nie pierwsza sytuacja, gdy minister sportu jest w Polsce na cenzurowanym. Wcześniej było inaczej, gorzej. Jacka Dębskiego zamordowano. Tomasza Lipca aresztowano. Z kolei Mirosław Drzewiecki odszedł po wybuchu afery hazardowej.
Cały artykuł w najnowszym "Newsweeku"
