Marketing żenujący w polityce? Obrandowany Jacek Kurski poprawia rozpoznawalność Solidarnej Polski

Jacek Kurski wciąż uznawany jest za polityka PiS i dlatego musi nosić w telewizji wielkie logo Solidarnej Polski?
Jacek Kurski wciąż uznawany jest za polityka PiS i dlatego musi nosić w telewizji wielkie logo Solidarnej Polski? Fot. TVN24.pl
Jacka Kurskiego wielu wyborców wciąż kojarzy jako posła Prawa i Sprawiedliwości. Tymczasem kontrowersyjny polityk to od dawna polityk Solidarnej Polski. By o tym przypomnieć, od kilku tygodni Kurski chodzi więc do mediów... z wielką plakietką z logo partii. - To trochę nachalny sposób promocji, ale zobaczymy jakie przyniesie skutki - ocenia w rozmowie z naTemat specjalista od marketingu politycznego.


Od kiedy ziobryści uciekli spod skrzydeł Jarosława Kaczyńskiego wielu prawicowych wyborców ma spory problem z odróżnieniem tego, którzy posłowie należą wciąż do Prawa i Sprawiedliwości, a jacy zasilili szeregi Solidarnej Polski. Wśród ziobrystów musieli więc uznać, że słabe sondaże mają z tym związek i trzeba temu stanowi rzeczy przeciwdziałać. Najlepiej stara się to robić właśnie Jacek Kurski, który postanowił w najważniejszych programach publicystycznych... obrandować się. Od jakiegoś czasu spin doctor Zbigniewa Ziobry przychodzi więc do mediów z przypiętym w widocznym miejscu logo swojego ugrupowania. A plakietki przypominającej, że należy do Solidarnej Polski trudno nie zauważyć, bo jest całkiem sporych rozmiarów.


Czytaj więcej: Jacek Kurski jak Beyonce. Oboje niczego nie nauczyli się z lekcji o efekcie Streisand

W marketingu od zawsze podstawowa zasada mówi, że "nie ważne jak mówią, byle nazwy nie przekręcali". Stąd nadwiślańscy twórcy reklam potrafią usiać nimi nawet wydawałoby się najmniej odpowiednie miejsca. Wielu mówi, że oszpecają w ten sposób krajobraz, ale cel uświęca środki i zwykle przynosi wymierne rezultaty. Pytanie, czy w przypadku marketingu politycznego tego typu partyzancka reklama może być jednak równie skuteczna? I czy w ogóle jest na miejscu? Politolog i ekspert marketingu politycznego dr Bartłomiej Biskup przekonuje w rozmowie z naTemat, że choć metoda Jacka Kurskiego jest dość agresywna, może okazać się skuteczna.


Ziobryści muszą się odróżniać. Za wszelką cenę

- To element zupełnie techniczny, służący identyfikacji. I w niej na pewno bardzo pomaga, a na pewno nie przeszkadza - mówi politolog. Bartłomiej Biskup dodaje, że nieco dziwaczna plakietka Jacka Kurskiego dla europosła jest tym samym, co dla innych logo na wizytówkach i ogólne obrandowanie materiałów promocyjnych, z których korzystają przecież wszystkie ugrupowania. - Chodzi o to, by się odróżnić od innych, wyeksponować swoją osobę. Jacek Kurski ma w tym celu ten swój znaczek. Bo oni mają w Solidarnej Polsce właśnie ten problem z odróżnieniem ich od Prawa i Sprawiedliwości - ocenia.


Zdaniem politologa, to jednak tylko od gospodarzy danego programu i pozostałych zaproszonych gości zależy, czy tego typu reklamę stosowaną przez lidera ziobrystów akceptują. - Jedni będą się z tego oczywiście wyśmiewać. Wielu innych dopiero teraz upewni się tymczasem, że Jacek Kurski jest reprezentantem Solidarnej Polski, a nie innego ugrupowania - dodaje.

Gra o niską stawkę

Jeżeli oklejenie się logo pomoże Jackowi Kurskiemu zdobyć dla Solidarnej Polski nieco dodatkowych głosów, w jego ślad być może pójdą także inni politycy. Na polskiej scenie politycznej doszło ostatnimi czasy do kilku ważnych roszad personalnych. Dr Bartłomiej Biskup nie przewiduje jednak możliwości, by politycy do programów typu "Kawa na ławę", czy "7 dzień tygodnia" zaczęli wkrótce przychodzić np. z własnymi ściankami stanowiącymi własne tło z logo partii. - Naprawdę sobie tego nie wyobrażam - podkreśla ekspert marketingu politycznego.

Zobacz też: Dlaczego polskie reklamy są nudne, sztampowe i byle jakie? Wywiad z Iwo Zaniewskim – malarzem i twórcą reklam

Nasz rozmówca podkreśla jednak, że większość zabiegów reklamowych stosowanych przez polityków w telewizji, czy radiu i tak nie ma wielkiego znaczenia. - Większość Polaków nie interesuje w ogóle to, co dzieje się w polityce. To spora mniejszość ogląda tego typu programy. Do większości wyborców to i tak nigdy w ten sposób nie dotrze. To rzeczywiście trochę nachalny sposób promocji, ale zobaczymy jaki statecznie przyniesie efekt Jackowi Kurskiemu - podsumowuje politolog.