
Politologia, pedagogika, zarządzanie, bezpieczeństwo wewnętrzne i fizjoterapia – przyszli studenci powinni dwa razy się zastanowić, zanim wybiorą jeden z tych kierunków. Według danych Polskiej Komisji Akredytacyjnej, właśnie w przypadku tych dziedzin w ostatnich dwóch latach zgłaszano najwięcej zastrzeżeń dotyczących jakości nauczania.
Przyczyna? Najczęściej dzieje się tak, bo wykładowcy są specjalistami w innych dziedzinach niż te, które powinny być nauczane na danym kierunku studiów. Na przykład w Radomiu pewna uczelnia na kierunku ubezpieczenia prowadziła wykłady ze spawalnictwa. Specjaliści akurat od tej dziedziny byli do wzięcia na miejscowej politechnice, na której owa cierpiąca na braki kadrowe szkoła znalazła wykładowców.
PKA informuje, że w ostatnich latach musiała odrzucić wiele wniosków uczelni dotyczących nadania uprawnień do kształcenia. W przypadku studiów licencjackich najczęściej dotyczyły one kierunków: bezpieczeństwo wewnętrzne i fizjoterapia. Z kolei w przypadku studiów II stopnia największe zastrzeżenia budziły: ekonomia, zarządzanie, pielęgniarstwo oraz pedagogika.
W ciągu niespełna ostatniego roku Polska Komisja Akredytacyjna negatywnie oceniła m.in. kierunek zarządzanie prowadzony przez Wyższą Szkołę Gospodarczą w Przemyślu, bezpieczeństwo narodowe oraz pedagogikę wykładane w Wyższej Szkole Społeczno-Ekonomicznej w Warszawie. Negatywną ocenę otrzymała także politologia prowadzona przez popularną wśród stołecznych maturzystów Wyższą Szkołę Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia w Warszawie.
"Uczelnie działają w myśl zasady: im więcej studentów, tym więcej forsy" – tak o problemach studentów mówił w rozmowie z naTemat prof. Ireneusz Białecki, socjolog edukacji i kierownik Zakładu Ewaluacji i Studiów nad Edukacją w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem m.in. przestarzały tryb nauki w wielu przypadkach decyduje o niskiej jakości kształcenia.

