
Nie tylko Polacy narzekają na swoje drogi. Stan autostrad i innych węzłów komunikacyjnych martwi również Brytyjczyków. I to do tego stopnia, że David Cameron zastanawia się nad prawdziwą rewolucją: przekazaniem brytyjskich dróg w ręce prywatnych firm. Zwolennicy tego pomysłu rozpływają się nad wynikającymi z niego korzyściami. Przeciwnicy martwią się, że ich drogi niedługo będą należeć do... Chińczyków.
REKLAMA
Nowe trasy i dodatkowe pasy ruchu, obwodnice, ronda, wiadukty, poszerzone pobocza. Metod na udrożnienie szlaków transportowych jest wiele. Niestety, wiele to wszystko też kosztuje. A co zrobić, gdy w budżecie po prostu brakuje pieniędzy na łatanie dziur i stawianie kolejnych autostrad?
- Nałożenie opłat za korzystanie z dróg jest jedną z opcji – przyznał w poniedziałkowym przemówieniu David Cameron. Tego jednak Brytyjczycy raczej by mu nie wybaczyli – w całym kraju istnieje jedynie jedna płatna autostrada (M6 w West Midlands, 373 km, 5,5 funta) i kilka mostów z „bramką”. Dlatego brytyjski premier zaproponował, by parlament zbadał inne rozwiązanie. Jakie? Prywatyzację – chociaż nie do końca.
Zbyt duże obciążenie
Do tej pory niemal wszystkie najważniejsze drogi Wielkiej Brytanii zarządzane były przez publiczną Highways Agency. Z czasem jednak budżet zaczął nie wyrabiać – ilość mieszkańców z samochodami rosła, ludzie uparcie nie chcieli przesiadać się do pociągów i na rowery, a na trasach coraz częściej powstawały korki, bo państwo nie nadążało z budowaniem nowych węzłów. Na to wszystko nałożył się kryzys. W rezultacie ruch na drogach zwiększał się znacznie szybciej niż ich łączna długość, a i stan jezdni stopniowo się pogarszał. W zeszłym roku ministerstwo finansów musiało z powodów ekonomicznych obniżyć nawet wymagania dot. dopuszczalnej kondycji dróg – ciągłe dostosowywanie ich do wyśrubowanych standardów było zbyt kosztowne.
Do tej pory niemal wszystkie najważniejsze drogi Wielkiej Brytanii zarządzane były przez publiczną Highways Agency. Z czasem jednak budżet zaczął nie wyrabiać – ilość mieszkańców z samochodami rosła, ludzie uparcie nie chcieli przesiadać się do pociągów i na rowery, a na trasach coraz częściej powstawały korki, bo państwo nie nadążało z budowaniem nowych węzłów. Na to wszystko nałożył się kryzys. W rezultacie ruch na drogach zwiększał się znacznie szybciej niż ich łączna długość, a i stan jezdni stopniowo się pogarszał. W zeszłym roku ministerstwo finansów musiało z powodów ekonomicznych obniżyć nawet wymagania dot. dopuszczalnej kondycji dróg – ciągłe dostosowywanie ich do wyśrubowanych standardów było zbyt kosztowne.
Horsegate - kompromitujące relacje premiera Wielkiej Brytanii
Nowy pomysł Camerona zakłada, że rząd przekaże opiekę nad częścią (a później może i resztą) autostrad i głównych dróg prywatnym przedsiębiorcom. Co oni z tego będą mieli? Po pierwsze, państwo co roku wypłaci im część pieniędzy, które do tej pory zbierało dla siebie z rozmaitych podatków nakładanych na kierowców. Po drugie, będą mogli wprowadzić opłaty na odcinkach, które sami wybudują. Premier zaznacza, że nie będzie to standardowa prywatyzacja, ponieważ drogi nie pójdą na sprzedaż, a zostaną jedynie wydzierżawione (na okres... do stu lat). Co więcej, pilnowaniem m.in. jakości jezdni i wysokości opłat ma zająć się niezależna agencja.
Nowy pomysł Camerona zakłada, że rząd przekaże opiekę nad częścią (a później może i resztą) autostrad i głównych dróg prywatnym przedsiębiorcom. Co oni z tego będą mieli? Po pierwsze, państwo co roku wypłaci im część pieniędzy, które do tej pory zbierało dla siebie z rozmaitych podatków nakładanych na kierowców. Po drugie, będą mogli wprowadzić opłaty na odcinkach, które sami wybudują. Premier zaznacza, że nie będzie to standardowa prywatyzacja, ponieważ drogi nie pójdą na sprzedaż, a zostaną jedynie wydzierżawione (na okres... do stu lat). Co więcej, pilnowaniem m.in. jakości jezdni i wysokości opłat ma zająć się niezależna agencja.
Rząd przypomina, że prywatyzację na podobnych zasadach przeprowadzono w 1989 roku w sektorze kanalizacyjnym. I okazała się sukcesem – jakość usług wzrosła, państwo zaoszczędziło, a obywatele nie zbiednieli. - Musimy szukać innowacyjnych sposobów finansowania naszych dróg – przekonuje Cameron.
Prywatny świat
Przeciwnicy planów brytyjskiego premiera wolą jednak porównywać ten projekt z prywatyzacją kolei, która ostatecznie doprowadziła do znacznego podwyższenia cen przy niewielkich zyskach dla pasażerów. - Teraz kierowcy obawiają się, że doprowadzi to do obowiązkowych opłat, i że coś tak strategicznego, jak krajowa sieć dróg, trafi w obce ręce – komentował Edmund King z Automobile Association. Krytycy projektu przypominają, że kanclerz skarbu George Osborne odbył niedawno podróż do Chin, podczas której zachęcał Chińczyków do inwestowania w infrastrukturę w Wielkiej Brytanii. „Sprzedajmy im wszystko, a potem bójmy się skrytykować, bo odetną nam prąd, wodę i gaz”, napisał jeden z internautów na forum „Guardiana” zbierając ponad dwieście głosów poparcia.
Przeciwnicy planów brytyjskiego premiera wolą jednak porównywać ten projekt z prywatyzacją kolei, która ostatecznie doprowadziła do znacznego podwyższenia cen przy niewielkich zyskach dla pasażerów. - Teraz kierowcy obawiają się, że doprowadzi to do obowiązkowych opłat, i że coś tak strategicznego, jak krajowa sieć dróg, trafi w obce ręce – komentował Edmund King z Automobile Association. Krytycy projektu przypominają, że kanclerz skarbu George Osborne odbył niedawno podróż do Chin, podczas której zachęcał Chińczyków do inwestowania w infrastrukturę w Wielkiej Brytanii. „Sprzedajmy im wszystko, a potem bójmy się skrytykować, bo odetną nam prąd, wodę i gaz”, napisał jeden z internautów na forum „Guardiana” zbierając ponad dwieście głosów poparcia.
Niższe koszty, lepsza praca. Brytyjczycy prywatyzują policję
Rząd Camerona, szukając oszczędności, ogłosił w ostatnim czasie wiele planów prywatyzacyjnych. Oprócz dróg, dotyczą także m.in. policji i służby zdrowia. „Więc będziemy mieli wypadek na prywatnej drodze, który zbada prywatna policja, a prywatna karetka zabierze nas prywatną szosą do prywatnego szpitala. Nie mogę się doczekać, aż zaleją nas po tym rachunki”, ironizował jeden z komentatorów.
Rząd Camerona, szukając oszczędności, ogłosił w ostatnim czasie wiele planów prywatyzacyjnych. Oprócz dróg, dotyczą także m.in. policji i służby zdrowia. „Więc będziemy mieli wypadek na prywatnej drodze, który zbada prywatna policja, a prywatna karetka zabierze nas prywatną szosą do prywatnego szpitala. Nie mogę się doczekać, aż zaleją nas po tym rachunki”, ironizował jeden z komentatorów.