YOLO. OCB? IMHO – LOL. Rozumiesz jeszcze, co mówią nastolatki?

YOLO - z internetu na ubrania.
YOLO - z internetu na ubrania. Shutterstock
Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Twittera YOLO i chwilę poczekać, by naszą ścianę zalał strumień wiadomości związanych z tym słówkiem. To kolejny skrótowiec, który robi w internecie niebywałą karierę, przejmując funkcję, którą dawniej pełniła grypsera i na trwałe oddzielając światy młodych i starszych.


W czasie, kiedy powstawał ten tekst na Twitterze pojawiło się kilkaset wiadomości powiązanych z tagiem #YOLO. Nastolatki na całym świecie ogłaszały, że przestają się uczyć, idą spać, właśnie po raz pierwszy uprawiały seks, jadły śniadanie. Skrótowiec, który dla starszych jest zupełnie niezrozumiały, dla nastoletnich użytkowników medium społecznościowego wyznacza filozofię życia. Granica rozumienia tej wiadomości staje się równocześnie symboliczną granicą międzypokoleniową, na trwałe rozdzielającą światy młodych i starych.


Wyszły z internetu
YOLO, czyli skrót od pierwszych liter słów "you live only once" (ang. żyjesz tylko raz), do najpopularniejszych skrótowców w internecie dołączyło stosunkowo niedawno. Choć jest używane od blisko 10 lat, prawdziwy boom na nie zapanował, gdy użył go Drake – kanadyjski raper i aktor. W połowie 2012 roku YOLO opanowało język nastolatków. Było popularne do tego stopnia, że doczekało się antymody i kontestowania go. W naTemat pisała o nim na przykład Weronika Lewandowska. "Nienawiść do "hedonistycznego" skrótu zaczęła narastać równie szybko co jego popularność, ponieważ od razu zaczął być kojarzony z pozerstwem i lansem w bardzo kiepskim wydaniu" – oceniła nasza blogerka.


Choć więc używanie YOLO stało się symbolem przynależności do pewnego kręgu, jest ono rozpoznawalne dla chyba każdego młodego użytkownika internetu. Podobnie zresztą, jak inne popularne skrótowce: BTW, BRB, GR8, IMHO, OMG, LOL, SWAG, czy WTF.

Te ostatnie wydostały się zresztą z internetu. Za sprawą marek modowych, także polskiej "Local Heroes", stały się swojego rodzaju ubraniowym, ale i mentalnym, manifestem najmłodszego pokolenia.

Nowe "itd."
Jak to się stało, że skrótowce odniosły tak niebywały sukces? Okazuje się, że już od pewnego czasu badają to językoznawcy. Patricia Wallace, amerykańska badaczka internetu, przekonywała, że w komunikacji sieciowej, "można być pewnym, że wszystko, co się da skrócić
zostanie skrócone”. Wszystko dlatego, że – jak twierdzą badacze – pisanie na klawiaturze zajmuje znacznie więcej czasu niż wypowiedzenie tego samego, więc użytkownicy internetu coraz bardziej dążą do tego, by ograniczać liczbę wpisywanych znaków. Rozpoznawalne przez dwie strony rozmowy skróty są więc rozwiązaniem najbardziej ekonomicznym.


Potwierdza to dr Ewa Rudnicka. – Nie ma żadnych przeciwwskazań do tego, by skrótowców używać. Kiedy potrzebowaliśmy skrócić wyrażenie "i tak dalej", wymyśliliśmy powszechnie używany skrót "itd." – mówi i dodaje, że skrótowce pełnią też znacznie ważniejsze i ciekawsze funkcje, niż tylko uproszczenie komunikacji.

– One same w sob są komunikatem. Formy skrótowe są czytelne tylko dla pewnego środowiska, to swego rodzaju kod językowy, którego nie rozumieją nawet wszyscy internauci. To sprawia wrażenie pewnej elitarności – przekonuje. – Skrótowce pełnią dziś funkcję taką, jak dawniej grypsera. Jeśli ktoś jej nie rozumie, nie jest nasz, nie należy do środowiska.

Czego Ty będziesz musiał się uczyć?
Faktycznie, YOLO, SWAG, czy WTF to nie pierwsza generacja słówek, która z forów internetowych przeszła do powszechnego języka. ASAP (as soon, as possible, czyli: jak najszybciej się da) stało się nieodłącznym elementem zarówno kultury, jak i języka w tych firmach, gdzie projekty trzeba oddawać w określonym terminie. "Zrób to ASAP" powie lub napisze do podwładnego szef działu w dużej firmie, to samo wyśle w e-mailu pracownik agencji reklamowej.

– Skrótowcem, który zrobił karierę w mediach jest z kolei DINKS, pochodzący od słów "double income, no kids", a określający pary, które żyją wspólnie, ale nie decydują się na posiadanie dzieci – mówi dr Ewa Rudnicka, językoznawca z UW. – Skrótowiec jest zresztą bardzo udany, bo dobrze się go wymawia. Przez wiele osób jest już traktowany jako po prostu nowe słowo, zleksykalizował się, czyli nabrał własnego znaczenia – dodaje ekspertka.

Swego czasu podobną karierę (choć nie przeniesioną z internetu, a tradycyjnych mediów) robiło słówko yuppie, w oryginale "young, urban professional" – młody, wielkomiejski pracownik.

To, co upraszcza komunikację jednym, zdecydowanie utrudnia ją drugim. "To, co miało skracać konwersację – staje się przyczyną jej rozbudowy. Tym bardziej, że niektórzy uczestnicy rozmowy zamiast odpowiedzi wprost, udzielają pouczeń lub odsyłają zainteresowaną wyjaśnieniem skrótowca osobę do którejś ze stron
internetowych" – napisała jedna z autorek pisma "Prace Językoznawcze".

I to zresztą często nie pomaga. Bo co tak naprawdę młodzi mogą wiedzieć o yuppie? I czy starsi będą w stanie zrozumieć YOLO? Dr Ewa Rudnicka: – Skrótowce żyją bardzo krótko. Myślę, że za dziesięć lat to one wyznaczą granicę pokoleniową. Ci, którzy światem internetu zawładną wtedy, wymyślą coś zupełnie nowego. Czego dzisiejsze nastolatki dopiero będą musiały się uczyć – mówi.


Czytaj także:
Czy pokolenie „przyssane” do mediów społecznościowych traci smak prawdziwego życia?

Boisz się, że przegapisz ten artykuł? Możesz cierpieć na FOMO [Wywiad]