
Minął termin ultimatum postawionego Hannie Gronkiewicz-Waltz przez burmistrza Ursynowa Piotra Guziała. Prezydent Warszawy nie wycofała się z podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej czy prywatyzacji kuchni i stołówek szkolnych. Droga do zmiany władz stolicy jest jednak długa i trudna. Najpierw w 60 dni trzeba zebrać ok. 130 tys. podpisów pod wnioskiem, a później nakłonić co najmniej ponad 200 tys. warszawiaków do pójścia do urn.
Piotr Guział, burmistrz Ursynowa i zaprzysięgły przeciwnik Hanny Gronkiewicz-Waltz zamierza doprowadzić do odwołania jej w referendum. Do połowy maja prezydent Warszawy miała czas na spełnienie żądań Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, która domagała się między innymi wycofania się z podwyżek biletów na komunikację miejską, obniżenia opłat za wywóz śmieci i porzucenie pomysłu prywatyzacji szkolnych kuchni i stołówek.
Piotr Guział
burmistrz Ursynowa, lider WWS
Ale droga do odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz jest długa. Po złożeniu oficjalnego wniosku o zwołanie referendum w ciągu 60 dni trzeba zebrać ok. 130 tys. podpisów (10 procent uprawnionych do głosowania). O ile to może się udać, bo Guział może liczyć na pomoc organizacji samorządowych, to problemem będzie frekwencja w głosowaniu. Aby było ono ważne do urn musi pójść 60 proc. liczby głosujących w wyborach samorządowych. W 2010 roku w wyborach na prezydenta stolicy zagłosowało ponad 345 tys. mieszkańców, więc w referendum musiałoby zagłosować ok. 207 tys. osób.
Wszystko o polityce w naTemat:
Czytaj także: Niesiołowski oskarża Żakowskiego i innych dziennikarzy o nienawiść do PO. "On mówi jak Gomułka"
źródło: warszawa.naszemiasto.pl
