W myśl nowego pomysłu PO opłata za pobyt w izbie wytrzeźwień zostanie podniesiona z 250 do 300 złotych.
W myśl nowego pomysłu PO opłata za pobyt w izbie wytrzeźwień zostanie podniesiona z 250 do 300 złotych. Fot. Mateusz Skwarczek / AG

Na skutek luki prawnej, w izbach wytrzeźwień od 17 stycznia można dochodzić do siebie bez jakichkolwiek opłat. Ten stan rzeczy postanowiła ukrócić Platforma Obywatelska. Projekt tej partii złożony w Sejmie zakłada, że za "wytrzeźwiałkę" nie tylko znów trzeba będzie płacić, ale opłata będzie wyższa - wyniesie nawet 300 złotych.

REKLAMA
Wszystko zaczęło się od decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który zakwestionował przepisy regulujące postępowanie w izbach względem osób nietrzeźwych. Politycy próbowali tę lukę prawną uzupełnić, lecz prezydent Bronisław Komorowski ich kolejny pomysł skierował do Trybunały Konstytucyjnego, który wciąż sprawie się przygląda. W efekcie od 17 stycznia "wytrzeźwiałki" są darmowe. Oczywiście w teorii. Nikt nie zabroni im wystawić rachunku pacjentowi, choć może to być pretekst do pozwu cywilnego.
Choć za pierwszym razem parlament przespał kilkumiesięczny okres, który dał mu TK na wprowadzenie nowych przepisów, teraz podjęto prace mające na celu naprawić błędy. Jak podaje TOK FM, klub PO złożył projekt nowelizacji Ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Opłata za pobyt w izbie wytrzeźwień ma zostać podwyższona do z 250 do 300 złotych. Izby często ponoszą większe koszty, niż mają przychody, a temu przedstawiciele PO chcą zaradzić.
Politycy uwzględnili zarzuty organizacji chroniących prawa człowieka, dlatego sprecyzowano, za pomocą jakich urządzeń można nietrzeźwego pacjenta unieruchomić. Kością niezgody był też brak poszanowania prywatności osadzonych. W myśl nowego pomysłu PO, monitoring w izbach ma szanować "godność i intymność" trzeźwiejących. Ponadto projekt nowelizacji zakłada możliwość "przymusowego podania produktu leczniczego" pacjentowi, o ile istnieje zagrożenie dla życia lub zdrowia.
Rozwiązanie prawne to jedno. Całkiem inną sprawą jest zasadność istnienia izb wytrzeźwień. Tu zdania są podzielone. Wielu internautów uważa, że jeśli ktoś jest pijany i narusza porządek publiczny - powinien trafić do aresztu. Jeśli jego nietrzeźwość zagraża zdrowiu - powinien wylądować w szpitalu. Wreszcie, jeśli jest pijany i nic nikomu nie robi, powinno się go zostawić w spokoju. To częsta opinia. Wielu izby uważa za "peerelowski relikt przeszłości".
Barbara Grabowska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w rozmowie z naTemat tłumaczyła, że nowoczesne izby wytrzeźwień w Polsce są w zdecydowanej mniejszości względem tych żywcem wyjętych z PRL-u. W sporze o zasadność istnienia izb wytrzeźwień pojawiają się także głosy podatników. Sami nie piją często, lecz nie uśmiecha im się sponsorowanie ludzi, którzy pod wpływem alkoholu swoim zachowaniem spełniają wszystkie kryteria przyjęcia do izby.
Czytaj także: