
Postanowiłem powtórzyć test Weroniki Lewandowskiej, w którym sprawdzała, czy na co dzień ładni mają łatwiej. Weronika testowała wersję kobiecą, ja spróbowałem z męską. Chciałem zobaczyć, czy faktycznie ludzie będą traktowali mnie dużo lepiej zależnie od mojej stylizacji. Byłem przekonany, że nie. Myliłem się.
Czy ładni mają łatwiej?
Często zastanawiałam się, czy to na pewno chodzi o bycie atrakcyjnym? Czy faktycznie uroda ma aż tak szalony wpływ na funkcjonowanie w społeczeństwie? Niejednokrotnie słyszałam, że ładnemu jest dużo łatwiej w życiu. Byłam najbrzydsza w klasie. Dopiero teraz, kiedy się nad tym zastanawiam dociera to do mnie, mimo że w gimnazjum bardzo broniłam się przed myśleniem o sobie w taki sposób. CZYTAJ WIĘCEJ
Ciekawe jest to, że moje życie wcześniej wyglądało dość podobnie jak autorki poprzedniego tekstu: nigdy nie byłem specjalnie atrakcyjny, miałem spore problemy ze skórą, które definitywnie odstraszały ludzi. Niestety nie byłem w stanie nic z nimi zrobić. W dodatku mój typ figury to ówcześnie raczej pocieszny grubasek, a nie młody bóg. Na szczęście dojrzewanie zrobiło swoje – wyciągnęło mnie w górę i skóra przestała szaleć – wyglądam lepiej. Możemy sobie z Weroniką przybić piątkę.
Nie chodzi tu nawet o to, jak szczególnie przystojni mężczyźni radzą sobie z kobietami - nawet nie będę wspominał, że im zazdroszczę. To oczywiste, że mają łatwiej. Jednak co ze zwykłymi, codziennymi sytuacjami? Czy też jest lepiej? Z drugiej strony przecież "odpicowani" faceci są traktowani mniej poważnie.
Już od samego początku zauważyłem, że jest nieco inaczej niż przypadku Weroniki. Różnic w reakcjach na widok mojej ładnej i brzydkiej wersji nie było wiele. Niemniej jednak zdarzały się i dawały do myślenia. Odpowiedź na pytanie dlaczego, była prosta – faceci (przynajmniej z reguły) się nie malują, więc pole do manewru w zmianie wyglądu było dużo mniejsze. Dodatkowo, kobiety nie są tak chętne do przypadkowego spoufalania się z nieznajomym, jak mężczyźni.
Mimo wszystko postarałem się o to, aby mój „ładny“ i „brzydki“ wygląd różnił się jak najbardziej. W pierwszej wersji założyłem po prostu ubrania, w których czuję się dobrze oraz takie, które są odpowiednio dopasowane do mojej sylwetki. Ułożyłem dobrze włosy, przyciąłem zarost. Wyspałem się i wyglądałem na wypoczętego.
W wersji „brzydkiej“ założyłem najgorsze ubrania, jakie znalazłem w domu – takie, których długo nie nosiłem i starałem się ich nie dopasowywać do siebie pod jakimkolwiek względem. Niby jestem mężczyzną i "się nie znam", ale nawet ja widziałem, że coś jest mocno nie tak. Nie goliłem się, nie układałem włosów. Znajomi rozpoznaliby mnie na ulicy, ale to nie byłem ja. Byłem brzydki.
„Ładna“ wersja może nie robiła specjalnego szału na ulicy, ale było w porządku. Najzwyczajniej w świecie mijałem spieszących się do pracy ludzi. Może jedna dziewczyna zwróciła na mnie uwagę. W wersji „brzydkiej“ tak samo spokojnie przeszedłem przez miasto, ale faktycznie – trochę się wstydziłem mojego wyglądu.
Tutaj sprawdzaliśmy, czy motorniczy poczeka na goniącego w ostatniej chwili pasażera. Czekałem na to, aż tramwajem będzie kierować kobieta. To było zadziwiające, ale powtórzyłem sytuację w każdej wersji ubioru dwukrotnie i faktycznie – w „ładnej“ panie uprzejmie czekały, aż przybiegnę. W „brzydkiej“ odjeżdżały od razu.
W tej kwestii różnice były największe. Szczególnie jeżeli chodzi o sklep. Na moim osiedlu jest niewielki sklepik, do którego chodzę tylko w awaryjnych sytuacjach – jest dość drogi, ale za to bardzo blisko. Odwiedzam go z reguły w wyciągniętych dresach i wyglądając raczej mało atrakcyjnie. Sprzedawczyni zawsze jest dla mnie niesamowicie niemiła. Czegokolwiek bym nie robił, ona jest wściekła. Widząc mnie w „brzydkiej“ wersji jej zachowanie nie odbiegało od normy. Natomiast kiedy przyszedłem w tej „ładnej“, była dla mnie tak niezwykle uprzejma, że aż zrobiło mi się głupio. Trudno było mi uwierzyć, że może być to spowodowane tylko wyglądem.
Te rzeczy testowałem najczęściej, bo nie wymagają dużo czasu i są stosunkowo łatwe do sprawdzenia. Tutaj nie było absolutnie żadnej reguły. W jednej, jak i drugiej wersji spotykałem się ze spełnieniem mojej prośby, jak i odmową.
Zatem czy ładni mają łatwiej? Tak. Ta odpowiedź to co prawda "oczywista oczywistość", ale chciałem sprawdzić to na własnej skórze. Byłem pewien, że jako mężczyzna w codziennych sytuacjach nie spotkam się z tak odmiennymi reakcjami „wersje“ mojego wyglądu. Myliłem się. Społeczeństwo to wzrokowcy, traktujący innych trochę jak produkt, który jest ładny lub brzydki. Wiadomo, że zawsze wybierają ten pierwszy. Czy można temu jakoś zaradzić? Owszem, starać się o siebie dbać i wyglądać jak najlepiej.
