Gdzie się najeść w dobie kryzysu

Razem je się przyjemniej. Fot. Paulina Michalska
Lubisz dobrze zjeść, a szkoda ci pieniędzy na restaurację? Jesteś samotny i chętnie poznałbyś nowych ludzi? Cenisz sobie domową atmosferę i kameralne grono? Kluby kolacyjne to idealny pomysł dla ciebie. Dzięki nim zjesz pyszne jedzenie w dobrej cenie i doborowym towarzystwie. Koniec obrażonych kelnerów, naciąganych rachunków i sterty talerzy na mikro stoliczkach. Czas wrócić do zapomnianej tradycji biesiadowania. Bez napięć i wykrochmalonych zobowiązań.

Pomysł jest tak stary, jak idea wspólnego jedzenia. Kluby kolacyjne to alternatywa dla barów, restauracji i stołówek. Ma być swobodnie, dlatego zwykłe kluby mieszczą się w domach właścicieli. Ma być pysznie, dlatego na każdy wieczór menu jest starannie zaplanowane i przygotowane na kilka godzin przed kolacją. Ma być też przyjaźnie, dlatego wszyscy goście siedzą przy jednym stole i traktowani są przez gospodarza jak najbliższa grupa przyjaciół.

Popularne na Zachodzie rozwiązanie powoli staje się modne i w Polsce. Jak grzyby po deszczu, w kolejnych miastach wyrastają kluby zrzeszające miłośników jedzenia i pasjonatów kuchni. Liczy się tu jednak nie tylko aspekt towarzyski, ale też ekonomiczny. W klubie za kolację składającą się z pięciu dań, w tym deser, zapłacisz między 80 a 120 złotych. W restauracji w tej cenie dostaniesz co najwyżej dwie-trzy małe porcję. Nie mówiąc już o alkoholu. Do klubu często możesz przynieść własną butelkę albo zostać poczęstowany lokalnym trunkiem. W restauracji często horrendalne ceny za kieliszek odbierają nam ochotę na zabawę. Kluby wydają się więc idealnym rozwiązaniem dla tych, którzy od „bywania” wolą spotkanie i składkowe imprezy.

– Przeprowadziłam się z Poznania, gdzie prowadziłam z rodzicami restaurację, do Wrocławia. Nikogo nie znałam. Nie chciałam otwierać tu nowego lokalu, bo to trudny i nasycony rynek – mówi Paulina Michalska, właścicielska wrocławskiego „No to jemy”. – Postanowiłam otworzyć klub kolacyjny i w ten sposób połączyć dwie przyjemności. Miłość do gotowania i chęć poznania nowych ludzi. To idealne rozwiązanie.

Pasja to niezbędny składnik każdego klubu, w końcu większość z nich to czysto hobbistyczne zajęcia. Trudno dorobić się na gotowaniu dla kilkunastu osób kilka razy w miesiącu. Nie pieniądze są tu jednak ważne, ale chęć dzielenia się.

– Pomysł na założenie klubu przyszedł do mnie znienacka. Moje dziewczyna Beata przeglądała kolorową prasę i znalazła artykuł o takich miejscach na świecie. Namówiła mnie, żebym spróbował. Najpierw założyłem stronę, a po roku wydałem pierwszą kolację – wspomina Sławek Walkowski z „12 krzeseł” w Gdańsku. – Wychodzę z założenia, że jedzenie w samotności jest smutne, trzeba się nim dzielić. Początkowo bałem się, jak to wyjdzie. W końcu zaprosiłem do domu zupełnie obcych ludzi. Nie zdążyłem jednak wyjść do kuchni, żeby przygotować przystawkę, kiedy w salonie rozległy się śmiechy. To niesamowite, jak stół jednoczy ludzi.

Jacy to są ludzie? – Zwykle bardzo otwarci, o szerokich horyzontach, podróżujący po świecie – mówi Michalska. – Ludzie kochający kuchnię, nawet jak mają inne poglądy polityczne, to potrafią się dogadać, nadają na tych samych falach. Kiedy kończą się zwykłe tematy, zawsze można zacząć rozmawiać o jedzeniu.


Dlaczego czasem lepiej pójść do klubu, niż do restauracji.

Oczywiście zapraszanie do siebie obcych ludzi wiąże się też z pewnym ryzykiem. Tajemnica jest nieodłącznym elementem klubów kolacyjnych. Nigdy tak naprawdę nie wiemy, kto usiądzie z nami do stołu i co z tego wyniknie. W końcu jedzenie jest bardzo intymną czynnością. Oczywiście medal ma dwie strony, możemy spotkać miłość życia albo matrymonialnego oszusta. Jednak przykre incydenty to w klubach rzadkość. – Zdarzyła mi się para, która chyba nie wiedziała, gdzie jest i po co. W czasie kolacji wyglądali na zadowolonych, a potem zostawili mi komentarze, że moje mieszkanie jest brzydkie i zimne – żali się Walkowski. – Mi trafiła się para, która nie zapłaciła. Od tej pory proszę gości o zaliczkę. Zapłata to chyba najbardziej krępujący element kolacji. Nigdy jednak nie miałam złych przygód. Ufam ludziom i wychodzę z założenia, że kiedy jesteśmy wśród obcych, to staramy się pokazać z jak najlepszej strony.

Jeśli jednak boicie się cudzych kuchni, mieszkań i noży, możecie poszukać klubu, który mieści się w przestrzeni publicznej. W Warszawie do takich miejsc należy Klub Kuchnia Dantego założony przez dwóch Włochów: Alfredo Boscolo i Leonardo Masi, którzy kilka razy w miesiącu organizują kolacje w swoim biurze. Jedzeniu towarzyszy czytanie Dantego. Edukacyjne walory mają również organizowane warsztaty kulinarne w warszawskim Latającym Talerzu, czy spotkania w bydgoskim klubie DeKawo. Na kolację zapraszani są tam specjaliści, ostatnio znawca polskich serów, który wprowadził gości w świat mleka, częstując ich kozią chałwą. Kluby kolacyjne to niepowtarzalna okazja do spróbowania lokalnych przysmaków i oryginalnego jedzenia. W Krakowie funkcjonuje Japoński klub, w Warszawie- Burgundzki, w którym można spróbować potraw przygotowanych na bazie wina. Są też kluby tematyczne, w których menu ułożone jest pod kątem filmów, książek czy obrazów.

Kluby kolacyjne to ciekawa alternatywa dla restauracji, szczególnie w dobie kryzysu. Nie co dzień mamy przecież okazję, żeby usiąść ze świetnym kucharzem przy stole i porozmawiać. Bez tłumów, kelnerów i krępujących gości. Za to z dobranym specjalnie na tę okazję menu, w domowej atmosferze i wśród otwartych ludzi.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...
WOJCIECH SADURSKIWOJCIECH SADURSKI

"Oskarżenie przez TVPiS jest potężnym przyznaniem się do bezradności argumentacyjnej...". Jak podały media, znalazłem się w znakomitym gronie osób, które TVPiS zamierza ścigać karnie za opinie, dotyczące związku między uprawianą przez tę telewizję propagandą a stworzeniem atmosfery, sprzyjającej mordowi w Gdańsku...

"Jesteście wypier****". [b]Dziennikarz opowiada nam, jak wygląda praca w TVP[/b]
POLECAMY

"Jesteście wypier****". Dziennikarz opowiada nam, jak wygląda praca w TVP

[b]Owsiak nie puści tego płazem TVP. [/b]"Przez dwa lata to były programy nienawiści"

Owsiak nie puści tego płazem TVP. "Przez dwa lata to były programy nienawiści"