Porażka lotniska w Modlinie
Klęska lotniska w Modlinie. Zima rozłożyła ich na łopatki a pasażerowie przez kilkanaście godzin czekali na loty Fot. TikTok

31 grudnia dla wielu podróżnych miał być dniem rozpoczęcia wymarzonych zimowych wakacji. Niejedna osoba obecna w terminalu marzyła o wieczornej imprezie i pokazie fajerwerków. Lotnisko w Modlinie urządziło im jednak szkołę przetrwania. Z niemocy w pewnym momencie ludzie zaczęli skandować "pomocy".

REKLAMA

Nawet 17 godzin na lotnisku w Modlinie koczowali pasażerowie czekający na swoje loty. Porażka i katastrofa to chyba jedyne słowa, jakimi można opisać to, co działo się w sylwestra w tamtejszym terminalu. Ludzie siedzieli na podłodze i pod ścianami, nie mając pojęcia, kiedy i czy w ogóle polecą. A za horrendalne opóźnienia nie dostaną ani złotówki.

Armagedon i katastrofa. Lotnisko w Modlinie zawiodło pasażerów na każdym froncie

Już w sylwestra informowaliśmy, że z powodu wtorkowych śnieżyc lotnisko w Modlinie musiało wstrzymać działalność. 31 stycznia do ok. godziny 11:30 nie startowały stamtąd żadne samoloty, ale ludzie, którzy mieli zaplanowane loty od 5 rano, i tak musieli stawić się na miejscu 2 godziny przed startem.

Tablica pokazująca rozkład lotów w systemie Flightradar24.com przypomina krajobraz po bitwie. Loty opóźnione o 8-10 godzin były tam normą. Tyle na swój start czekali pasażerowie Ryanaira lecący na Maltę, do Brukseli, Rzymu czy Aten. A do tego wyniku trzeba doliczyć jeszcze wspomniane 2 godziny, które trzeba było spędzić na nadaniu bagażu i kontroli bezpieczeństwa.

Fatalnymi rekordzistami są pasażerowie lecący z Modlina na Maltę lotem FR4055 i do Lizbony (FR2263). Samolot do Portugalii miał wystartować o 6:20, a ten na śródziemnomorską wyspę o 6:50. Ostatecznie pasażerowie na zaplanowane urlopy ruszyli kolejno o 21:27 (Lizbona) i 21:59 (Malta). To ponad 15 godzin opóźnienia. Dodając dwie na lotniskowe formalności, to aż 17 godzin koczowania w blaszanym terminalu.

Pasażerowie w Modlinie nie wytrzymali. Zaczęli skandować "pomocy"

Sytuacja na lotnisku była fatalna. Paradoksalnie o szczęściu mogli mówić ci, których loty opóźniły się o 1-3 godziny. Wizz Air widząc, co się dzieje, po prostu odwołał swoje połączenia do Mediolanu, Sofii czy Aten. Pasażerowie Ryanaira musieli natomiast cisnąć się w klaustrofobicznym terminalu, czekając na dalsze komunikaty.

Sieć obiegły liczne nagrania z lotniska. Widać na nich, że ludzie byli tam ściśnięci niczym sardynki w puszcze. Każdy kawałek podłogi został wykorzystany jako miejsce do siedzenia, bo terminal ten nie słynie z dużej liczby krzeseł dla podróżnych. Poziom frustracji i bezradności zgromadzonych tam ludzi w pewnym momencie sięgną zenitu. Zaczęli oni skandować "pomocy".

Pod filmami pokazującymi ten moment od razu pojawiły się negatywne komentarze. "Jakiej pomocy?", "ciemnota", "nie polecieli imprezować", "a kto was tam siłą trzymał" – to tylko kilka z licznych głosów. Szkoda tylko, że ci "domorośli eksperci" nie rozumieli, że opuszczenie terminala oznaczałoby rezygnację z podróży i utratę pieniędzy. A jak wiadomo, loty i noclegi w okresie sylwestra nie są tanie.

Dodatkowo żadnemu z podróżnych, którzy nawet przez kilkanaście godzin koczowali w fatalnych warunkach na lotnisku, nie przysługuje odszkodowanie. Paraliż był spowodowany pogodą, a w zasadzie zbyt powolnym usuwaniem śniegu z pasa startowego, dróg kołowania i miejsc postojowych dla samolotów. Odszkodowanie należy się natomiast tylko wtedy, kiedy lot opóźniony jest z winy linii lotniczej.