
Polskie seriale kryminalne od kilku lat trzymają bardzo wysoki poziom – i nie chodzi już tylko o solidne procedurale. Coraz częściej dostajemy mroczne thrillery z charakterem, pełnokrwistych bohaterów i świetne historie, które nie pozwalają się oderwać aż do napisów finałowego odcinka. To właśnie do tych tytułów lubię wracać. Wybrałam trzech moich ulubieńców.
Polski kryminał ma dziś wiele twarzy. Obok klasycznych policyjnych śledztw pojawiają się seriale zanurzone w historii, społecznym kontekście albo inspirowane nordic noir. Twórcy coraz odważniej sięgają po trudne tematy, dbają o klimat i realizację, a zbrodnia przestaje być celem samym w sobie – staje się punktem wyjścia do opowieści o państwie, ludziach i systemie. To naprawdę dobry czas dla fanów gatunku z Polski.
3 polskie seriale kryminalne, które warto obejrzeć
Trzy poniższe tytuły są dla mnie najlepszym dowodem, że polskie seriale kryminalne mają się naprawdę dobrze. Wszystkie obejrzycie w streamingu.
"Rojst", "Rojst '97" i "Rojst: Millenium" (Netflix)
To jedna z najmocniejszych pozycji w historii polskich seriali kryminalnych – i zdecydowanie coś więcej niż tylko zagadka do rozwiązania. "Rojst" Jana Holoubka ("Wielka woda", "Heweliusz") zabiera widzów do Polski na styku epok: końcówki PRL-u, lat 90. i początku XXI wieku, pokazując świat, w którym zbrodnia splata się z polityką, historią, układami i moralnym rozkładem państwowych instytucji.
Jednym z największych atutów serialu jest mroczna i gęsta atmosfera, ale filmowa jakość realizacji, znakomita scenografia i wyraźne inspiracje noir również sprawiają, że "Rojst" ogląda się jak dobrze napisany, wielogodzinny film. Do tego dochodzi kapitalna obsada – Dawid Ogrodnik, Andrzej Seweryn, Magdalena Różdżka, Janusz Gajos, Łukasz Simlat, Piotr Fronczewski i cała plejada znanych nazwisk.
To serial, który nie tylko wciąga, ale też opowiada bardzo gorzką historię o Polsce. Bez dwóch zdań czołówka polskiego kryminału, a drugi i trzeci sezon są jeszcze lepsze od pierwszego.
"Odwilż" (HBO Max)
"Odwilż" w reżyserii Xawerego Żuławskiego ("Kulej. Dwie strony medalu") to przykład nowoczesnego, stylowego kryminału, który wcale nie ukrywa, że czerpie inspiracje ze skandynawskich hitów. Robi to jednak z wyczuciem i wciąż zachowuje własny charakter.
W pierwszym sezonie detektyw Zawieja (Katarzyna Wajda) prowadzi śledztwo w sprawie zaginionej dziewczynki, w drugim bada zabójstwo młodego chłopaka, a w trzecim usiłuje rozpracować dilerów stojących za epidemią fentanylu w szczecińskich liceach. Każda z tych spraw okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana i sięga głębiej – w serialu przewija się handel ludźmi, gangsterzy i przemyt narkotyków.
"Odwilż" jest naprawdę świetnie zrealizowana, a zdjęcia, muzyka i tempo narracji są na światowym poziomie. Jest surowo i momentami boleśnie realistycznie, a wątek obyczajowy – skupiony na prywatnym życiu Zawiei – został napisany wiarygodnie, emocjonalnie i bez tandety.
I chociaż drugi sezon jest słabszy od pierwszego, to już trzeci jest najlepszy z całej serii. Dodam tylko, że hit HBO Max zainteresował też widzów spoza Polski – wcale się nie dziwię.
"Wataha" (HBO Max)
"Wataha" to nie tylko jeden z najlepszych polskich seriali kryminalnych, ale też jeden z najbardziej "międzynarodowych" – zarówno pod względem tematyki, jak i realizacji. Nie jest to zresztą klasyczny kryminał, lecz wciągająca mieszanka thrillera, sensacji i politycznego dramatu.
Akcja rozgrywa się w Bieszczadach, na pograniczu Polski i Ukrainy, gdzie straż graniczna mierzy się z przemytem, korupcją i zagrożeniami o znacznie większej skali niż lokalna zbrodnia. Dzika, surowa przyroda kontrastuje tu z brutalnością świata przedstawionego, intryga jest zawiła, napięcie trzyma od początku do końca, a Leszek Lichota daje aktorski popis.
To produkcja ostra, dynamiczna, znakomicie zrealizowana, ze świetnym scenariuszem – bez kompleksów mogłaby rywalizować z zagranicznymi hitami. Wszystkie trzy sezony są świetne, a ci, którzy "Watahy" nie widzieli, powinni szybko ją nadrobić. Warto.
Zobacz także
