
Prawie 7 tys. nauczycieli może w ciągu wakacji stracić pracę – wynika z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej. To spora część z 400 tys. osób, które w Polsce ten zawód wykonują. Ale zwolnienia są efektem niżu demograficznego (w 6 lat ubyło ponad 1 mln uczniów) i oszczędności, jakie na samorządach wymusza minister finansów.
Według ankiet przesłanych przez dyrektorów szkół nowego roku szkolnego nie rozpocznie ok. 6,8 tys. nauczycieli – informuje "Gazeta Wyborcza". To druga tak potężna fala zwolnień, która dotknęła tę liczącą 400 tys. osób grupę zawodową. W polskim systemie edukacji pieniądz idzie za uczniem, więc środków na utrzymanie szkół jest coraz mniej. To efekt niżu demograficznego – od 2005 r. do 2011 r. ze szkół ubyło 1,1 mln uczniów. Gmin nie stać na podnoszenie jakości, przez tworzenie mniejszych klas, bo same są pod presją Ministerstwa Finansów.
MEN uspokaja, że przecież część nauczycieli nie wyląduje na bruku, ale przejdzie po prostu na emeryturę, znajdzie pracę w szkołach niepublicznych albo wróci do pracy, jeśli nabór na nowy rok szkolny przekroczy założenia dyrektora szkoły. Ale z badań Ośrodka Rozwoju Edukacji wynika, że rzeczywistość jest mniej kolorowa. Nauczyciele znajdują pracę, ale raczej na budowach (tak jest na Podkarpaciu) albo poza granicami kraju (emigrują głównie nauczyciele z województw zachodnich).
Na poprawę jakości kształcenia pieniędzy brak, a wszystko wskazuje na to, że byłaby ona bardzo potrzebna.
Czytaj także:
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
