
Patryk Vega obiecywał inwestorom filmowy skok na światowy rynek i zyski, jakich polskie kino jeszcze nie widziało. Miało być globalnie, przełomowo i bezpiecznie. Zamiast tego jest śledztwo prokuratury, lawina rozczarowanych inwestorów i film, który widzowie ocenili na 2,2/10 na Filmwebie. "Putin" okazał się nie tylko niewypałem – dla wielu stał się finansowym koszmarem.
Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Wrocław-Śródmieście. Śledczy badają, czy reżyser wprowadzał inwestorów w błąd, obiecując im nawet 700 proc. zysku z udziału w produkcji i dystrybucji filmu.
"Putin" miał być pierwszym w pełni międzynarodowym projektem Vegi – produkcją wyświetlaną "od USA po Azję", przygotowaną na "potencjalnie sto rynków". Podczas zamkniętych spotkań online z inwestorami reżyser przekonywał, że film kosztował 10 mln dolarów, a według amerykańskich ekspertów jest wart 50 mln. Padały liczby rzędu 250–300 mln dolarów potencjalnych przychodów.
Ryzyko? Według Vegi – minimalne. Film miał mieć "poduszkę powietrzną": sprzedaż praw do serialu, emisje telewizyjne, VOD, samoloty, promy, nośniki fizyczne. Brzmiało jak inwestycyjny samograj. Jeden z uczestników spotkań podsumował to wprost: "Czytając i słuchając pana, można stwierdzić, że sukces filmu jest gwarantowany".
Film "Putin" Patryka Vegi okazał się klapą. Inwestorzy są wkurzeni
Problem w tym, że nic z tej wizji się nie zmaterializowało. "Putin" trafił do kin w styczniu 2025 roku. Reakcje były druzgocące. Widzowie i krytycy nie zostawili na filmie suchej nitki, a 2,2/10 na Filmwebie mówi więcej niż tysiąc słów. Nawet osoby z branży filmowej przyznawały anonimowo "Wyborczej", że owszem – technologicznie produkcja wygląda nieźle, ale fabuła kompletnie nie działa.
Sale kinowe świeciły pustkami. W USA, które miały być kluczem do finansowego sukcesu, wpływy z biletów wyniosły nieco ponad 20 tys. dolarów. To kwota symboliczna – zwłaszcza wobec milionowych obietnic. Kilka dni po polskiej premierze inwestorzy usłyszeli, że umowa na amerykańską dystrybucję została rozwiązana. Vega tłumaczył to "politycznymi naciskami" i wycofaniem się sieci kin.
Promocja filmu w USA miała kosztować 5 mln dolarów. Połowę – według zapowiedzi –miała wyłożyć amerykańska firma specjalizująca się w promocji dużych produkcji. Ostatecznie dystrybucją zajęła się mało znana spółka Horizon Events z Wyoming, założona… w czerwcu 2024 roku. Czyli już po tym, jak Vega zaczął zbierać pieniądze od inwestorów.
Profil firmy w mediach społecznościowych? Wyłącznie wpisy o filmie "Putin". Na pytania "Wyborczej" – brak odpowiedzi.
Sobowtór Putina też zainwestował. I czuje się oszukany
Jedną z kluczowych postaci tej historii jest Sławomir Sobala, odtwórca głównej roli. Aktor – znany z fizycznego podobieństwa do Władimira Putina – sam zainwestował w projekt, do czego namówił go reżyser.
– Oczarował mnie. Zaufałem mu – mówi Sobala w rozmowie z "Wyborczą". Jak relacjonuje, Vega przekonywał go, że to wyjątkowa okazja i "ostatnia szansa", bo chętnych jest wielu. O ryzyku – według aktora – nie było mowy.
Po premierze narracja diametralnie się zmieniła. Patryk Vega miał napisać do niego: "Moja prywatna konstatacja jest taka, że w przyszłości powinieneś skupiać się na inwestycjach o minimalnym poziomie ryzyka". – Szkoda, że nie usłyszałem tego przed podpisaniem umowy – komentuje Sobala, który zawiadomił prokuraturę. Jego prawnicy uznali, że umowa jest skrajnie niekorzystna dla inwestora, a prognozy finansowe były "czystą fikcją".
Jak ujawnia "Wyborcza", w równolegle toczących się sprawach dotyczących wcześniejszego filmu "Small World" (gdzie inwestorem był m.in. Marcin Gortat), Vega w sądzie przyznawał coś zupełnie innego niż na webinarach. – Biznes filmowy to bardzo ryzykowny biznes. 50 procent moich filmów poniosło porażkę, nie zwracając kapitału – zeznawał w październiku 2024 roku.
Dokładnie wtedy, gdy przed inwestorami filmu "Putin" roztaczał wizję spektakularnych zysków z amerykańskiej dystrybucji.
Mimo śledztwa i fatalnego odbioru "Putina", Patryk Vega nie zniknął. Jak opisuje "GW", reżyser znów zaprasza potencjalnych inwestorów na indywidualne rozmowy online dotyczące "utworu audiowizualnego z myślą o sprzedaży międzynarodowej". Szczegóły? Brak. Konkretów? Brak. Vega nie pojawił się nawet na umówionym spotkaniu z dziennikarzem "Wyborczej".
