Polska wojna na ogrzewanie. Przypadkowo ją odkryłam i zdębiałam
Polska wojna na ogrzewanie. Przypadkowo ją odkryłam i zdębiałam Fot. Shutterstock/montaż naTemat

Przez wielki mróz, który dopadł Polskę, odkryłam, jak bardzo Polacy są podzieleni ws. ogrzewania. A zaczęło się od zdjęć pomp ciepła – skutych lodem, zmrożonych, ozdobionych soplami, które obiegły internet. "Wróciły mrozy po -20 i rano w domu miałem dzięki pompie ciepła 15 stopni", "U mnie padła pompa, nie grzeje w ogóle, w domu 12 stopni" – zaczęłam czytać. A to był dopiero początek...

REKLAMA

Zima trzyma już od sylwestra. Mróz coraz bardziej daje nam się we znaki, padają rekordy niskiej temperatury, jakiej nie pamiętamy od lat. Mieszkańcy bloków raczej mają święty spokój – o ciepło na ogół nie muszą się martwić. Ale w domach jednorodzinnych większość przeżywa gehennę, jak ogrzać dom. I nie zapłacić za to majątku.

Od razu uprzedzę. Nie jestem specjalistką. Zdjęcia zmrożonych pomp ciepła po ludzku mnie zmroziły, a w sieci jest ich wysyp. Szybko jednak okazało się, że nie jest to ogólna tendencja. Te oblodzone – jak czytam – mogły być źle zamontowane, źle ustawione lub mogła to być wina samych urządzeń.

Jednak przy okazji okazało się też, że nie miałam zielonego pojęcia o tym, że zwolennicy różnych form ogrzewania aż tak ze sobą wojują. I tu powiem krótko – szok.

Wojna na ogrzewanie. "Nie rozumiem tej wojny", "Kogo obchodzi, kto czym grzeje?"

Na forach internetowych dosłownie wrze. Jest rozpacz z powodu tegorocznych rachunków za ogrzewanie – to inny rodzaj emocji, więcej o tym pisaliśmy tutaj. Ale ludzie dzielą się też na zwolenników i przeciwników pomp, gazu czy węgla. Na pompiarzy, pelleciarzy, ekogorszkowców, gazowników. Ogrom kpi i szydzi z siebie nawzajem. A niektórzy tak rzucają się sobie do gardeł, jakby walczyli na śmierć i życie.

Byle tylko udowodnić, że "moje ogrzewanie jest lepsze i tańsze".

"I jak tam pompiarze? Jak wasza temperatura w domu? Czy już co dzień serwis u was zamieszkał na stałe, bo pompa zamarzła albo zepsuta przy -12? Poczekajcie na rachunek za prąd, to wtedy dopiero się rozgrzejecie" – czytam i nie dowierzam.

To wojna na całego. Nasze polskie podwórko. Byle dogryźć, wbić szpilę, wyśmiać. Choć każdemu chyba zależy na tym samym, czyli żeby wszystkim było ciepło?

Oto głos z jednej dyskusji na lokalnym forum. "Po przeczytaniu komentarzy jedyny wniosek, jaki przychodzi do głowy, to że społeczeństwu już nawet wojna niepotrzebna. Jeszcze trochę i się sami pozabijacie z powodu źródła ciepła, marki auta albo koloru skarpetek... Nikt nikomu nie życzy dobrze, tylko czeka, aż drugiemu będzie gorzej".

Pod nim dziesiątki komentarzy, że święta racja, że ludzka głupota nie zna granic, że dominuje zazdrość chciwość i straszne, co się dzieje.

"Nie rozumiem tej wojny. Chcesz mieć pompę, super. Chcesz mieć piec na ekogroszek, to miej...", "Nie mam pojęcia, dlaczego robicie ciągle nagonkę na te pompy ciepła", "Skąd w ludziach tyle jadu i złości" – czytam dalej.

Albo: "Czytam te komentarze i przeraża mnie, jak społeczeństwo jest ograniczone intelektualnie. Jeden grzeje kopciuchem, drugi gazem a inni pompą, co to kogo obchodzi? Najwięcej mają do powiedzenia ci, co nie mają pojęcia o pompach".

Żeby jeszcze bardziej zobrazować to wojenne zjawisko, zacytujmy taką krótką wymianę zdań:

A: "Zastanawiam się, co kogo obchodzi, kto czym grzeje? Niech każdy pilnuje siebie, bo nikt za nikogo nie płaci".

B: "Obchodzi, obchodzi. To właśnie pompiarze mają się za coś lepszego i przeszkadza im każdy dymek".

Albo taka reakcja: "Pompiarze nie mieli litości dla 'węglarzy i kominkowców'... To oni dali przyzwolenie na ten cyrk...".

I tak bez końca.

Jedni zachwalają pompy ciepła, inni marudzą

I tu wracamy do pomp ciepła. W czasie obecnych mrozów one generują największe dyskusje. W ostatnich dniach media donosiły już o rekordowych rachunkach za prąd, które dostają właściciele pomp. Nie pierwszy raz. Bartosz Godziński w naTemat.pl pisał już we wrześniu 2025, że pompy ciepła przez ostatnie lata biły rekordy popularności, ale cały czar prysł, gdy okazało się, że niektórym przychodziły horrendalne rachunki. A nowym, bezkonkurencyjnym liderem stały się kotły na biomasę.

Jednak dziś emocje podkręcają też zdjęcia zamarzniętych urządzeń, jak to poniżej i relacje ludzi, że mają po kilkanaście stopni ciepła w domach.

A także kpiące oceny, na przykład taka: "Chodzi o to, że zachwalane pompy ciepła zweryfikował pierwszy mróz. To źródło ciepła nie nadaje się na polskie warunki, co pokazała ta zima i nie ma tu wyjątków". 

Ale odzew osób zadowolonych z pomp też jest ogromny. Piszą, że mają w domach ciepło jak nigdy. Zero problemów. Spokój. Czysto. Niskie rachunki.

Na dowód wrzucają zdjęcia stacji pogodowych. Na zewnątrz -24 stopnie, w środku +25.

"Mam pompę ciepła 4 lata i świetnie sobie daje radę", "Moja pompa dobrze się sprawuje, grzałka się nie włącza, a w domu ciepło, nie trzeba nosić węgla ani drzewa. Nie kopci, nie kurzy się", "PC to najlepszy wybór ogrzewania, jaki zrobiłam przy budowie domu. Jestem mega zadowolona. W domu mam 23-24 stopnie ciepła" – piszą.

Z kolei eksperci tłumaczą, że wysokie rachunki odczują w tym roku wszyscy.

Zabawa wokół ogrzewania. Jak w piaskownicy

Czy do wszystkich taki przekaz dociera, trudno powiedzieć. Patrząc na to, co dzieje się w sieci, widać, ilu ludzi ma wielki ubaw z problemów i bolączek innych.

Ktoś nagrywa filmik, jak pali drewnem, ma w domu 27 stopni i drwi: "I co pompiarze?".

Ktoś inny pokazuje, że też ma 27 stopni: "Salon 94 mkw. mały kominek, a wy pompiarze ile macie???".

Na jednej z grup pojawiło się nawet zaproszenie do wspólnej modlitwy za to, żeby pompy przetrwały mrozy.

Ale w drugą stronę szpil też nie brakuje: "W nocy było -21 a w domu 22-23 stopnie ciepła. Pozdrawiam tych, co noszą wiadra z węglem".

Jakaś kobieta pisze: "Dom 270 m2, najlepszy osprzęt i pompa ciepła sprowadzana z zagranicy. Rachunki w zimie 300-350 zł. Pozdrawiam wszystkich peleciarzy i kopciucharzy. W domu przyjemne 21,5 stopnia".

Jak w piaskownicy. Choć może nie obrażajmy dzieci.

Czytaj także: