
Mogłoby się wydawać, że w 2026 roku świat motoryzacji zapomniał już o tradycyjnych napędach, a "ropniaki" trafiły do lamusa. Nic bardziej mylnego. Nowy Opel Astra właśnie wjeżdża do polskich salonów po liftingu i robi to w stylu, którego się nie spodziewałem. Przejrzałem konfigurator wzdłuż i wszerz i jedno muszę przyznać: ceny zmodernizowanej Astry potrafią wprawić w osłupienie, zwłaszcza gdy zestawimy ze sobą silnik diesla i nowoczesną hybrydę.
Zacznijmy od tego, co widać na pierwszy rzut oka. Opel Astra 6. generacji (oznaczenie L) już wcześniej wyglądał świeżo i to naprawdę była bardzo dobra konstrukcja, o czym już wcześniej niejednokrotnie pisałem.
Ale po modernizacji nabrał sznytu, którego brakowało mu w wersji przedliftowej. Niemcy postawili na detale, które robią robotę. Największa nowość? Podświetlane logo Opla, które dostajemy w standardzie. W połączeniu z nową sygnaturą świateł LED auto wygląda po zmroku jak z filmu science-fiction.
Do palety wskoczyły też dwa nowe lakiery: "konturowo biały" i "koniczynowo-zielony". Jeśli chcecie, żeby sąsiad z zazdrością zerkał przez płot, ten zielony jest strzałem w dziesiątkę, bo widziałem go już na zywo w Brukseli.
Ale prawdziwa magia dzieje się w środku. Opel od lat ma obsesję na punkcie kręgosłupów kierowców i tym razem nie jest inaczej. Fotele Intelli-Seats mają specjalne wgłębienie na środku siedziska, które odciąża kość ogonową. To rozwiązanie żywcem wyjęte z profesjonalnych kolarzówek, więc po przejechaniu 500 kilometrów wasze plecy naprawdę poczują różnicę.
Ten sam koszt?
Przejdźmy do konkretów, które najbardziej mnie zszokowały. Przez lata przyzwyczajono nas do narracji, że nowoczesna hybryda musi być wyraźnie droższa od klasycznego napędu, a diesel to ten tańszy, ale "brudniejszy" wybór. Tymczasem w cenniku Opla Astry na 2026 rok doszło do przedziwnej anomalii.
Sytuacja, w której diesel kosztuje tyle, co hybryda, to w dzisiejszych realiach rzadkość. Zazwyczaj dopłata do napędu spalinowo-elektrycznego zwala z nóg, a tutaj? Opel zagrał va banque. Jeśli szukasz oszczędności na trasie, wybierasz diesla. Jeśli kręcisz się wokół komina, to bierzesz hybrydę.
Portfel przy zakupie ucierpi niemal identycznie. To odważny ruch, który pokazuje, że tradycyjne jednostki napędowe wciąż mają w Rüsselsheim swoje miejsce, choć ich wycena to dziś czysta matematyka premium.
Ile kosztuje nowa Astra i którą wersję wybrać?
Więc do konkretów. Polskie ceny Opla Astry zaczynają się od 124 900 zł za bazową wersję Edition (diesel, hybrid). Jeśli jednak marzy wam się ogromny bagażnik (nawet 1634 litry!), to do wersji Sports Tourer, czyli kombi, musicie dopłacić równe 5 tysięcy złotych.
Oto jak prezentuje się hierarchia:
Mój werdykt? Jeśli planujecie zakup, odpuśćcie najtańszą wersję. Wersja GS jest tym złotym środkiem, którego szukacie. Za dodatkowe 10 tysięcy złotych względem bazy dostajecie dwustrefową klimatyzację, elektrycznie składane lusterka i fotel kierowcy z taką regulacją lędźwi, że zapomnicie o wizytach u fizjoterapeuty.
