
To koniec szalonej jazdy bez trzymanki, jaką zaserwowali nam producenci z Państwa Środka. Chiński rząd właśnie pociągnął za hamulec ręczny, i to z taką siłą, że w całym Pekinie czuć swąd palonej gumy. Jeśli myśleliście, że wojna cenowa w Chinach będzie trwać wiecznie, a auta będą tanieć do poziomu paczki ryżu to mamy dla was kubeł zimnej wody.
Stało się to, o czym plotkowano od miesięcy. State Administration for Market Regulation (SAMR), czyli chiński urząd do spraw regulacji rynku, wydał oficjalne wytyczne, które weszły w życie 12 lutego 2026 roku. Przekaz jest krótki: koniec z dumpingiem. Producentom zakazano sprzedaży samochodów poniżej kosztów produkcji.
I nie mówimy tu tylko o podstawowej cenie z fabryki. Chińczycy sprytnie zamknęli furtki, wliczając w koszt całkowity również administrację, marketing, a nawet koszty finansowe. To cios w samo serce strategii wielu marek, które przez ostatnie lata stosowały metodę spalonej ziemi, byle tylko wygryźć konkurencję z rynku.
BYD traci, Tesla czeka
Dlaczego Pekin zdecydował się na tak drastyczny krok właśnie teraz? Spójrzcie na liczby, bo one nie kłamią. W styczniu 2026 roku sprzedaż samochodów osobowych w Chinach spadła o 19,5 proc. rok do roku. Rynek po prostu zaczął zjadać własny ogon.
Nawet gigantyczny BYD, który w 2025 roku zdetronizował Teslę pod względem sprzedaży elektryków, poczuł ten bolesny uścisk. W styczniu firma dostarczyła 210 051 pojazdów, co oznacza potężny zjazd o 30,1 proc. w porównaniu do ubiegłego roku.
Marże stopniały do poziomu, który zaczyna przerażać inwestorów, a zysk w trzecim kwartale 2025 roku spadł o 30 proc. po raz pierwszy od ponad trzech lat.
Lokalne stowarzyszenia branżowe podają, że agresywna wojna cenowa w Chinach doprowadziła do strat w całym sektorze szacowanych na 471 miliardów juanów (ok. 68 miliardów dolarów) w ciągu ostatnich trzech lat.
BMW i Mercedes nie zostają w tyle
Co ciekawe, w ten morderczy taniec dały się wciągnąć nawet marki premium. Na początku stycznia BMW obniżyło ceny aż 31 modeli sprzedawanych w Chinach. Rekordzistą został elektryczny model i7 M70L, którego cena spadła o niebagatelne 301 000 juanów (to ponad 160 tys. złotych!).
Teraz takie ruchy będą pod lupą. Nowe prawo uderza też w układanie się z dostawcami (koniec z wymuszaniem 15-procentowych rabatów pod groźbą braku zapłaty) oraz w kreatywną księgowość dealerów. Koniec z dumpingiem oznacza, że cena nowego samochodu musi wreszcie zacząć odzwierciedlać jego realną wartość, a nie tylko ambicje prezesów w Excelu.
Czy to oznacza koniec tanich aut z Chin w Polsce? To pytanie, które zadaje sobie każdy, kto planował zakup MG, BYD czy Xiaomi w 2026 roku.
Choć zakaz dotyczy rynku wewnętrznego, to sygnał jest jasny, że Chińczycy muszą zacząć zarabiać. Skoro nie mogą już dobić konkurencji ceną u siebie, całą agresję skierują na eksport samochodów. Jeśli doliczyć cła i inne koszty, to pewnie odbije się to na cenach w Polsce.
