
Niespodziewany dalszy ciąg historii z Kielna – tej z nauczycielką i krzyżem w roli głównej. Anglistka wróciła do pracy, tymczasem stanowisko straciła właśnie... sołtyska sąsiedniej wsi Bojano. Mieszkańcom nie spodobał się bowiem między innymi jej udział w manifestacji środowisk prawicowych przed szkołą w Kielnie. Ale w tle tej historii jest i inny krzyż, o który również wybuchła awantura, być może nawet bardziej kuriozalna niż ta z halloweenowym gadżetem.
Afera o krzyż w Kielne ma swój ciąg dalszy
Afera o krzyż, wyrzucony przez nauczycielkę do kosza na śmieci w szkole w kaszubskim Kielnie, rozgrzała polityczne emocje do czerwoności na początku roku. Szybko jednak okazało się, że sprawa jest dęta, bo wcale nie chodziło o zerwanie ze ściany poświęconego symbolu religijnego, który wisiał w sali lekcyjnej od lat, co podnosili inicjatorzy protestów. Sprawa była o wiele bardziej błaha, bo krzyż okazał się gadżetem dołączonym do imprezowego stroju zakonnicy, a uczniowie, którym anglistka go zabrała, sami wykorzystywali go do robienia sobie żartów.
Komisja dyscyplinarna przy wojewodzie pomorskiej cofnęła decyzję dyrektorki szkoły w Kielnie o zawieszeniu nauczycielki, ta wróciła do pracy, choć wisi jeszcze nad nią prokuratorskie śledztwo i postępowanie rzecznika dyscyplinarnego. Tymczasem echa afery o krzyż w Kielnie bardzo mocno odbiły się w Bojanie, innej dużej wsi w powiecie wejherowskim. Jej sołtyska Agnieszka Bubacz pojawiła się 8 stycznia przed szkołą w Kielnie na manifestacji organizowanej między innymi przez Konfederację Korony Polskiej i Ruch Obrony Granic. Zabrała tam publicznie głos w imieniu swojej wsi, co – jak się potem okazało – przelało czarę goryczy u mieszkańców Bojana.
W Bojanie też kłócili się o krzyż
Zanim jednak opowiem o tym jak sołtyska Bojana straciła stanowisko, przenieśmy się do początku grudnia ubiegłego roku. Jest kilka dni przed incydentem w szkole w Kielnie. W centrum wsi Bojano, kilka metrów od dużego drewnianego krzyża-kapliczki, staje sporych rozmiarów biały, podświetlany nocą napis "BOJANO". Podobny do tych jakie znamy z centrów wielu polskich czy europejskich miast. Sprawę postanawia nagłośnić sołtyska Agnieszka Bubacz.
"Drodzy mieszkańcy, jak widać prowokacjom nie ma końca... Bez mojej zgody został ustawiony obok krzyża napis 'Bojano'. Nie jestem inicjatorem tego działania. Nie jest to miejsce na jakiekolwiek napisy, fajerwerki czy inne oprócz zachowania godności i powagi tego miejsca rzeczy. Przykro patrzeć na takie działania. Osoby odpowiedzialne za montaż tego napisu proszę w trybie pilnym o jego usunięcie" – pisze 7 grudnia na swoim sołtysowym profilu na Facebooku Agnieszka Bubacz.
Dostaje w odpowiedzi głównie krytyczne komentarze: "może napis Las Vegas mógłby oburzać, ale nie Bojano", "dobrze to wygląda i nie sądzę żeby komuś to przeszkadzało", "jeśli kogoś obraża nazwa własnej miejscowości to może czas na przeprowadzkę?".
I może historia z krzyżem i napisem "BOJANO" zyskałaby większy rozgłos, gdyby nie to, że zbliżał się okres świąteczny, a po nim eksplodowała afera wokół nauczycielki z Kielna. Agnieszka Bubacz postanowiła nie patrzeć na nią biernie i wzięła aktywny udział w manifestacji, która skończyła się próbą wtargnięcia przed manifestujących na teren kielnieńskiej podstawówki. Dla mieszkańców Bojana wejście ich sołtyski w taką rolę przelało czarę goryczy i rozpoczęli zbiórkę podpisów pod wnioskiem o odwołanie jej z funkcji.
Zobacz także
W czwartkowy wieczór odbyło się zebranie sołeckie i stało się. Na 452 obecnych mieszkańców Bojana aż 390 osób zagłosowało za odwołaniem Agnieszki Bubacz z funkcji. Sołtyska sama poinformowała o tym w mediach społecznościowych.
"Wiem, że na Was Drodzy mieszkańcy od wielu lat zawsze można było i nadal można liczyć, za Wasze towarzyszenie i wierność serdecznie dziękujemy. W naszych staraniach i działaniach dla Państwa nie ustajemy, dla Was ten trud kontunuowaliśmy w kolejnej kadencji i zawsze możecie na nas liczyć" – napisała na swoim profilu "Sołtys Bojano", którego nazwę od razu zmieniła na "Radna Bojano-Gmina Szemud" (pani Bubacz była jednocześnie sołtyską i radną).
Kaszubi nie chcą wojny kulturowej
W wielu tekstach i reportażach wokół afery o krzyż w Kielnie pisano o "konserwatywnych Kaszubach", w których ma rzekomo rozgrywać się kulturowa wojna o polską wiarę i tradycję. Mało kto jednak zwrócił uwagę na to, że zarówno Kielno, jak i Bojano, to dziś bardzo duże wsie leżące praktycznie pod Gdańskiem i Gdynią, do których wprowadza się bardzo wiele osób chcących odetchnąć od miejskiego zgiełku. To dlatego na słynnej manifestacji przed szkołą w Kielnie prawie nie było "lokalsów", był za to chociażby Robert Bąkiewicz czy politycy PiS i Korony z Gdyni, Pucka czy Lęborka.
Lokalne społeczności wtedy wolały siedzieć cicho, wiedząc że i tak zostaną zakrzyczani przez gorące głowy prawicowych aktywistów. Teraz postanowiły wyrazić swoje zdanie, i to w bardzo konkretny sposób, bo poprzez głosowanie. Bojano jasno powiedziało: na ideologiczne wojny miejsca u nas nie ma.
