
– Zaskoczyło mnie, że wydarzyło się to tak blisko, że ta historia jest tak namacalna. Nie gdzieś w głębi Polski czy w innym kraju, ale u nas, i to w szkole, do której chodziły moje dzieci. To było dla mnie tak szokujące, że aż wbiło mnie w fotel – nie kryje emocji Magdalena Dziurdzia, malarka z okolic Kielna. Rozmawiam z uczestnikami pikiety zorganizowanej w obronie krzyża. Następnego dnia dzięki pomocy KPP w Wejherowie oraz tamtejszej prokuratury dowiaduję się, że jednak to nie typowy krucyfiks trafił do kosza.
Tekst powstaje w czwartek. Tego dnia trwa pikieta w obronie krzyża. O sprawie rozpisują się media w całej Polsce. Jedni piszą, że był to krucyfiks, inni, że to przedmiot w kształcie krzyża z drukarki 3D. Nie lubię niedomówień. Nie zamierzam bawić się w domysły i zgadywanki.
W piątkowy poranek kontaktuję się z Komendą Powiatowej Policji w Wejherowie. Rzeczniczka nie może udzielić informacji na temat krzyża, bo nie ma jeszcze opinii biegłego. Ale za zgodą Prokuratury Rejonowej w Wejherowie przesyła mi zdjęcie zabezpieczonego dowodu.
Dla jednych będzie to "przedmiot przypominający krzyż". Dla innych: ważny symbol religijny, święty przedmiot.
Adelę Czaplińską udaje mi się złapać w drodze. Rolniczka i niezależna polityczka wraca właśnie z Kielna do Starogardu Gdańskiego, gdzie mieszka. Brała udział w pikiecie w sprawie znieważenia krzyża. Nie zniechęciły jej ani kilometry do pokonania, ani trudne warunki pogodowe.
Krzyż ze szkoły w Kielnie w koszu. "Mamy do czynienia z chamstwem"
W Kielnie (gm. Szemud, powiat wejherowski) panował duży mróz, ale za to atmosfera gorąca. W czwartkowy poranek pod Szkołą Podstawową im. Bohaterów Westerplatte zgromadzili się politycy, rodzice i dziadkowie uczniów. Przyszli wyrazić swoje oburzenie. Choć Adela Czaplińska nie jest częścią lokalnej społeczności, zdecydowała się przyjechać na pikietę.
Chodzi o zdarzenie z 15 grudnia w jednej z klas siódmych. Nauczycielka języka angielskiego miała poprosić uczniów o zdjęcie krzyża wiszącego na ścianie. Gdy dzieci odmówiły, nauczycielka sama zdjęła krzyż i wyrzuciła go do kosza (z oświadczenia wójta można wnioskować, że krzyż stanowił wyposażenie sali, jednak czekam jeszcze na potwierdzenie ze szkoły – przyp. red.)
W niewielkim Kielnie sprawa szybko wywołała poruszenie. Zarówno rodzice uczniów, jak i inni mieszkańcy miejscowości uznali to za profanację. Podkreślają, że niezależnie od osobistych poglądów nauczyciela, szkoła nie powinna być miejscem takich gestów. To – ich zdaniem – godzi w wiarę uczniów i ich rodzin.
Pikietę w obronie krzyża zorganizowały lokalne struktury Konfederacji Korony Polskiej. Inicjatywa wyszła od Konrada Niżnika, przewodniczącego okręgu Gdynia. Wzięły w niej udział lokalne struktury Ruchu Narodowego, Ruchu Obrony Granic, przedstawiciele PiS-u, ale także zwykli Polacy.
– Nie przyszłam tu bronić krzyża jako gorliwa katoliczka, lecz małego człowieka, który przede wszystkim powinien być uczony szacunku do prawa i konstytucji – mówi mi Adela Czaplińska. – A w tej sprawie doszło do złamania prawa. Naszym obowiązkiem jest dopilnować, by było ono przestrzegane także wobec dzieci.
Adela Czaplińska
rolniczka, niezależna polityczka
Jak dodaje, sytuacja mogła zostać rozwiązana inaczej. – Nie byłoby problemu, gdyby załatwiono to w sposób kulturalny. Tymczasem mamy do czynienia z chamstwem – ocenia wyrzucenie krzyża do śmietnika.
Uczestnicy pikiety przyszli z flagami i transparentami, na których widniały hasła, m.in. "Nie zdejmę krzyża z mojej ściany – za żadne skarby świata", "Niszczenie krzyża to brak tolerancji", "Krzyż – fundament mojej wiary", "Bóg, Honor, Ojczyzna", a także z różańcami i drewnianymi krucyfiksami. Modlili się i zaśpiewali Rotę.
Wśród nich była także Magdalena Dziurdzia, miejscowa artystka. Jak mówi, na początku nie mogła uwierzyć, że sytuacja wydarzyła się naprawdę. – Na początku myślałam, że to fejk, że ktoś puścił taką informację tylko po to, żeby ośmieszyć katolików i wywołać zamieszanie – tłumaczy. – Zaskoczyło mnie, że wydarzyło się to tak blisko, że ta historia jest tak namacalna. Nie gdzieś w głębi Polski czy w innym kraju, ale u nas, i to w szkole, do której chodziły moje dzieci. To było dla mnie tak szokujące, że aż wbiło mnie w fotel – dodaje.
Dziurdzia podkreśla, że nie miała wątpliwości, że powinna wziąć udział w pikiecie i bronić krzyża. Zajmuje się pisaniem ikon i jest osobą wierzącą.
– Poczułam, że mój głos musi wybrzmieć. Nie ma zgody na obrażanie Pana Boga – mówi artystka. – Jeśli ktoś obraża samego Pana Boga, to jednocześnie obraża przekonania tych dzieci i ich rodziców. Chciałam też wesprzeć dzieci i rodziców, którzy byli głównym bohaterami tego wydarzenia.
I dorzuca: – Chrześcijaństwo było z nami, gdy rodziła się Polska i Europa. Przyszło do nas w czasach, gdy w Europie nie istniała jeszcze żadna państwowość. To właśnie ta wiara stała u podstaw budowania Polski i Europy. Nie da się oderwać naszej tożsamości od tego faktu.
Cieszy ją, że pikieta miała charakter pokojowy. – Nie było żadnego skandowania, mowy nienawiści, żadnej prowokacji – podkreśla.
Zapytałam ją o nauczycielkę. Jej zdaniem osoba, która nie szanuje przekonań religijnych innych ludzi, nie powinna uczyć i jednocześnie mówić dzieciom o tolerancji. – Te dwie rzeczy całkowicie się ze sobą kłócą – uważa.
mieszkanka gm. Szemud
imię i nazwisko do wiadomości redakcji
Anna (imię na prośbę zmienione) z gm. Szemud nieśmiało broni nauczycielki. – Nie wiem, czemu to zrobiła, ale teraz wszyscy ją oceniają, mówią o niej. Nie wiadomo, co dalej z nią. Takie sytuacje zawsze są przykre. Nie pochwalam tego, co zrobiła, ale to nie jest jakaś morderczyni.
Rzeczywiście, o Kielnie huczy cała Polska. A ja rozumiem emocje moich bohaterek.
Sprawa nabiera nowego wymiaru, gdy w czwartek po południu pojawiają się sugestie, że mogło wcale nie chodzić o tradycyjny krucyfiks. Że to przedmiot z drukarki z 3D. A to by zmieniało jednak postać rzeczy.
Portale prześcigają się w domysłach, co tak naprawdę nauczycielka wyrzuciła do kosza?
Ja pytam u źródła. Zdjęcie przedmiotu przypominającego krzyż bez figurki Jezusa Chrystusa przesyła mi asp.sztab. Anetta Potrykus z KPP w Wejherowie. Rzeczniczka dostała zgodę na udostępnienie dowodu w sprawie, który jest w posiadaniu Prokuratury Rejonowej w Wejherowie. A my otrzymaliśmy zgodę na publikację.
Wójt Szemudu: Ja się temu sprzeciwiam!
Dlaczego to zmienia postać rzeczy? A to dlatego, że na samym oburzeniu, pikiecie i emocjach się nie skończyło. Sprawa odbiła się szerokim echem. Mamy zawieszoną w obowiązkach służbowych do czasu wyjaśnienia okoliczności zdarzenia nauczycielkę, wójta gminy Szemud Ryszarda Kalkowskiego, który złożył w tej sprawie zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Wejherowie, zapewnił poszkodowanym pomoc psychologiczną i wyraził sprzeciw wobec tego, co się stało.
"Pragnę jednoznacznie podkreślić, że jako wójt gminy sprzeciwiam się niszczeniu, usuwaniu lub znieważaniu jakichkolwiek symboli religijnych, niezależnie od wyznania. Gmina konsekwentnie stoi na stanowisku poszanowania wszelkich przekonań religijnych, wzajemnego szacunku oraz dialogu opartego na faktach" – czytam w komunikacie.
Mamy dyrektorkę szkoły, która zapewnia, że "prowadzi czynności mające na celu wszechstronne wyjaśnienie okoliczności związanych z wydarzeniem" i współpracuje z organem prowadzącym oraz Kuratorium Oświaty w Gdańsku.
Mamy też Metropolitę Gdańskiego, abp Tadeusza Wojdę, który wymaga dokładnych i rzetelnych wyjaśnień, również ze strony organu prowadzącego.
Do sprawy odniósł się nawet sam minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek.
"Uważam, że trzeba szanować polską tradycję i uczucia religijne" – podkreślił w rozmowie z Polsat News.
Ale najważniejsze: mamy nauczycielkę, na którą dziś patrzy cały kraj. I którą pół Polski oskarża i linczuje.
I tak bardzo mi szkoda, że krzyż tak bardzo dzieli, w podzielonym już kraju.
Zobacz także
