Donald Trump
Donald Trump startuje z Radą Pokoju. Frekwencja rozczarowuje. Fot. The White House, flickr

Pierwsze posiedzenie powołanej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju miało być dyplomatycznym pokazem siły. Na razie wygląda jak test frekwencji. I to zdecydowanie niezdany. Udział w inauguracji w Waszyngtonie potwierdziło tylko kilku przywódców państw.

REKLAMA

Posiedzenie inauguracyjne Rady Pokoju zaplanowano na czwartek 19 lutego w Waszyngtonie. Na dziś udział na poziomie głów państw potwierdziło jedynie 5 krajów: Węgry, Albania, Wietnam, Indonezja oraz Rumunia. Co ważne, ta ostatnia jedynie w roli obserwatora. Pełna lista uczestników wciąż nie została opublikowana, ale z przekazanych informacji wynika, że pozostałe państwa będą reprezentowane niżej niż na poziomie przywódców.

Rada Pokoju została ogłoszona jako projekt o politycznym ciężarze. Tyle że już na starcie widać różnicę między zapowiedzią a rzeczywistym zainteresowaniem.

Polska bez prezydenta. Jedzie Marcin Przydacz

Kancelaria Prezydenta poinformowała, że na inaugurację Rady Pokoju w Waszyngtonie poleci Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej w KPRP. To właśnie on ma reprezentować stronę polską na spotkaniu zwołanym przez Donalda Trumpa. Oznacza to, że Karol Nawrocki nie pojawi się w stolicy USA, choć otrzymał imienne zaproszenie do Rady.

– Ewentualna wizyta w Waszyngtonie przedstawiciela prezydenta będzie miała charakter obserwacyjny, a więc w charakterze obserwatora przedstawiciel Polski może oczywiście uczestniczyć w tych obradach – komentował Donald Tusk.

Polska będzie więc obecna na wydarzeniu, ale jedynie na poziomie doradczym, a nie na poziomie głowy państwa. Podobny schemat widać w obsadzie całego spotkania. Tylko nieliczne państwa wysyłają przywódców, a większość ma być reprezentowana przez delegacje na niższym szczeblu.

Czym ma się zajmować Rada Pokoju?

Donald Trump ogłosił powołanie Rady Pokoju 15 stycznia w Davos i od początku przedstawiał ją jako narzędzie do pilnowania realizacji 20-punktowego planu pokojowego przygotowanego w Białym Domu. Z zapowiedzi wynika, że Rada ma pełnić kilka ról jednocześnie. Po pierwsze, ma nadzorować wdrażanie ustaleń planu, czyli sprawdzać, czy kolejne punkty są realizowane i gdzie pojawiają się opóźnienia lub spory.

W mandacie Rady zapisano też mobilizowanie środków finansowych. Chodzi o to, by doprowadzić do konkretów: kto płaci, na co, w jakich terminach i przy jakich warunkach, a następnie pilnować, by zapowiedzi nie kończyły się na konferencjach i komunikatach. Ostatni element jest politycznie najbardziej zapalny. Rada ma również rozstrzygać spory wokół odbudowy i bezpieczeństwa Gazy, czyli wchodzić w obszary, gdzie zderzają się interesy państw, presja opinii publicznej i pytania o to, kto ma odpowiadać za bezpieczeństwo oraz kontrolę nad procesem odbudowy.

Spotkanie poza Białym Domem i krótka obecność Trumpa

Posiedzenie inauguracyjne nie odbędzie się w Białym Domu, tylko w Instytucie Pokoju zlokalizowanym przy Departamencie Stanu. Zwykle wydarzenia, które administracja chce symbolicznie podkreślić, odbywają się w siedzibie prezydenta lub przynajmniej pod jego bezpośrednim patronatem w Białym Domu. W tym przypadku spotkanie ma mieć miejsce w instytucji, którą Trump nazwał swoim imieniem, co nadaje wydarzeniu bardziej projektowy niż państwowy charakter.

Równie wymowny jest plan obecności samego prezydenta USA. Według przekazanych informacji Trump ma być na miejscu tylko przez około godzinę, po czym ma wylecieć do Georgii na spotkanie z wyborcami.

Jego udział ma mieć więc przede wszystkim charakter otwierający – wejście, krótkie wystąpienie lub udział w pierwszej części rozmów – a nie prowadzenie całego posiedzenia czy długich negocjacji. Główny ciężar rozmów ma spaść na uczestników i ich delegacje, już bez bezpośredniego udziału Trumpa.