
Biały Dom przekonuje, że 35 państw wyraziło gotowość do udziału w nowej Radzie Pokoju Donalda Trumpa, jednak w dniu podpisania aktu założycielskiego liczba krajów, które faktycznie zdecydowały się przystąpić do inicjatywy, była wyraźnie mniejsza. Część zaproszonych rządów odmówiła, inne zwlekają z decyzją lub uzależniają ją od spełnienia konkretnych warunków. Już na starcie projekt, który według Trumpa ma "przynieść światu trwały pokój", ujawnił głębokie podziały na arenie międzynarodowej.
Dokument powołujący Radę Pokoju został podpisany w Davos podczas Światowego Forum Ekonomicznego. Trump wygłosił przy tej okazji niemal 20-minutowe przemówienie, w którym chwalił osiągnięcia swojej administracji i kreślił wizję nowego globalnego ładu.
– Będziemy mieć pokój na świecie. I wszyscy jesteśmy gwiazdami – ogłosił prezydent USA, dziękując przywódcom państw, które zdecydowały się dołączyć do projektu.
Lista członków Rady Pokoju jest krótsza, niż zapowiadano
W kwestii skali inicjatywy pojawiają się rozbieżności. Według przedstawicieli Białego Domu zaproszenia do Rady Pokoju trafiły do około 50 światowych przywódców, z czego 35 państw miało zaakceptować propozycję udziału. Inni urzędnicy administracji USA mówili jednak o około 30 potwierdzonych akceptacjach, a wcześniejsze doniesienia medialne wskazywały, że zaproszenia mogły zostać wysłane nawet do 60 krajów.
Na etapie podpisania aktu założycielskiego liczba państw, które faktycznie zdecydowały się przystąpić do Rady, była wyraźnie niższa od deklaracji składanych przez Donalda Trumpa.
Do Rady Pokoju, według dostępnych dotąd informacji, przystąpiły dotąd: Albania, Argentyna, Armenia, Azerbejdżan, Bahrajn, Białoruś, Egipt, Indonezja, Izrael, Jordania, Kosowo, Kuwejt, Maroko, Pakistan, Paragwaj, Katar, Arabia Saudyjska, Turcja, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Węgry, Uzbekistan oraz Wietnam. Państw europejskich w tym gronie jest jedynie sześć.
Lista członków Rady Pokoju pozostaje otwarta – część zaproszonych państw wciąż analizuje warunki członkostwa, uzależnia decyzję od dalszego rozwoju inicjatywy lub sygnalizuje potrzebę "dodatkowej analizy" zapisów statutu.
Kilka krajów – Francja, Norwegia, Szwecja, Dania, Niemcy, Włochy, Słowenia i Wielka Brytania – wprost odmówiło Trumpowi, obawiając się podważenia porządku międzynarodowego opartego na Karcie Narodów Zjednoczonych. Z kolei Polska nie podpisała aktu założycielskiego i nie rozpoczęła procedury przystąpienia do Rady.
Szczególne kontrowersje wywołały zaproszenia dla Władimira Putina i Alaksandra Łukaszenki. Ukraina jasno dała do zrozumienia, że trudno jej wyobrazić sobie udział w gremium, w którym zasiadałby rosyjski przywódca.
Rada Pokoju utworzona. "Odniesiemy wielki sukces"
Przypomniijmy, że Rada Pokoju wyrosła z 20-punktowego planu rozejmu w Strefie Gazy, zatwierdzonego wcześniej przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Według Trumpa to właśnie tam nowe gremium ma odegrać swoją pierwszą i najważniejszą rolę.
– Odniesiemy wielki sukces w Gazie – zapowiadał prezydent USA podczas inauguracji, dodając, że enklawa zostanie "zdemilitaryzowana i pięknie odbudowana". Jednocześnie ostrzegł Hamas: "Muszą oddać broń. Jeśli tego nie zrobią, to będzie ich koniec".
Trump twierdził też, że Stany Zjednoczone "utrzymały zawieszenie broni" i dostarczyły "rekordowe ilości pomocy humanitarnej", a o głodzie w Gazie "już się nie słyszy". Wypowiedzi te stoją w sprzeczności z doniesieniami organizacji humanitarnych, które wskazują na regularne naruszenia rozejmu i poważne problemy z dostarczaniem pomocy.
Zakres działania Rady szybko jednak wykracza poza Bliski Wschód. Trump zapowiedział, że kolejnym celem będą działania wobec Hezbollahu w Libanie, a w dalszej perspektywie także zakończenie wojny w Ukrainie. Jednocześnie ostro skrytykował ONZ.
– Organizacja Narodów Zjednoczonych ma ogromny potencjał, ale ja nigdy nie rozmawiałem z ONZ o żadnym z konfliktów, które naprawiliśmy – mówił, sugerując, że nowe gremium mogłoby w przyszłości przejąć część funkcji tej instytucji.
Zgodnie z zapisami statutu Trump ma zostać stałym przewodniczącym Rady, nawet po opuszczeniu Białego Domu. Kraje zainteresowane stałym członkostwem miałyby wpłacić 1 miliard dolarów, choć administracja USA podkreśla, że nie jest to formalny warunek przystąpienia.
Zobacz także
