Listonosz potrzebny bardziej niż nam się wydaje?
Czy tradycyjny listonosz odejdzie do historii? shutterstock.com

– Listonosz wciąż bywa kimś więcej niż tylko doręczycielem. To osoba, która pomoże, coś wyjaśni, czasem przywiezie potrzebne dokumenty czy pieniądze. Starsze i samotne osoby, które nie mają blisko rodziny, nadal liczą na takie wsparcie – mówi w rozmowie z naTemat Piotr Saugut, przewodniczący Zarządu Krajowego NSZZ Listonoszy Poczty Polskiej. Tymczasem – jak słyszymy – system się chwieje. Czy w dobie kurierów, paczkomatów i e-doręczeń potrzebujemy jeszcze listonoszy?

REKLAMA

Wypatrywaliśmy go z nadzieją albo z lękiem.

Znaliśmy z imienia.

Seniorzy liczyli dni do jego wizyty, wypatrując emerytury przynoszonej w gotówce. Dziś ten rytuał zanika. Większość emerytów dostaje pieniądze przelewem prosto na konto.

"Tu proszę podpisać" – słyszeliśmy i kreśliliśmy posłusznie swoje nazwisko najpierw na papierowej karcie, by z czasem przesiąść się na rysik i tablet.

Dziś rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Częściej czekamy na kuriera i zaglądamy do paczkomatów dostępnych 24/7. Mamy też e-Doręczenia – to za ich pośrednictwem wysyłamy i odbieramy online pisma urzędowe.

Nikomu się już to nie opłaca

Czy to wszystko oznacza zmierzch zwodu listonosza? Zdaniem Bartłomieja Michałowskiego z Instytutu Sobieskiego, eksperta w dziedzinie nowych technologii, sprawa jest bardziej złożona.

– Nie nazwałbym tego klasycznym wypieraniem zawodu przez technologię – mówi w rozmowie z naTemat.pl. – Do obsługi paczkomatów wciąż potrzebni są ludzie. Zmienia się jednak charakter ich pracy. Funkcja listonosza ewoluuje: nie jest to już osoba dostarczająca pocztę do rąk własnych odbiorcy, lecz pracownik logistyczny dowożący przesyłkę do punktu odbioru. Zmienia się adresat i punkt docelowy, ale sama praca fizyczna pozostaje.

Jego zdaniem mamy do czynienia raczej z transformacją niż likwidacją zawodu. Bo człowiek nadal pozostaje istotnym elementem systemu. Ekspert nie ma jednak wątpliwości, że pewien etos odchodzi do przeszłości.

– Zawód listonosza, który znał wszystkich mieszkańców i wpadał na kawę, praktycznie zniknął – mówi Michałowski. – Dziś znalezienie pracowników w mniejszych miejscowościach jest bardzo trudne. Sama usługa – czas pracownika, który miałby do kogoś pójść, usiąść i porozmawiać – stała się po prostu zbyt kosztowna. Kiedyś listonosz przynosił też emerytury i renty, pełnił funkcję "bankiera". Dziś niemal wszystko odbywa się za pomocą przelewów. Ta zmiana już nastąpiła – podkreśla.

Listonosz dla osób starszych bywał czasem jedynym łącznikiem ze światem. Michałowski uważa, że musimy przestać mieszać logistykę z pomocą społeczną.

– Dla osób wykluczonych cyfrowo potrzebne są programy edukacyjne i adaptacyjne. Musimy ich oswoić z nową rzeczywistością, bo model "nieefektywnego" doręczania przesyłek – polegający na chodzeniu od drzwi do drzwi – nikomu się już nie opłaca. Nie możemy też przerzucać odpowiedzialności za opiekę nad osobami starszymi na osobę, której zadaniem jest doręczanie listów. Do tego potrzebne są wyspecjalizowane służby.

Jednocześnie ekspert wskazuje na rosnący sektor opieki nad seniorami jako nową ścieżkę rozwoju. – To potężny, nowy sektor rynku. Jeśli dawni listonosze cenili w swojej pracy relacje z ludźmi, powinni móc przebranżowić się właśnie w stronę sektora opiekuńczego. Wtedy wsparcie drugiego człowieka będzie istotą zawodu, a odebranie przesyłki z paczkomatu dla podopiecznego – jedynie dodatkiem.

Poczta Polska odpowiada: "To nasz kapitał"

Zupełnie inną wizję przyszłości – stojącą w wyraźnej kontrze do słów eksperta – kreśli biuro prasowe Poczty Polskiej. O ile Michałowski postuluje oddzielenie logistyki od opieki, o tyle narodowy operator widzi w tym połączeniu swój największy ratunek i przyszły model biznesowy.

Spółka przyznaje, że spadek liczby tradycyjnych listów to trend ogólnoeuropejski, ale podkreśla: rola listonosza nie zniknie. Jak czytamy w oficjalnym stanowisku przesłanym do naszej redakcji: "Zgodnie z Planem Transformacji Spółki, rola listonosza będzie podlegać zmianom ewolucyjnym. Transformacja ma zapewnić większą efektywność, a nie ograniczanie sieci doręczeń".

Poczta nie chce, by listonosz przestał być "opiekunem" – wręcz przeciwnie, chce to sformalizować.

"Poczta chce wykorzystywać ogromny potencjał listonoszy do wykonywania przydatnych społecznie usług. Dane o zmianach w przekroju wiekowym społeczeństwa jasno wskazują, że usługi z zakresu tzw. silver economy będą jeszcze bardziej potrzebne. Chcemy w nich uczestniczyć, korzystając z zaufania zdobytego przez naszych listonoszy" – informuje biuro prasowe, wskazując na takie usługi jak dostarczanie leków czy pomoc przy opłatach.

Jednak tam, gdzie Poczta widzi misję i kapitał zaufania, eksperci dostrzegają nieubłagane procesy społeczne.

– Coraz trudniej znaleźć kogoś, kto chce być "posłańcem". Pamiętajmy też, że przestaliśmy do siebie pisać w tradycyjny sposób. Komunikacja elektroniczna niemal całkowicie wyparła listy czy telegramy – zauważa Michałowski.

Ekspert przekonuje, że postęp należy postrzegać jako wsparcie. – Mało kto chce dziś wykonywać prace powtarzalne i monotonne. Technologia uwalnia potencjał ludzki, pozwalając zajmować się rzeczami bardziej kreatywnymi.

Zastrzega jednak, że wymaga to zmian w edukacji i gotowości do przebranżowienia. Na horyzoncie widać bowiem znacznie większy problem niż same automaty paczkowe.

– W Polsce stoimy w obliczu katastrofy demograficznej – ostrzega Michałowski. – Jeśli nic się nie zmieni, nie będziemy mieli kim obsadzić nawet najprostszych stanowisk. W takim scenariuszu technologia staje się koniecznością. Bez niej proste czynności, jak dostarczenie przesyłek z punktu A do punktu B, staną się niemożliwe.

Koniec awizo?

Wypieranie papieru przyspieszają e-Doręczenia, które od stycznia 2026 roku zastąpiły ePUAP. To cyfrowy, pełnoprawny odpowiednik listu poleconego – zamiast awiza i kolejek na poczcie obywatel otrzymuje pismo bezpośrednio do wirtualnej skrzynki.

To systemowa rewolucja. e-Doręczenia są już obowiązkowe dla ponad 62 tys. prawników i 2 tys. komorników. Z systemu korzysta także blisko milion firm oraz 47 tys. urzędów. Skalę zmian najlepiej pokazują liczby – w ubiegłym roku obsłużono aż 43 mln przesyłek elektronicznych.

Dalsza część tekstu poniżej.

Starsi ludzie wciąż czekają na listonosza

Piotr Saugut, przewodniczący Zarządu Krajowego NSZZ Listonoszy Poczty Polskiej, nie zgadza się z tezą, że zawód listonosza jest zagrożony.

– Listów, zwłaszcza poleconych, wciąż jest bardzo dużo. Kilka lat temu jeden z prezesów zapowiadał, że ostatni list zostanie nadany w 2025 roku. Jak widać, te prognozy się nie sprawdziły – i sądzę, że jeszcze długo się nie sprawdzą – mówi.

Jego zdaniem wizje szybkiego końca tradycyjnej korespondencji rozmijają się z rzeczywistością, szczególnie poza dużymi miastami. I rozwój branży kurierskiej czy sieć paczkomatów nie ma nic do tego.

Proszę spojrzeć na wioski. Starsi ludzie wciąż czekają na listonosza. Często mają problem z obsługą zwykłego telefonu, a co dopiero usług cyfrowych czy tabletów. To dla nich mało prawdopodobny scenariusz. Być może pokolenie naszych dzieci to zmieni, ale dziś taka ewolucja wydaje się niewykonalna. Fachowcy wieszczą koniec ery listów, ale będąc wewnątrz tego środowiska i rozmawiając z ludźmi, widzę to inaczej.

Piotr Saugut

przewodniczący Zarządu Krajowego NSZZ Listonoszy Poczty Polskiej

Pytam, czy zawód listonosza ewoluuje. – Zawsze był wielozadaniowy. Listonosze od dawna doręczali paczki, choć oczywiście nie na taką skalę jak dziś, gdy handel internetowy dominuje. Szczególnie na wsiach listonosz od lat dostarcza listy, przekazy i paczki. W tej kwestii niewiele się zmieniło i myślę, że przynajmniej na razie tak pozostanie – mówi.

Saugut pracę na poczcie rozpoczął w 1996 roku – wtedy zaczął roznosić listy. Jak wspomina, tradycje pocztowe były obecne w jego rodzinie: brat jego babci był listonoszem na Lubelszczyźnie. Dziś – od dłuższego czasu – pracuje na etacie związkowym. Wcześniej pełnił również funkcje administracyjne, odpowiadając za pracę listonoszy w swoim rejonie.

Czy kiedyś ta praca wyglądała zupełnie inaczej? – Technologia się zmieniła, ale istota pracy pozostała ta sama: trzeba pójść do klienta, zapukać do drzwi i doręczyć korespondencję, paczkę czy przekaz. Zmienił się też sposób poruszania – kiedyś dominowały rowery i motorowery, dziś, ze względu na coraz większe rejony, listonosze jeżdżą głównie samochodami. Sama obsługa klienta jest jednak niezmienna. Tak jak idziemy do sklepu po zakupy, tak listonosz idzie z listem do domu – tłumaczy.

Przyznaje jednak, że warunki pracy są coraz trudniejsze. A to dlatego, że rejony się rozrastają, a obowiązków przybywa.

– Listonosz wciąż bywa kimś więcej niż tylko doręczycielem. To osoba, która pomoże, coś wyjaśni, czasem przywiezie potrzebne dokumenty czy pieniądze. Starsze i samotne osoby, które nie mają blisko rodziny, nadal liczą na takie wsparcie – zauważa Piotr Saugut.

Niedawna sytuacja z Bartoszyc jest najlepszym dowodem na to, jak czujnym i uważnym obserwatorem potrafi być listonosz w swoim rejonie.

Podczas wizyty w jednym z mieszkań listonosz zauważył przedmiot przypominający niewybuch. Zachował zimną krew – nie wszczął alarmu na miejscu, by nie wywołać paniki. Zamiast tego dyskretnie zrobił zdjęcie, po czym skierował swoje kroki prosto na komendę. Najprawdopodobniej zapobiegł tragedii.

Biuro Prasowe Poczty Polskiej w przesłanej korespondenci podkreśla: listonosze nie tylko doręczają przesyłki, ale też pomagają klientom w różnych sprawach, szczególnie osobom starszym - np. dostarczają leki, zakupy lub pomagają przy opłatach. Listonosze czasem są jedynymi osobami, z którymi samotnie mieszkający starsi ludzie mają regularny kontaktWielu spotyka się na co dzień z dowodami uznania ze strony mieszkańców, są witani z sympatią nie tylko w domach, ale także podczas przypadkowych spotkań na ulicy.

Poczta Polska: 18 tysięcy listonoszy i 162 mln kilometrów rocznie

Jeśli chcemy zrozumieć skalę rynkowej zmiany, warto spojrzeć na liczby. Z jednej strony mamy dynamicznie rosnącą branżę kurierską.

Jak szacują analitycy, na przełomie 2025 i 2026 roku po polskich drogach jeździło już około 40–50 tysięcy kurierów. Obsługują oni nie tylko dostawy pod drzwi klientów, lecz przede wszystkim ogromną sieć – ponad 66 tysięcy automatów paczkowych w całym kraju. Blisko 28 tysięcy z nich należy do InPostu.

Z drugiej strony wciąż pozostaje tradycyjny listonosz. Jak na te rynkowe realia odpowiada narodowy operator? Biuro prasowe Poczty Polskiej w przesłanym nam stanowisku studzi emocje i przypomina, że z usług Poczty Polskiej korzysta aż 92 proc. Polaków.

"Obecnie w Poczcie Polskiej pracuje 18,3 tys. listonoszy, którzy doręczają ponad 3 miliony przesyłek dziennie, obsługując ponad 15 mln adresów w całej Polsce. Rocznie pocztowi doręczyciele przemierzają 162 mln kilometrów" – czytam w odpowiedzi.

Listonosze stanowią ponad 1/3 wszystkich zatrudnionych pracowników. Od 2015 roku liczba zatrudnionych w tej grupie zmniejszyła się o około 17%, natomiast spadek liczby nadawanych listów wyniósł około 30%, co jednoznacznie wskazuje, że redukcja zatrudnienia jest znacznie mniejsza niż spadek obsługiwanego przez listonoszy wolumenu listów.

Biuro Prasowe Poczty Polskiej

w odpowiedzi na nasze zapytanie

Biuro prasowe Poczty Polskiej w swoim stanowisku mocno akcentuje etos tego zawodu. Jednak ta misja ma swoją drugą, znacznie mniej sentymentalną stronę. Bo choć listonosz niesie pomoc i uśmiech, to w codziennej pracy na jego bezpieczeństwo czyha wiele niebezpieczeństw.

– Gdy ktoś dostaje list polecony z sądu i spodziewa się złych wieści, czasem wyładowuje złość na listonoszu. Pamięta pani tzw. wybory kopertowe? Wtedy również zdarzały się ataki słowne z powodów politycznych – wspomina Piotr Saugut.

Do tego dochodzą trudne warunki atmosferyczne: dwudziestostopniowy mróz, trzydziestostopniowe upały, deszcz, śnieg czy błoto. – Listonosz i tak musi dotrzeć do celu. To się nie zmieniło – mówi.

Czy jemu samemu przytrafiły się dramatyczne sytuacje? – Na szczęście ich nie doświadczyłem. Raz mało co mnie nie pogryzły psy. Od starszych kolegów słyszałem jednak historie, że kiedyś na wsiach ludzie wręcz pilnowali listonosza, żeby bezpiecznie dotarł z emeryturą do żony czy sąsiadki. Był pod pewną ochroną społeczności – przyznaje.