
Seat Ibiza może być bardzo uniwersalnym autem, jeśli tylko zrozumiecie jego podstawowe zalety. Nie sprawdzi sie dla rodziny z trójką dzieci. Ma za mały bagażnik, żeby ruszyć nim w podróż po Europie. Ale odświeżona Ibiza to efekt "starej szkoły". I aż się łezka w oku kręci!
Mam sentyment do Seata Ibizy, bo kilka lat temu przejechałem nim przez pięć województw i całkowicie zmieniłem zdanie o tym samochodzie. Zaskoczyłem się na plus i później wsiadłem do nowszej generacji. To była limitowana edycja, która inaugurowała 40-lecie modelu. Tak, Seat Ibiza ma już ponad 40 lat. Czas leci niemiłosiernie.
Nowy Seat Ibiza FR. "Stara szkoła" ma się świetnie
Jak porównacie sobie ostatnie edycje Ibizy, nie znajdziecie rewolucyjnych zmian. Te samochody przechodzą kosmetyczne poprawki, bo na ich standard i wycenę było trudno narzekać. Nie stawia się na głowie czegoś, co dobrze działa.
Poprawiono przede wszystkim stylistykę. Mamy przeprojektowane światła full LED, inaczej wygląda zderzak i przedni pas. Z tyłu czarny dyfuzor i przyciemnione lampy. Tylko nie dajcie się nabrać na te dwie końcówki "wydechu".
Wnętrze na pierwszy rzut oka praktycznie się nie zmieniło. Kiedyś było bardziej analogowo, pamiętam jeszcze sześć przycisków i dwa pokrętła obok centralnego ekranu. Dzisiaj prezentuje się to inaczej, chociaż dalej króluje minimalizm. Wyświetlacz na środku ma 8,25-cali, w topowych wersjach to 9,2 cala. Wirtualny kokpit ma 10,25-cali.
Ibiza trochę zaprzecza motoryzacyjnym trendom. Patrząc na rynkowe nowości, ten ekran jest malutki, przypomina styl sprzed 10 lat. I dla mnie to bardzo skuteczne rozwiązanie. Całe szczęście, że nie zamontowano tu wielkiego "tabletu", który zabrałbym całą przestrzeń. System multimedialny maksymalnie uproszczono i jest banalny w obsłudze.
Czy nie jest... aż za prosto? Kwestia gustu, ale uważam, że pomysł z podziałem na ekran i osobny panel do klimatyzacji to genialne rozwiązanie. Wszystkie kluczowe funkcje są na wyciągnięcie ręki i pod jednym dotknięciem. Naprawdę 10/10.
System w Ibizie to prawie to samo, co znajdziecie w Cuprach, ale wygląda znacznie prościej. Nie znaczy, że gorzej. Apple CarPlay działa bezprzewodowo. Nie ma gąszczu ikon, podstawowe informacje o aucie są do znalezienia bez rozpraszania uwagi. A jeśli chcecie podłączyć smartfona, na pokładzie są dwa złącza USB-C.
Nowa Ibiza miała być też przyjemniejsza w środku, bo część twardych elementów zastąpiono miękkimi plastikami. Nie oczekujcie wrażeń premium, ale naprawdę poczułem, że jest lepiej niż poprzednio.
Jeździłem wersją FR, więc mogłem liczyć na lepsze wyposażenie. Miałem podgrzewane przednie fotele, bardziej efektowne nagłośnienie, oświetlenie LED czy automatyczną klimatyzację dwustrefową. Cennik podam na koniec, ale jedno jest pewne: nie chciałbym jeździć "gołą" Ibizą. Zakładam, że wielu z was też nie. Dlatego za pewne dodatki po prostu trzeba dopłacić.
Komfort dla pasażerów z przodu jest przyzwoity. Tylna kanapa może być problematyczna dla wyższych osób, ponieważ tam brakuje trochę przestrzeni na nogi i nad głową. W bagażniku mamy 355 l. To nieco więcej niż w Volkswagenie Polo, ale Ibiza przegrywa tu ze Skodą Fabią (380 l). Realnie spakują się dwie osoby na weekendowy wypad.
Jeśli chodzi o napęd, Seat ma szeroką ofertę. Nasza testowa wersja to benzynowy silnik 1.0 TSI o mocy 115 KM z automatyczną, 7-biegową skrzynią biegów DSG. Nie jest to demon prędkości, bo rozpędza się do 100 km/h prawie 10 sekund, ale inżynierom udało się wykrzesać z napędu chyba wszystko, co możliwe. Efektem jest dynamiczna jazda w przedziale 0-70 km/h. Ten Seat pozostaje zwinnym miejskim kotem.
Ibiza najlepsze cechy pokazuje w zatłoczonym mieście. Łatwe parkowanie, dzięki czujnikom i kamerze cofania, pozwala wjechać w ciasne zakamarki. Auto ma lekko ponad 4 m długości, co ułatwia manewrowanie. Szerokość to 1,78 m, a wysokość niecałe 1,5 m. Rozstaw osi – 2564 mm.
W miejskich warunkach Ibiza spalała mi około 8 l paliwa. Poniżej "dziewiątki" było też podczas autostradowej prędkości. Przy 120 km/h wyszło nieco ponad 7 l. Ale kiedy będziecie kręcić się po drogach krajowych i w warunkach podmiejskich, da się zejść do granicy 6 l. Średnia z mojego testu to ok. 9 l, ale jeździłem głównie w mieście i chętnie korzystałem z trybu "Sport". Zaznaczmy, że zbiornik paliwa ma 40 l.
Nie róbcie sobie nadziei – Ibiza FR sportowcem nie jest. Tryby jazdy dają wachlarz symbolicznych zmian w zachowaniu auta, ale to nie będą wrażenia z bolidu. Ja wybierałem "Sport", ponieważ auto najchętniej reaguje wtedy na dociśnięcie pedału gazu. W normalnym trybie irytowało mnie, że zbyt długo się "zastanawiało", co ma zrobić.
Zobacz także
Ibiza ma dość sztywne zawieszenie. Jeździłem wiosną, kiedy drogi po zimie były miejscami dziurawe jak szwajcarski ser. W takich warunkach poziom komfortu w Seacie trochę przegrał z realiami, ale do "kanapowych" odczuć są inne samochody i trudno się do tego przyczepić.
Seat Ibiza w naszej wersji FR to wydatek minimum 111 600 zł, ale nasz egzemplarz był konkretnie doposażony. Sam lakier Graphene Grey to dodatkowe 3913 zł. Do tego 18-calowe felgi za 2389 zł. Elektrycznie otwierane okno dachowe – 4095 zł. I tak krok po kroku dochodzimy do kwoty... 138 494 zł.
Sporo, jak za Ibizę. Z drugiej strony auto miało na pokładzie już wszystko, z czego chciałbym skorzystać. Ale da się taniej, tylko będzie nieco skromniej i mniej mocy pod maską. Oferta zaczyna się od opcji 1.0 MPI o mocy 80 KM z manualną skrzynią (od 77 300 zł). Poniżej 100 000 zł da się też kupić odmianę 1.0 TSI 95 KM. Nawet nasza 115-konna propozycja może być tańsza (98 600 zł), jeśli tylko wybierzemy skromniejsze wyposażenie. Jeśli ktoś nie uznaje kompromisów, na szczycie oferty znajduje się 1.0 TSI o mocy 150 KM (od 118 900 zł).
Prywatnie wygrywa u mnie napęd, który testowałem, bo z wielu powodów jest wystarczający. Trochę zaskakuje mnie brak miękkiej hybrydy, ale to podobno plan na przyszłość.
Ibiza to wciąż kusząca propozycja z segmentu B. Najnowsza odsłona wygląda lepiej, zadbano o lepsze wykończenie, parę kluczowych poprawek w designie i systemach wsparcia kierowcy. Oldschool w odświeżonym wydaniu ma się świetnie i przywołuje dobre skojarzenia z autami, które były pociągające ze względu na prostotę i funkcjonalność.
Tego Seata nie da się też zaszufladkować. To auto dla singla, pary, młodszych i starszych kierowców. Dzięki zróżnicowanym napędom może być drogowym leniwcem, albo nawiązywać do... gokartowych emocji.
Więcej relacji zza kierownicy innych ciekawych aut znajdziesz na moich profilach Szerokim Łukiem na Facebooku oraz Instagramie.
