Czy za bardzo nie skupiamy się na sobie?
Czy w pogoni za własnym dobrostanem nie gubimy drugiego człowieka? fot.shutterstock

– Pójście w stronę inwestowania wyłącznie w siebie i odcinanie ludzi za każdym razem, gdy relacja staje się trudna, to nie są pomysły zdroworozsądkowe ani służące zdrowiu. Obie działki psychologii – społeczna i kliniczna – mówią jasno: jednym z najważniejszych predyktorów zdrowia psychicznego jest poczucie spostrzeganego oraz otrzymywanego wsparcia społecznego – mówi Marta Boczkowska, specjalistka psychologii klinicznej.

REKLAMA

Aleksandra Tchórzewska: Nie mamy czasu, zasobów, przestrzeni ani energii dla drugiego człowieka. Co się z nami stało? Co się stało z naszym społeczeństwem?

Marta Boczkowska, psycholożka kliniczna: Nasze społeczeństwo się zindywidualizowało.

Kogo możemy za to winić?

Jako naukowczyni i psycholożka kliniczna nie szukam winnych, lecz zmiennych, które są predyktorami lub moderatorami wobec danego zjawiska. Brzmi skomplikowanie, może nudno, jednak zdecydowałam nie upraszczać, bo cenię precyzję języka naukowego w świecie pełnym wykorzystywania psychologii w sposób pseudonaukowy lub ludyczny. 

Jakie zatem są te przyczyny?

Można sformułować ogólną tezę, że pod wpływem trudnych doświadczeń historycznych silnie się zindywidualizowaliśmy jako społeczeństwo. Nie odwołuję się tu do modnych dziś, instagramowych kategorii w rodzaju "traumy międzypokoleniowej", lecz do konkretnych mechanizmów transformacji społecznej, takich jak dziedzictwo PRL i związany z nim niski poziom zaufania społecznego. W rozwijających się społeczeństwach jak nasze, wzrost gospodarczy i postęp technologiczny sprzyjają indywidualizacji – pracujemy coraz więcej i zarabiamy więcej, ale nie poprawia to jakości naszych relacji interpersonalnych. Druga hipoteza dotyczy wpływu mediów społecznościowych. W okresie pandemii badaliśmy naukowo znaczenie wsparcia społecznego, czyli jednego z najsilniejszych predyktorów zdrowia psychicznego. Nie negując realności kryzysu psychicznego, warto zauważyć, że w internetowych narracjach znacznie rzadziej promuje się relacje i wsparcie, a częściej indywidualne, uproszczone "techniki radzenia sobie" typu "odetnij się". To nie jest wiedza psychologiczna, tylko korzystanie z psychologii w sposób niekorzystny i wybiórczy. Zjawisko to nazywamy "psychowashingiem".

Na czym ono polega?

Polega ono na wypraniu psychologii z jej naukowej treści i pozostawienie atrakcyjnej, medialnej formy: uproszczonej a nierzadko wręcz tabloidowej. Używa się terminów brzmiących profesjonalnie, ale odrywa się je od badań, czyli kontekstu i metodologii. To zalewająca naszą przestrzeń internetową pseudowiedza, która z rzetelną psychologią nie ma nic wspólnego. To taka "psychologia z Instagrama" czy "poradników".

Dotyczy to także części szkoleń, określanych jako "psychologiczne", "psychoterapeutyczne", które nie mają związku z akademicką psychologią i często nie są nawet prowadzone przez psychologów. Pojęcia, którymi się szafuje jak "toksyczność" czy "stawianie granic" (w ich potocznym rozumieniu), w ogóle nie występują w takim kontekście podręcznikach akademickich z psychologii. 

Czy to wpływa na to, jak dzisiaj szukamy pomocy?

Tak. Skala problemów zdrowia psychicznego jest realna i wymaga profesjonalnego wsparcia. Psychoterapia jest wspaniałą i skuteczną metodą leczenia, gdy studiowałam, nie była popularna i towarzyszyło jej wiele stereotypów. Nie myślałam jednak, że doczekam czasów, gdy wahadło się odbije i stanie się nie tylko leczeniem, ale też elementem stylu życia, narzędziem samorozwoju i self-care, co nie sprzyja zdrowiu. 

Zjawisko to pogłębia fakt, że część osób określających się jako terapeuci dokształca się z psychologii w sposób skrótowy, nie posiada bazowego wykształcenia psychologicznego. Sprzyja to psychowashingowi, wycinaniu pojęć psychologicznych z ich naukowego kontekstu i nadawaniu im uproszczonych znaczeń. Wraz ze wzrostem świadomości znaczenia zdrowia psychicznego rośnie niestety także przestrzeń, w której więcej jest ludyczności i pop psychologii niż profesjonalizmu.

Jak możemy odróżnić rzetelną wiedzę od tej pseudopsychologicznej?

Brakuje nam systemowych rozwiązań, pewnego rodzaju "sita". Potrzebujemy rzetelnego, naukowego weryfikowania treści, podobnie jak robi to portal Demagog w kwestiach politycznych. Psychologia to nauka empiryczna bardzo pomocna, jeśli jest używana profesjonalnie.

Tymczasem w przekazie medialnym pozwala się by "każdy był trochę psychologiem i przedstawiał swoją psychologię", mimo że jest lekarzem, filozofem czy aktorem, to mówi o psychologii. Zalewa nas masa fałszywych informacji. Stworzono psycho-nowomowę, która tylko brzmi profesjonalnie. Przykładowo, owszem, w psychologii akademickiej i stosowanej istnieje uznana teoria zachowania zasobów Stevana Hobfolla, ale powiedzenie "nie mam zasobów na twój smutek" jest całkowitym wyjęciem z kontekstu. 

A czy zdarza się pani podczas sesji z pacjentem tonować u kogoś dbanie o siebie? Jeśli self-care wszedł za mocno?

Zdarza się, że nieco tonuję, ale nie kwestię dbania o siebie, ile skłonność do etykietowania i używania rozpoznań zaburzeń zdrowia psychicznego wobec innych osób w relacjach.

Jako psycholożka kliniczna, prowadząc leczenie psychologiczne, zwracam uwagę na to, jak wsparcie jest spostrzegane, otrzymywane i dawane innym w relacjach. Czy istnieje równowaga, ponieważ można przesadzić w koncentracji na sobie, ale można też wypalić się pomagając. 

Znam mnóstwo historii, kiedy ludzie poodcinali się nawet od bliskich, bo ktoś im coś powiedział – skrytykował sukienkę albo po prostu wyraził swoją myśl. Chcąc "zadbać o swój dobrostan", odcinamy się od tych ludzi.

Ale nie ma pani wrażenia, że jest mnóstwo internetowych pseudoguru, głoszących takie tezy "odetnij się" przy czym twierdzą, że przekazują wiedzę psychologiczną? Ludzie przecież nie prowadzą dochodzeń; wierzą, gdy ktoś mówi, że jest terapeutą czy psychologiem. Hasła: "odetnij się", "to narcyz", "to toksyk", są dziś ogromnie popularne. Wciągająco się tego słucha. Psychologia przez psychowashing zyskała dziś element rozrywkowy, wręcz entertainment. Tymczasem tego rodzaju treści nie mają żadnego umocowania w nauce.

Psychologia mówi o tym, że człowiek – jak twierdził psycholog społeczny Elliot Aronson – to istota społeczna, zwierzę stadne. Potrzebujemy relacji i życia w grupie. W tym nasza siła gatunkowa. Przetrwaliśmy jako gatunek, ponieważ opiekowaliśmy się słabszymi, kalekimi, zaczęliśmy sobie "naprawiać zęby". To dało nam możliwości przetrwania, a dziś o tym zapominamy. To są nasze naturalne właściwości: bycie ze sobą i wspieranie się w trudnych sytuacjach.

Marta Boczkowska

specjalistka psychologii klinicznej

Jednak relacje interpersonalne to nie tylko uważność i miłe słowa, ale także konflikty. Coraz częściej jednak unika się napięć i sporów, zastępując relacje usługą. Bywa, że sytuacjach trudu ludzie nie szukają pomocy u bliskich, tylko kierują pierwsze kroki do trenera personalnego, terapeuty czy guru od "wellness". To bardziej usługa niż realna pomoc. Psycholog najpierw poszukuje naturalnej sieci wsparcia.

Coaching też się prężnie rozwija.

Coaching prowadzony przez psychologów pracujących profesjonalnie w organizacjach może być wartościową metodą pracy, problemem jest jednak medialna "papka" poradnictwa życiowego, która zastępuje rzetelną pomoc uproszczonymi sloganami i  receptami.

Po publikacji tekstu (czytaj TU), spotkałam się też z głosami krytycznymi: że to przecież dobrze, iż w końcu o siebie dbamy i odcinamy niekomfortowe relacje. Bo kiedyś się poświęcaliśmy, rozmawialiśmy z każdym "z pozycji kolan", a teraz w końcu znamy swoją wartość. Jak by się pani do tego odniosła?

Brzmi to jak popadanie ze skrajności w skrajność. Przecież nikt nie mówi, że dobrze jest się poświęcać i wypalać ponad własne możliwości – racjonalne gospodarowanie możliwościami jest jak najbardziej wskazane.

Natomiast pójście w stronę inwestowania wyłącznie w siebie i odcinanie ludzi za każdym razem, gdy relacja staje się trudna, to nie są pomysły zdroworozsądkowe ani służące zdrowiu. Obie działki psychologii – społeczna i kliniczna – mówią jasno: jednym z najważniejszych predyktorów zdrowia psychicznego jest poczucie spostrzeganego oraz otrzymywanego wsparcia społecznego. To poczucie, że są osoby w moim otoczeniu, które udzielą mi pomocy, jeśli będę jej potrzebowała – czyli brak osamotnienia.

W psychologii naukowej nie operuje się "okrągłymi" hasłami o stawianiu granic. Znacznie więcej jest w niej statystyki, metaanaliz i badań pokazujących realne mechanizmy działania wsparcia społecznego jako profilaktyki, tyle że taka wiedza gorzej się sprzedaje. Zdecydowanie większą popularność zyskują proste, wygodne recepty czy etykiety "odetnij się od toksycznych ludzi", "postaw wyłącznie na siebie".

Co się z nami stanie, jeżeli będziemy tak kurczowo chronić się przed trudnymi emocjami? Jeżeli nie będziemy pozwalać sobie na dyskomfort?

Bardzo się osłabimy. Myślę, że można tu użyć analogii z architektury: aby zbudować naprawdę mocny most, należy go nieco dociążyć. Nie przeciążyć, ale dociążyć, by sprawdzić jego możliwości i wzmocnić konstrukcję. Jeśli będziemy się stale "odciążać", z pokolenia na pokolenie będziemy stawać się coraz mniej odporni psychicznie. Nasza odporność kształtuje się przecież pod wpływem wyzwań i dystresu.

Można żyć wygodnie, zamiatając problemy pod dywan, ale "wygodnie" wcale nie oznacza "zdrowo". W sferze psychicznej aktywność związana z pokonywaniem wyzwań i trudności interpersonalnych po prostu nas rozwija.

Co by nam pani zatem zaleciła?

Warto postawić na budowanie relacji. Nawet jeśli są trudne, lepiej stawiać mosty niż mury. Ważne są relacje najbliższe, ale też te w lokalnej społeczności sąsiedzkiej, miejskiej gdzie więzi nie muszą być głębokie – wystarczy rozmowa w windzie czy w sklepie. Nawet krótkie, niezobowiązujące kontakty społeczne budują poczucie oparcia i chronią przed izolacją, dlatego warto inwestować w relacje wokół siebie, a nie zastępować je wyłącznie usługami rozwojowymi.

A gdy szukamy pomocy, dobrze sprawdzać, do kogo trafiamy, im prostsze i bardziej spektakularne recepty proponuje, tym większą ostrożność warto zachować.

A co z edukacją najmłodszych? Czy tam szukać nadziei?

Nadziei zawsze warto szukać, szczególnie w młodych ludziach. A jednak jak często mówimy dziś o ich mądrości, zasobach i potencjale? Niepokoi mnie sensacyjny sposób opowiadania o ryzyku samob**czym i "epidemii zaburzeń" wśród dzieci i młodzieży. Problem jest realny i wymaga rzetelnej, spokojnej debaty opartej na wiedzy. Tymczasem podstawą tworzenia narracji społecznej, kampanii, wywiadów stanowią dobre chęci celebrytów, co może przynosić efekty odwrotne do zamierzonych. 

Badania pokazują, że nieumiejętne, silnie emocjonalne i powtarzalne nagłaśnianie kryzysów psychicznych może zwiększać podatność na naśladownictwo i pogłębiać trudności młodych odbiorców. Profesor Geertjan Overbeek zwraca uwagę na paradoks: im więcej systemów wczesnego wykrywania i mówienia o zaburzeniach, tym silniejsza bywa tendencja do postrzegania młodych ludzi przez pryzmat deficytów, a nie zdrowia i kompetencji. Nadmierna koncentracja na diagnozowaniu może utrwalać narrację kryzysu, zamiast wzmacniać odporność.

To źle, że o tym mówimy?

Samo mówienie o trudnościach i zaburzeniach nie szkodzi. Problem pojawia się wtedy, gdy przekaz jest jednostronny, emocjonalny, powtarzalny i pozbawiony równowagi między problemem a radzeniem sobie i sprawczością. W takich warunkach trudności mogą "rozprzestrzeniać się" społecznie poprzez identyfikację i wzajemne wzmacnianie pesymistycznych interpretacji własnych doświadczeń.

Metaanalizy programów szkolnych rozwijających kompetencje społeczno-emocjonalne jasno wskazują, co działa profilaktycznie: stabilne relacje, poczucie przynależności, wzajemność i adekwatne wsparcie w środowisku szkolnym. O zdrowiu psychicznym młodych ludzi w największym stopniu decyduje jakość codziennych relacji, a nie liczba alarmujących kampanii. Sposób komunikowania kryzysu ma więc znaczenie zdrowotne, nie tylko informacyjne.

Profilaktyka zdrowia psychicznego to bardziej rzemiosło niż widowisko. Żmudnie realizowane nie przez osoby znane z mediów, lecz codziennie przez nauczycieli, pedagogów i psychologów szkolnych, niedofinansowanych i przeciążonych. To właśnie w ich pracy buduje się poczucie bezpieczeństwa, przynależności i zaufania, które mają najlepiej udokumentowane znaczenie ochronne dla zdrowia psychicznego młodych ludzi.

W tym sensie najlepszym self-care będzie dziś generatywność, czyli wzajemne wspieranie się i bycie potrzebnym innym, także młodym ludziom. Dobrostan psychiczny buduje się nie w izolacji, lecz w relacjach i adekwatnym wsparciu społecznym.