Bliskość w polskich sypialniach umiera
Bliskość w polskich sypialniach umiera fot.shutterstock\montaż: naTemat.pl

"Nie sypiamy ze sobą od roku", "Od sześciu lat", "Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz", "Po prostu nie czuję potrzeby", "Mąż nie chce", "To ja nie mam ochoty". To nie są wyjątki, to rzeczywistość wielu polskich sypialni. – Do gabinetów trafiają dwa typy par: pierwsze reagują szybko, gdy tylko zauważą problem. Drugie przychodzą po pięciu czy sześciu latach, kiedy wszystko już wisi na krawędzi – komentuje dla naTemat.pl Rafał Skoczek, psycholog i terapeuta.

REKLAMA

"Zawsze przytulamy się na łyżeczkę i tak zasypiamy. Wcześniej obowiązkowo buziak. Nie pamiętam już, kiedy uprawialiśmy s*ks, ale nie tęsknimy za tym" – czytam na jednym z kobiecych forów.

To wyznanie jest jak zapalnik. Wystarczy chwila, by uruchomić lawinę kolejnych, niemal identycznych zwierzeń.

Pod postem – setki komentarzy o braku namiętności w związkach. Przyczyny są rozmaite, ale efekt zawsze ten sam: życie intymne pary umarło i nikt nie wie, jak je wskrzesić.

Jedna z kobiet doskonale pamięta datę graniczną: sześć lat temu, po urodzeniu trzeciego dziecka. Od tamtej pory w sypialni panuje chłód. Z mężem są dla siebie najlepszymi przyjaciółmi, świetnymi kumplami i wspierają się w rodzicielstwie. Ale intymne życie umarło.  

Nie wie, co musiałoby się stać, żeby znów mieli na siebie ochotę. Twierdzi, że mężowi to nie przeszkadza. A ona sama czuje jedynie ulgę. Brak oczekiwań to brak rozczarowań.

"Moje libido nie istnieje" – pisze inna internautka.

Zapewnia, że mąż nie narzeka i nie domaga się pieszczot. "Zupełnie mnie rozumie i akceptuje tę sytuację. Ja zasypiam z dzieckiem w jego pokoju, mąż pada na kanapie po pracy" – kwituje. Ten rytuał stał się ich nową, bezpieczną normą.

Wiktoria, lat 44

Z mężem żyjemy obok siebie od lat. Mamy nastoletnie dzieci i na nich skupia się cała nasza uwaga. Nasz związek określiłabym jako letni. Ani się nie kłócimy, ani się nie jakoś bardzo nie kochamy. S**su nie uprawiamy od czterech lat. Nigdy nie byliśmy jakąś gorącą, namiętną parą, ale odkąd przekroczyliśmy oboje 40-tkę, libido nam osłabło. Ja w ogóle o tym nie myślę, wieczory mam zajęte, bo biorę pracę do domu. Mąż ma swoje aktywności: siłownia, tenis. 

Dlaczego o tym nie rozmawiamy? Bo nie wiemy jak. Nie wiem, jak miałabym w ogóle zacząć tę rozmowę. Gdybym teraz na siebie włożyła jakieś fatałaszki, jakieś koronki, czułabym się idiotycznie. 

Lubię męża. Kiedy mamy czas dla siebie, prażymy popcorn i oglądamy film. Mąż nigdy nie był wylewny, ale jak poproszę, to mnie przytuli. Ale to tak po przyjacielsku. 

Jestem pewna, że mnie nie zdradza. Sam się nigdy nie dopominał o zbliżenie. Nie wiem, czy ogląda filmy po***raficzne. Nigdy go na tym nie nakryłam. 

Gdyby jakoś zainicjował stosunek, poprosił mnie, to może bym powoli jakoś zaczęła oswajać ten temat. Może nawet byłoby mi przyjemnie? Ale on o tym w ogóle nie mówi. 

Milczymy więc oboje.

Justyna, lat 36

Jestem mamą dwójki dzieci z małą różnicą wieku. Jeszcze nie wróciłam do pracy. Mój dzień to opieka nad maluchami, ogarnianie domu, wieczna walka z infekcjami i latanie po poradniach. 

Niedawno wpadła do mnie koleżanka, trochę ode mnie starsza zdeklarowana singielka. Maluchy poszły na drzemkę, a my miałyśmy chwilę na plotki. Rozmawiałyśmy o właśnie o sprawach łóżkowych. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ona, wiecznie żyjąca w pojedynkę, kochała się ledwie wczoraj, a ja, mężatka z 10- letnim stażem aż siedem miesięcy temu. 

Mąż mnie na początku zachęcał, kąpał dzieci i je usypiał, żebym nie była taka zmęczona. Robił nastrój w sypialni. Starał się, nie powiem. Ale to nie przynosiło efektów, więc przestał. 

Trochę na początku się nawet kłóciliśmy o to, ale teraz nawet i tego nie ma. Mąż już nic nie inicjuje, może się obraził? Nie wiem, bo niewiele ze sobą na ten temat rozmawiamy. 

Beata, lat 39

Kocham mojego męża. Zawsze dbaliśmy o to, żeby w naszej sypialni był ogień. Urozmaicaliśmy nasze życie intymne na różne sposoby. Potem zauważyłam, że to wszystko słabnie. Teraz on szybko zasypia po prysznicu, żebym tylko od niego nic nie chciała. 

Próbowałam z nim rozmawiać, dowiadywać się, o co chodzi. Ale on milczy jak zaklęty. Ja znam swoją wartość, wiem, że jestem atrakcyjną kobietą. Upominać się o zbliżenie nie zamierzam. 

Na razie jest między nami mur. I nie wiem, jak go przebić. Proponowałam terapię par, ale się nie zgadza. 

Moje koleżanki mają podobnie. Tylko że ich partnerzy wieczorami grają w gry. Mój po prostu zasypia. Nie wiem, co dalej. 

Na razie nie mam pomysłu. Rozwodzić się tylko dlatego, że nie ma namiętności, nie zamierzam. Mój mąż to dobry człowiek. 

Może tak musi po prostu już być?

Czytaj także:

Intymność na straconej pozycji?

Możemy wszystko. Mamy na wyciągnięcie ręki aplikacje randkowe, zabawki do łóżka i nieograniczony dostęp do wiedzy. Żyjemy w najbardziej er**ycznej erze w historii, a jednocześnie dotyk tak rzadko jest obecny w naszych sypialniach.

Co za paradoks.

Socjologowie mówią wprost: nadchodzi recesja s**sualna. Jesteśmy zbyt zmęczeni na namiętność, zbyt zestresowani. Aktywność s**sualna Polek i Polaków systematycznie spada.

Statystyki "Narodowego Testu Zdrowia Polaków 2024" są niepokojące: coraz rzadziej znajdujemy dla siebie czas i przestrzeń na bliskość. Spadek widać niemal w każdej kategorii. 30 proc. Polek i 34 proc. Polaków deklaruje, że współżyją zaledwie kilka razy w miesiącu.

Zbliżenia kilka razy w tygodniu – jeszcze niedawno uznawane za normę – dziś deklaruje jedynie 11 proc. kobiet i 14 proc. mężczyzn.

Najbardziej uderza jednak wzrost całkowitej rezygnacji z życia intymnego. W ciągu czterech lat odsetek kobiet, które przyznają, że nie współżyją w ogóle, wzrósł z 26 do 36 proc. Wśród mężczyzn wskaźnik ten zwiększył się z 16 do 24 proc.

Zetki wolą sen

I co szczególnie interesujące – "recesja s**sualna" najmocniej uderza w najmłodszych dorosłych. Raporty z lat 2024–2025 pokazują, że przedstawiciele Generacji Z współżyją wyraźnie rzadziej niż ich rodzice w tym samym wieku.

Blisko jedna czwarta młodych dorosłych nie miała partnera w łóżku przez ostatni rok. Priorytety wyraźnie się przesuwają: 67 proc. "Zetek" deklaruje, że woli się wyspać, niż kochać, a ponad połowa uważa, że udany związek wcale nie musi opierać się na fizyczności.

Millenialsi z kolei to pokolenie permanentnego napięcia, wysokiego poziomu kortyzolu i sypialnianego wypalenia. Najczęściej wskazywanym zabójcą libido jest chroniczny stres oraz praca, którą – dzięki technologii – coraz częściej zabieramy ze sobą pod kołdrę.

Na tle tych danych najbardziej aktywną grupą pozostają osoby w wieku 35–44 lat. To nie wygląda już na chwilowe wahanie nastroju czy efekt przejściowego kryzysu. 

Część z nas woli scrollować telefon niż się kochać. Statystyczny Polak spędza z telefonem w ręku blisko cztery godziny dziennie, a phubbing, czyli ignorowanie partnera na rzecz smartfona ma się niestety dobrze.

Namiętność wymaga czasu, uważności i rozmowy. Wymaga też odsłonięcia się – fizycznego i emocjonalnego. Tymczasem smartfon oferuje natychmiastową nagrodę: szybki wyrzut dopaminy bez ryzyka odrzucenia, brak konieczności konfrontowania się z czyimiś potrzebami. Nie ocenia, nie stawia wymagań, nie oczekuje zaangażowania.

Sypialnię można zawsze "przewietrzyć"

W wielu związkach nie ma współżycia. Wiem to zarówno z wysłuchanych opowieści, jak i z zimnych statystyk.

Czy brak intymności zawsze oznacza kryzys? O to pytam Rafała Skoczka, s**suologa, psychologa i terapeutę.

– To zawsze bardzo szerokie pytanie. Jeśli zaczniemy w nim głębiej "wiercić", zobaczymy, że w wielu parach pojawia się żal, smutek i niepewność. Brakuje osadzenia w kontekście emocjonalnym – tłumaczy ekspert. – Często też, o czym partnerzy nawzajem nie wiedzą, dochodzi do ucieczki i realizacji potrzeb na własną rękę, poprzez ma**rbację. To dziś zjawisko nagminne.

Jak podkreśla Rafał Skoczek, w relacjach działa prosta zasada: to, czego nie używamy, po prostu zanika. – Jeśli w związku zaczyna coś szwankować i wycofujemy się z bliskości, organizm się do tego przyzwyczaja. Często przy takim wycofaniu pojawia się świetna logistyka. Partnerzy dobrze się komunikują organizacyjnie, związek funkcjonuje technicznie bez zarzutu, ale brakuje w tym głębi. Zaczynają żyć jak brat z siostrą. Jest ciepło, bezpiecznie, ale intymne przytulanie staje się barierą.

Ekspert dodaje, że problemy często pojawiają się także tam, gdzie na początku wszystko funkcjonowało dobrze. – Mam na myśli mężczyzn z przedwczesnym wytryskiem czy zaburzeniami erekcji. Gdy pojawia się wstyd, niepewność i poczucie "męskiej kastracji", wielu z nich wycofuje się pod pretekstem pracy czy zmęczenia – mówi ekspert.

Dodaje, że mechanizm szybko obejmuje obie strony. Jeśli partner wycofuje się, by nie doświadczać rozczarowania, partnerka po czasie również przestaje inicjować zbliżenia. 

– Tworzy się swoista hierarchia ochronna. Kobieta po raz kolejny słyszy, że on jest zmęczony, więc zaczyna myśleć: "Może już go nie pociągam? Może to moja wina?". Przestaje dotykać, bo to zaczyna za mocno boleć. Dwie osoby oddalają się od siebie. Na poziomie logistycznym wszystko działa, ale w sferze intymnej wygrywa strach przed odrzuceniem i zranieniem. To klasyczny mechanizm obronny – organizm chroni się przed cierpieniem.

Dalsza część tekstu poniżej.

– Czy da się odbudować bliskość? – pytam.

– Do gabinetów trafiają dwa typy par – odpowiada Rafał Skoczek. – Pierwsze reagują szybko, gdy tylko zauważą problem. Drugie przychodzą po pięciu czy sześciu latach, kiedy wszystko wisi na krawędzi. Czasami jest to też moment, gdy dzieci wyprowadzają się z domu i partnerzy zostają sami, albo gdy związek stoi już na progu rozwodu. Nagle okazuje się, że od ostatniego zbliżenia minęło siedem lat.

Jak mówi dalej, w tym czasie narasta frustracja i poczucie utraty własnej kobiecości czy męskości. – Pod tym wszystkim kryje się żal. A żal to w gruncie rzeczy złość do partnera o to, że się nie rozumiemy. Te emocje są latami tłumione, zgodnie z popędowym mechanizmem, o którym pisał Freud – dodaje ekspert.

Czy dziś kochamy się rzadziej niż nasi dziadkowie? Zdaniem eksperta intymność przede wszystkim bardzo się zmieniła.

Rozwijają się nowe formy aktywności: s*ks internetowy, kamerkowy, łączony z używkami. Współczesny świat pędzi, a to oznacza ogromne przebodźcowanie. Nadmiar informacji to zmęczenie dla organizmu. Pogoń za pieniędzmi i karierą obciąża układ limbiczny. W efekcie sks staje się niedbały, rutynowy. "Bo tak wypada", "bo jest 23:00, a jutro na rano do pracy".

Rafał Skoczek

seksuolog, psycholog, terapeuta

W stałych związkach, zwłaszcza gdy pojawiają się dzieci i liczne obowiązki, rutyna potrafi skutecznie zabić namiętność. – Ale pod rutyną niemal zawsze kryje się problem z komunikacją – zaznacza Skoczek.

Jeśli relacja opiera się na poczuciu bezpieczeństwa, partnerzy potrafią powiedzieć wprost: "Kochanie, za mało zbliżeń. Chciałbym coś zmienić, coś dodać". Jeśli jednak takiego bezpieczeństwa brakuje, potrzeby są tłumione w obawie przed oceną. – A tłumienie potrzeb przez lata rodzi napięcie. Niezaspokojone potrzeby zaczynają szukać ujścia gdzie indziej.

Ekspert podkreśla, że w niepewnych związkach boimy się otwartości. Fantazje pozostają w sferze wyobraźni, bo wstydzimy się o nich mówić.

– Komunikacja to klucz. To nie znaczy, że podczas jednej rozmowy otworzymy wszystkie karty. Ale dzięki niej zaczynamy się rozumieć i próbować. Wiemy, czego nie możemy dostać w tej relacji, ale możemy wspólnie poszukać innej perspektywy. Bo sypialnię zawsze można "przewietrzyć". Ten sam s*ks w innej konfiguracji może smakować inaczej. Potrzeba do tego odrobiny kreatywności, ale przede wszystkim rozmowy. Rozmowy i wspólnego działania –  podsumowuje Rafał Skoczek.