
Zanim w Polsce popłynie pierwszy prąd z atomu, na Pomorze musi wjechać ciężki sprzęt. A żeby wjechał, potrzebuje drogi, która nie rozsypie się pod ciężarem reaktora. Właśnie zrobiliśmy kluczowy krok w tym kierunku. Do urzędu trafił wniosek o wydanie decyzji ZRID na budowę tzw. ostatniej mili, czyli odcinka, który połączy plac budowy z resztą świata.
Choć 5 kilometrów nowej drogi krajowej może nie brzmieć jak wyzwanie na miarę budowy piramid, w kontekście elektrowni jądrowej Lubiatowo-Kopalino to odcinek o znaczeniu strategicznym. To właśnie tędy, poprzez specjalną drogę pożarową, na plac budowy trafią tysiące ton materiałów i najbardziej skomplikowany sprzęt.
Bez tego łącznika budowa atomu byłaby jak próba wniesienia fortepianu do mieszkania przez lufcik. Ostatnia mila ma zapewnić płynny wjazd z tymczasowych dróg dojazdowych na nową sieć dróg publicznych. To logistyczny kręgosłup całej operacji.
Atom połączy się z trasą S6. Wiemy, jak pobiegnie nowa trasa
Budowa dojazdu do elektrowni to nie jest jedna, prosta kreska na mapie. Cała infrastruktura drogowa została podzielona na dwa główne etapy, które mają docelowo skomunikować Lubiatowo z drogą ekspresową S6 (węzeł Łęczyce):
- Odcinek Lubiatowo – DW213: Około 11 km trasy. To właśnie w ramach tego fragmentu złożono wniosek o 5 km ostatniej mili. Na pozostałe 6 km dokumenty mają trafić do urzędników jeszcze w tym kwartale.
- Odcinek DW213 – węzeł Łęczyce (S6): To potężny, 15-kilometrowy fragment, który otworzy elektrownię na całą Polskę.
Dzięki temu połączeniu gigantyczne komponenty elektrowni nie będą musiały przeciskać się przez wąskie, lokalne dróżki, co pewnie uratuje niejedno zawieszenie w aucie okolicznych mieszkańców.
Lubiatowo: droga wojewódzka nr 213
Droga wojewódzka nr 213 - droga ekspresowa S6 (węzeł Łęczyce)
Zobacz także
Nie tylko atom. Mieszkańcy Choczewa też na tym zyskają
Trzeba oddać projektantom jedno: ta droga to nie tylko prezent dla budowniczych elektrowni. Nowa trasa ma realnie odciążyć sieć dróg lokalnych w gminie Choczewo, która w sezonie letnim i tak ledwo dycha pod naporem turystów.
Dla przeciętnego kierowcy z Trójmiasta oznacza to jedno: krótszy czas przejazdu nad morze. Nowy układ komunikacyjny zwiększy przepustowość i sprawi, że wycieczka do nadmorskich miejscowości przestanie kojarzyć się z rwanym tempem za traktorem.
