
Wyobraźcie sobie: sobota rano, słońce powoli budzi się nad mazowieckimi drogami, a wy spokojnie jedziecie trasą wojewódzką numer 801. Nagle z przyczepki jadącego przed wami auta wylatują wielkie płyty styropianu i tańczą na wietrze jak oszalałe. Brzmi jak pech? Dla pewnego kierowcy w Wildze to był dopiero początek kłopotów, bo za nim z włączoną kamerą jechała policja z grupy SPEED.
Nie wiem, co myślał sobie właściciel tego transportu, ale jedno jest pewne: optymizmu mu nie brakowało. Niestety, w starciu z fizyką i pędem powietrza, optymizm przegrywa zazwyczaj w pierwszej rundzie. Ale do konkretów.
"Latający towar" na drodze w Wildze
Zdarzenie miało miejsce w sobotę, 28 lutego, tuż po godzinie 8:00. Policjanci z grupy SPEED patrolowali drogę wojewódzką 801, gdy ich uwagę przykuł samochód z przyczepką wyładowaną białymi płytami. Nie trzeba było być ekspertem od logistyki, by zauważyć, że ten domek z kart długo nie postoi.
W pewnym momencie podmuch powietrza poderwał płyty styropianu, które z impetem wylądowały na obu pasach ruchu. Na nagraniu z policyjnego wideorejestratora widać to doskonale, jak białe fragmenty lądują tuż przed maską radiowozu.
Gdyby zamiast policji jechał tam motocyklista albo ktoś, kto w panice wykonałby gwałtowny manewr kierownicą, dzisiaj moglibyśmy pisać o tragedii, a nie o mandacie.
Za źle zabezpieczony ładunek grozi wysoki mandat
Często wydaje nam się, że przecież to tylko styropian, jest lekki, nikogo nie zabije. To błąd. Na drodze nie ma rzeczy zbyt lekkich, by nie mogły spowodować karambolu.
Przepisy ruchu drogowego w tej kwestii są bezlitosne i precyzyjne. Zgodnie z art. 61 Prawa o ruchu drogowym, każdy kierowca ma obowiązek zadbać o to, by towar na aucie czy przyczepce nie żył własnym życiem.
Oto złote zasady, o których przypominają funkcjonariusze:
W tym przypadku finał był przewidywalny. Kierowca z przyczepką został zatrzymany i ukarany. Mandat za źle zabezpieczony towar to i tak najniższa cena, jaką przyszło mu zapłacić za tę lekcję wyobraźni.
Dlaczego kierowcy wciąż o tym zapominają?
Problem polega na tym, że wielu z nas traktuje przyczepkę jako dodatkowy bagażnik, do którego wrzuca się wszystko luzem. "Przecież jadę tylko kawałek, do sąsiedniej wsi" – to najczęstsza wymówka. Ale fizyka nie pyta o dystans.
Wystarczy 50 km/h, by niepozorna płyta styropianu zamieniła się w żagiel, który wyrwie wszystko, co nie jest solidnie przypięte pasami transportowymi.
Sytuacja z Wilgi to mocne przypomnienie dla wszystkich, którzy planują wiosenne remonty i wywózki. Pamiętajcie, że zabezpieczenie ładunku na przyczepce to nie jest dobra wola kierowcy, ale jego psi obowiązek.
