
Tesla Model Y to nadal mimo spadków sprzedaży na świecie król polskich dróg wśród elektryków, ale na autostradzie potrafi spłatać figla. Czy warto gnać 130 km/h, skoro za chwilę stracisz ten czas na ładowarce? Jeden z youtuberów sprawdził, z jaką prędkością jechać, by dotrzeć do celu najszybciej i bez stresu.
Kluczem do sukcesu w podróżowaniu elektrykiem nie jest prędkość maksymalna, a zarządzanie energią. Jeden z motoryzacyjnych youtuberów przeprowadził test wersji z napędem na tył (RWD) i baterią 75 kWh, który pokazuje, że fizyka jest nieubłagana, ale da się ją oszukać, wybierając odpowiednie tempo.
Oczywiście Tesla Model Y to specyficzny zawodnik, bo to nie tylko modny SUV, ale przede wszystkim bryła o bardzo niskim oporze powietrza. Dodatkowo w środku znajdziemy znany minimalizm, czyli niemal wszystko obsługujemy z poziomu ogromnego tabletu, co przekłada się na mniej kabli, a to na mniejszą wagę. Ale do rzeczy.
Ile przejedziesz przy konkretnej prędkości? Jaki jest złoty środek?
Testujący (co prawda z Wielkiej Brytanii na autostradzie A1, czyli po płaskim) sprawdzał ten sam odcinek drogi przy czterech różnych prędkościach. Wyniki pokazują, że każdy kilometr na godzinę powyżej setki drastycznie skracał zasięg.
Tak zmienia się zasięg Tesli Model Y:
Jeśli chcesz dojechać z Warszawy do Gdyni czy Wrocławia (jest bliżej, ale pod górkę) bez nerwowego szukania ładowarki, to twoim najlepszym przyjacielem jest prędkość między 105 a 115 km/h. Dlaczego to się opłaca?
Wybierając 113 km/h zamiast maksymalnych 130 km/h, tracisz zaledwie kilkanaście minut na trasie, ale zyskujesz niemal 80 kilometrów dodatkowego zasięgu. To często różnica między dojechaniem na styk a komfortowym dotarciem do hotelu z zapasem energii. Taka jazda samochodem elektrycznym jest najlepsza.
