
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad pokazała nagrania z drogi ekspresowej S12 z okolic węzła drogowego Świdnik. Widać na nim, jak biegacz i rowerzysta ryzykują życie, bo absolutnie nie powinno ich być w tym miejscu.
Są takie momenty, kiedy człowiek patrzy na nagrania z kamer monitoringu drogowego i zastanawia się, czy to jeszcze rzeczywistość, czy już plan zdjęciowy do filmu o nominację do Nagrody Darwina.
Wyobraźcie sobie: droga ekspresowa S12, pędzące samochody, a między nimi... pan w spodenkach szlifujący formę do maratonu i rowerzysta, który najwyraźniej pomylił trasę szybkiego ruchu ze ścieżką w pobliskim lesie.
Do tej mrożącej krew w żyłach (i budzącej politowanie) sytuacji doszło w okolicach węzła Świdnik. GDDKiA nie wytrzymała i opublikowała ostrzeżenie, które powinno być oczywiste dla każdego, kto posiada choćby śladowe ilości instynktu samozachowawczego.
Droga ekspresowa to nie bieżnia ani welodrom
"Ekspresówka to nie miejsce do biegania, taki trening na pewno nie wyjdzie na zdrowie" – grzmią drogowcy i trudno im nie przyznać racji. Droga ekspresowa S12 to miejsce, gdzie auta poruszają się z prędkością 120 km/h (a umówmy się, czasami kierowcy traktują tę wartość jedynie jako sugestię).
Spotkanie pędzącego kolosa z biegaczem kończy się zawsze tak samo. I nie jest to finisz na podium. Zjawisko "sportowców" na trasach szybkiego ruchu staje się powoli plagą. Niektórzy tłumaczą się czasem, inni "dobrym asfaltem", a jeszcze inni, bo po prostu "nie wiedzieli".
Co mówi prawo? Zakaz poruszania się to nie sugestia
Warto przypomnieć podstawy, bo jak widać na przykładzie spod Świdnika, pamięć bywa ulotna. Na drogach oznaczonych znakiem D-7 (samochodzik na niebieskim tle, jakby ktoś nie umiał w oznaczenia) obowiązuje absolutny zakaz poruszania się pieszych oraz rowerzystów. Dotyczy to również pobocza i pasa awaryjnego.
Dlaczego? To proste:
Mandat to najmniejszy problem
Jeśli kogoś nie przekonuje wizja bycia rozsmarowanym na asfalcie, może przekonają go finanse. Za wejście lub wjazd rowerem na drogę ekspresową grożą surowe kary. Policja w takich przypadkach rzadko kończy na pouczeniu. Jednak jak celnie zauważa GDDKiA, to nie mandat jest tu najgorszy.
"Prosimy tak nie robić" – apelują służby drogowe. I my się do tego apelu przyłączamy.
