Ford Transit City
Ford Transit City ma "chiński sekret" Materiały prasowe Ford

Ford Pro właśnie pokazał nowość, która może wywołać niemałe zamieszanie na rynku aut dostawczych. Nazywa się Transit City, jest w pełni elektryczny i skrywa tajemnicę, która dla jednych będzie pragmatycznym rozwiązaniem, a dla innych dość sporym zaskoczeniem. Otóż ten "amerykański" wół roboczy to tak naprawdę owoc współpracy z Chińczykami, a jego głównym zadaniem jest bycie po prostu tanim w utrzymaniu.

REKLAMA

Nie ma co owijać w bawełnę, Ford Transit City bazuje na platformie opracowanej przez Jiangling Motors Corporation (JMC). Co więcej, auto będzie również montowane w Chinach. To odważny ruch, ale w świecie biznesu liczą się liczby, a te mają przemawiać na korzyść nowego modelu.

Ford celuje w operatorów flot miejskich, dla których priorytetem są niskie koszty eksploatacji i prosta konstrukcja, a nie prestiżowe logo na masce.

logo

Strategia jest agresywnie uproszczona: jedna wersja wyposażenia, brak listy opcji i minimalne możliwości personalizacji.

Z zewnątrz auto wygląda nowocześnie, ma oświetlenie LED i czarne felgi, ale niepomalowane, plastikowe zderzaki od razu zdradzają budżetowy charakter. Ale hej! To narzędzie do pracy, a nie auto na pokaz.

logo
logo

Surowy, prosty i... wystarczający?

Pod maską (a właściwie pod podłogą) znajdziemy napęd, który nie próbuje bić rekordów prędkości. Silnik elektryczny o mocy 148 KM (110 kW) napędza przednią oś, a energia czerpana jest z akumulatora LFP o pojemności 56 kWh. Według cyklu WLTP zasięg wynosi 254 km.

Możecie powiedzieć: "tylko tyle?". Ford ma na to gotową odpowiedź. Dane pokazują, że typowy użytkownik miejskiego vana pokonuje dziennie mniej niż 110 km. Pomyślcie, no taki kurier przecież nie jeżdzi między miastami, tylko ma rewir i się po nim kręci.

Zapas jest więc spory. Co ważne, dzięki zastosowaniu ogniw litowo-żelazowo-fosforanowych, serwisowanie auta ma być nawet o 40 proc. tańsze niż w przypadku odpowiednika z silnikiem diesla.

logo
logo

Praktyczność? Tu nie ma kompromisów. Ford Transit City będzie dostępny w trzech wariantach: klasyczny furgon, wersja z długim rozstawem osi i wysokim dachem oraz podwozie pod zabudowę. Ładowność wynosi od 1085 kg do 1530 kg, co stawia go w czołówce swojego segmentu.

W środku wcale nie jest biednie

Mimo budżetowego zacięcia, kabina nie przypomina auta z ubiegłego wieku. Standardowe wyposażenie jest, jak na ten segment, zaskakująco bogate. Kierowca ma do dyspozycji 12,3-calowy ekran dotykowy z systemem SYNC 4, cyfrowe zegary, a nawet podgrzewany fotel.

logo

Bezpieczeństwo też nie zostało potraktowane po macoszemu. Na pokładzie znajdziemy:

  • Adaptacyjny tempomat,
  • asystenta utrzymania pasa ruchu,
  • czujniki parkowania z przodu i z tyłu oraz kamerę cofania.
  • logo

    Jeśli chodzi o ładowanie, szybka ładowarka DC (87 kW) pozwala odzyskać 50 km zasięgu w zaledwie 10 minut. Pełne ładowanie w garażu (AC 11 kW) potrwa około pięciu godzin, czyli idealnie tyle, by auto było gotowe do pracy po nocnym postoju.

    Cena, która ma być kartą przetargową

    Oficjalny cennik nie jest jeszcze znany, ale Ford zapowiada, że Transit City uplasuje się pomiędzy mniejszym E-Transit Custom a pełnowymiarowym E-Transitem.

    Czy "chiński sekret" Forda to przepis na sukces? W dobie szukania oszczędności każda złotówka ma znaczenie. Jeśli Ford Transit City udowodni swoją trwałość, logo na masce przestanie mieć znaczenie dla szefów firm logistycznych.